<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336</id><updated>2012-01-22T19:25:51.804+01:00</updated><category term='Malczer'/><title type='text'>Niemedialnie</title><subtitle type='html'>O fotografii, ale niekoniecznie tylko o niej...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>44</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-8632175771635896194</id><published>2012-01-18T13:53:00.001+01:00</published><updated>2012-01-18T15:56:05.690+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Mroczne depresje cyklistów</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-t2Kcbf0ot1U/Txa-U0WebsI/AAAAAAAAAa8/wBP5gzENkpA/s1600/22_Neopan400_Square.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-t2Kcbf0ot1U/Txa-U0WebsI/AAAAAAAAAa8/wBP5gzENkpA/s320/22_Neopan400_Square.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Albo może... frustracje? Że co? Że cykliści nie przeżywają frustracji? Nie ma się o co obruszać, wystarczy się im dobrze przyjrzeć. Uważny obserwator natychmiast znajdzie małe, wąsko osadzone, sprytne oczka, rozglądające się bezustannie na boki — czujnie, jakby obawiające się wiecznego zagrożenia, i wydatny nochal — węszący ciągle podstęp. W sumie nie ma się co dziwić, cykliści oceniają świat podług siebie i nie rozumieją, że ktoś może nie chcieć obedrzeć ich ze skóry albo bodaj  tylko” oszukać. No ale — z drugiej strony na rzecz patrząc — faktem jest, że ostrożni żyją dłużej, a lekki stres temu sprzyja. Tak więc, hojnie obdarzony przez naturę w powyższe atrybuty (w tym frustrację czy też stres) cyklista, lekko oszołomiony światłami wielkiego miasta, wkracza do tzw. galerii. Galerii handlowej oczywiście, przecież nie galerii sztuki. Po co? Tego najstarsi Kaszubi nie wiedzą. Przecież drożyzna straszna, a z wychudzonymi, kupującymi jedną chińską zupkę na dwie, sprzedawczyniami z butików (pełniącymi bardziej funkcje dekoracyjne niż praktyczne) żadnego &lt;i&gt;handełe&lt;/i&gt; nie da się zrobić. Reklamy jednak kuszą: PROMOCJA-SALE-WYPRZEDAŻ, a nuż więc uda się coś, jakoś, gdzieś... za pół darmo, weźmy  na przykład taki szal z jedwabiu, przeceniony z półtora tysiąca złotych o połowę. To znaczy, żeby była pełna jasność, cyklista wie, że nie kupi tego szala, bo — po pierwsze — nawet przeceniony jest za drogi, a nawet jeśli nie jest, to po drugie — ten szal jest głównie do ozdoby, w żaden sposób nie jest praktyczny. Bo „praktyczność” cykliści mają w genach, tak już zostali stworzeni przez naturę. Czyli tenże szal jest do niczego, w najlepszym wypadku można by się nim pochwalić przed podwładnymi w pracy, ale zawsze istnieje możliwość, że — primo — będą wiedzieć o przecenie, i — bardziej ryzykowne — secundo, że nie będą wiedzieć, ale jakiś „uprzejmy anonim” doniesie (pamiętajmy, że cykliści oceniają wszystko ze swojego punktu widzenia), iż kolega kupuje rzeczy, na które go nie stać. Zainteresują się odpowiednie organy i...  będzie kolejna czterdziestoletnia tułaczka po pustyni w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi (albo wizyta w urzędzie skarbowym; nie wiadomo co bardziej bolesne). Tak czy owak, nasz bohater wkracza w bramy świątyni handlu pełen wewnętrznej wściekłości. Ciągnie do wybranej witryny jak mucha do... muchomora. Po co, skoro już wie, że nie kupi? Ano właśnie, dać upust frustracji. Wpada więc, z miną rokefelera, na upatrzoną ofiarę (na ogół studentkę dorabiającą sobie w roli ozdoby butiku) jak jastrząb (sądzę, że haczykowaty nos uwiarygodnia to porównanie) i po godzinnym przymierzaniu i wybrzydzaniu, że to kolor nie taki, a to że gryzie, a to czy na pewno jedwabniki były dobrze traktowane w hodowli, wygłasza dobitne żądanie: &lt;i&gt;„Trudno, wezmę ten szal bo wielkiego wyboru tu nie macie, a ja nie mam czasu biegać po sklepach, ale żeby Pani tylko nie zapomniała o rabacie! — ile to będzie? — 399,50 zł?”&lt;/i&gt;. Ekspedientka baranieje, tłumaczy, że cena 799 zł już uwzględnia rabat, bo szale kosztują 1500 zł. Nie uwzględniła jednak, że cyklista tak naprawdę przyszedł nie po szal, ale rozładować agresję. No i burda gotowa, w skrócie — parę kwestii o niekompetencji, bałaganie, stracie czasu, wołanie właściciela itd.; właściciel — oderwany od miłej pogawędki z biuścistą właścicielką sąsiedniego butiku, wiele nie myśląc, na wszelki wypadek wywala z pracy studentkę, a butik zamyka na klucz mamrocząc coś o remanencie. Jakby nie patrzeć, cyklista swój cel osiągnął, potargował się, przysłowiową nogę podstawił, a szala (którego i tak nie chciał kupić) — nie kupił. Jednym słowem — pełne katharsis*.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapytałby kto, co to ma wszystko wspólnego z fotografią. Wbrew pozorom, wiele. Bo też jest i ciąg dalszy. W tejże galerii, nieopodal butiku, jest sklep nie dla idiotów, w którym nasz bohater zamierzał nabyć aparat fotograficzny. Taki prezent dla samego siebie, ale też i praktyczny, bo mimo wszystko zawsze taniej jest wysłać rodzinie zdjęcia własnej pociechy, niż ich zapraszać, bo jak wiadomo, to ostatnie niesie za sobą dodatkowe koszty. Tak czy owak zakup aparatu był postanowiony, sprzęt powinien posiadać jak największą ilość megapigzli i maksymalną liczbę zumów. Tutaj jednak cyklista się przeliczył, trafił na lepszego od siebie praktyka. Zamiast kupić tani kompakt jak zamierzał, wdał się w dyskusję z nie w ciemię bitym sprzedawcą i ten wcisnął mu lustrzankę cyfrową (obiektyw w zestawie), z teleobiektywem do fotografowania ptaszków (za pół ceny) i torbą gratis. Rozumiecie, torba GRATIS!!! Jaki to był aparat tego się nie dowiedziałem, na zadane pytanie odpowiedział dość enigmatycznie: &lt;i&gt;„No wiesz, taki lepszy, dla profesjonalistów. Czarny”&lt;/i&gt; (żebym sobie nie pomyślał, że on mógł kupić jakiś amatorski sprzęt). Faktem jest, że niespodziewany zakup musiał mu nieco nadszarpnąć morale, więc dla równowagi cyklista postanowił zostać artystą. Zrobiwszy kilka zdjęć pokazał je światu w jednym z miejsc w sieci o tematyce fotograficznej. No i... nie będę się rozpisywał, żałosny efekt jest dość znany bywalcom tych portali. Koniec końców cyklista nie dał za wygraną, przyniósł zdjęcia do pracy, pokazać podwładnym. Wiadomo jak jest, włazidupy piały z zachwytu nad ułomnymi kadrami przedstawiającymi „bógwico” oraz nad jakimś pięknym ptaszkiem (a może było to makro, ptaszka cyklisty na wszelki wypadek nie oglądałem). Świeżo upieczony artysta poczuł się dowartościowany, zatem rzuciwszy w powietrze kilka „ciepłych” słów na temat internetowego światka niedouków, zasiadł bezpieczne za fajerłolem, aby, jak to mówią (tak, jak to było w przypadku szala), podładować akumulatory. Zapamiętawszy to i owo, nie omieszkał zabłysnąć erudycją krytykując inne zdjęcia, a to napisał &lt;i&gt;„mogło być bez tego czegoś / co jednak się kojarzy w ten a nie inny sposób / byłoby całkiem sympatycznie...”&lt;/i&gt;, a to zostawił ślad po sobie w postaci &lt;i&gt;„kadr nie taki, inny”&lt;/i&gt; albo wręcz &lt;i&gt;„ja bym to inaczej zrobił”&lt;/i&gt;. Na pytanie, jak by zrobił, tego już cyklista nie wyjaśniał. Ostatecznie, nie po to przeszedł długą drogę od frustrata do krytyka (krytyka-frustrata), żeby cokolwiek wyjaśniać, bo nie to przecież było jego zamiarem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Miała być puenta, ale... może na dzisiaj wystarczy świadomość, że czasem wystarczy mały uśmiech, aby świat stał się piękniejszy; przecież cykliści tak naprawdę są w mniejszości, nie dajmy się zwariować. No i... nie zaszkodzi na początek przeczytać instrukcję do aparatu, prawda?&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;* &lt;a href="http://pl.wikiquote.org/wiki/Mi%C5%9B"&gt;„Straszne tu się chamstwo zjeżdża z całego świata...”&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-8632175771635896194?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/8632175771635896194/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2012/01/mroczne-depresje-cyklistow.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8632175771635896194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8632175771635896194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2012/01/mroczne-depresje-cyklistow.html' title='Mroczne depresje cyklistów'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-t2Kcbf0ot1U/Txa-U0WebsI/AAAAAAAAAa8/wBP5gzENkpA/s72-c/22_Neopan400_Square.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-298650402015038342</id><published>2012-01-09T18:40:00.000+01:00</published><updated>2012-01-09T18:40:43.767+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Lengforda. Aleja domów umarłych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aleja w mieście z tysiącletnią tradycją, i nieco młodszą (nieco, pierwsze wzmianki pochodzą z 1263 r.) dzielnicą, o charakterystycznej dla szlaku komunikacyjnego, niewysokiej zabudowie. Cały urok tych niewysokich kamienic stworzyły, stojące otworem do przechodnia, sklepiki. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DD2HLByRpUo/TwselcjGJXI/AAAAAAAAAUg/9ig_a9d6ttE/s1600/04_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-DD2HLByRpUo/TwselcjGJXI/AAAAAAAAAUg/9ig_a9d6ttE/s400/04_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0I6nFgy2ZPk/TwsiVRCJrQI/AAAAAAAAAYQ/5G-tpMOGob8/s1600/24_X-tra400_BW.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-0I6nFgy2ZPk/TwsiVRCJrQI/AAAAAAAAAYQ/5G-tpMOGob8/s400/24_X-tra400_BW.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-N9arhLvKCIc/TwsiUCep8ZI/AAAAAAAAAXg/xLnHpsynEW4/s1600/20_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-N9arhLvKCIc/TwsiUCep8ZI/AAAAAAAAAXg/xLnHpsynEW4/s400/20_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ATyWvE4CaDg/TwsiUc0-iOI/AAAAAAAAAXo/STMno4sO9ns/s1600/21_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-ATyWvE4CaDg/TwsiUc0-iOI/AAAAAAAAAXo/STMno4sO9ns/s400/21_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iBMg3vWN1cs/TwsiUoLG95I/AAAAAAAAAX0/NUaxmMnH1_E/s1600/22_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-iBMg3vWN1cs/TwsiUoLG95I/AAAAAAAAAX0/NUaxmMnH1_E/s400/22_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A to warzywniak, a to spożywczak, a to delikatesy czy też drogeria. Ale nie tylko. Można tu było znaleźć też szklarza, szewca (nie tylko w poniedziałek) i zegarmistrza. Fryzjer na strzyżenie nęcił wonią wody kolońskiej. Kawaler pachnący wodą brzozową zawsze robił lepsze wrażenie na pannie, wybrance serca.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6TJgdqPW3X4/Twsfk3_Oi2I/AAAAAAAAAVc/rW-bzBm5480/s1600/09_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-6TJgdqPW3X4/Twsfk3_Oi2I/AAAAAAAAAVc/rW-bzBm5480/s400/09_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-i2i8fXsBVtE/Twsfj0g2qhI/AAAAAAAAAUs/6HJFfqfoek4/s1600/05_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-i2i8fXsBVtE/Twsfj0g2qhI/AAAAAAAAAUs/6HJFfqfoek4/s400/05_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-85eUJu4wdMw/TwsfkIW1mvI/AAAAAAAAAU4/5A-rLIRMsNM/s1600/06_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-85eUJu4wdMw/TwsfkIW1mvI/AAAAAAAAAU4/5A-rLIRMsNM/s400/06_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-V8sRXiEZpbA/TwsfkYVHFuI/AAAAAAAAAVE/ldSqoSxwLRM/s1600/07_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-V8sRXiEZpbA/TwsfkYVHFuI/AAAAAAAAAVE/ldSqoSxwLRM/s400/07_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-J9y7daA8lwg/TwsfkppRqSI/AAAAAAAAAVQ/lkOPYNoLIQY/s1600/08_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-J9y7daA8lwg/TwsfkppRqSI/AAAAAAAAAVQ/lkOPYNoLIQY/s400/08_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tu można było z marszu kupić buty, garnitur i kiecę na karnawał. Albo farbę i żarówki, jeśli ktoś miał taką potrzebę. Rybki można było kupić akwariowe albo znaczki, jak ktoś był syfilitykiem, przepraszam, filatelistą. I chomika dla dziecięcia, które znużyło się zakupami. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dJwmh2iPhYw/TwsgpYbz3GI/AAAAAAAAAWY/oCH7ursx_QY/s1600/14_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-dJwmh2iPhYw/TwsgpYbz3GI/AAAAAAAAAWY/oCH7ursx_QY/s400/14_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QFHratQS7ME/TwsgnAOvjiI/AAAAAAAAAVo/IJ1Xp-kpJ-M/s1600/10_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-QFHratQS7ME/TwsgnAOvjiI/AAAAAAAAAVo/IJ1Xp-kpJ-M/s400/10_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-_R8UQBzUulU/TwsgomK7liI/AAAAAAAAAVw/m646_rFraLY/s1600/11_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-_R8UQBzUulU/TwsgomK7liI/AAAAAAAAAVw/m646_rFraLY/s400/11_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-JhaH92GMWDo/Twsgomq7qtI/AAAAAAAAAWA/aP26V5rjIrE/s1600/12_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-JhaH92GMWDo/Twsgomq7qtI/AAAAAAAAAWA/aP26V5rjIrE/s400/12_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Y1_NtpscbdU/TwsgpGwXypI/AAAAAAAAAWM/YY-DWipPU5s/s1600/13_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-Y1_NtpscbdU/TwsgpGwXypI/AAAAAAAAAWM/YY-DWipPU5s/s400/13_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I zawsze można było wypić kawę w kawiarence albo małym barku. Bo zapiekanki, pizzerie i kebapy przybyły trochę później. O dziwo, prawdziwe zapiekanki można jeszcze dzisiaj zjeść w jednym miejscu, ale nie powiem gdzie, żeby się cykliści nie zwiedzieli.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YhBDAtcPnqg/TwshkFHbhFI/AAAAAAAAAXY/EFfnxpQk_J4/s1600/19_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-YhBDAtcPnqg/TwshkFHbhFI/AAAAAAAAAXY/EFfnxpQk_J4/s400/19_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bEYk2SY9-Jc/TwshjOtALSI/AAAAAAAAAWk/ZQhK_vYri9A/s1600/15_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-bEYk2SY9-Jc/TwshjOtALSI/AAAAAAAAAWk/ZQhK_vYri9A/s400/15_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-uTNdBdbGHzw/TwshjStBE1I/AAAAAAAAAWw/osn5JaN6Gbs/s1600/16_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-uTNdBdbGHzw/TwshjStBE1I/AAAAAAAAAWw/osn5JaN6Gbs/s400/16_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-0ZWqRXZ6Mr8/TwshjiAIv-I/AAAAAAAAAW8/DOwExPtDqMk/s1600/17_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-0ZWqRXZ6Mr8/TwshjiAIv-I/AAAAAAAAAW8/DOwExPtDqMk/s400/17_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WMixUDrTk1g/Twshj4VEjaI/AAAAAAAAAXE/LPxwt7Cw234/s1600/18_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-WMixUDrTk1g/Twshj4VEjaI/AAAAAAAAAXE/LPxwt7Cw234/s400/18_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla zgłodniałych przyjezdnych były restauracje. Jak komuś się spodobało, mógł nawet zostać na dancingu, do białego rana. Rano zaś, na utrudzonych nocnymi szaleństwami, czekały bary mleczne, a pobliski browar, rozsiewając zapach — trzeba przyznać — nieco alternatywny, przypominał, że piwo — od czasów Heweliusza — jest dobre na wszystko. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8yW3mHT1ASk/TwskCDUr-yI/AAAAAAAAAZM/SKnYYnjZ4GE/s1600/29_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-8yW3mHT1ASk/TwskCDUr-yI/AAAAAAAAAZM/SKnYYnjZ4GE/s400/29_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-FwDVkmhh5kA/TwskBEcG1WI/AAAAAAAAAYc/qmXBn_jLjF8/s1600/25_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-FwDVkmhh5kA/TwskBEcG1WI/AAAAAAAAAYc/qmXBn_jLjF8/s400/25_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EGsgwrCf2Qk/TwskBDzN58I/AAAAAAAAAYo/7rRZfQwwHfk/s1600/26_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="400" width="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-EGsgwrCf2Qk/TwskBDzN58I/AAAAAAAAAYo/7rRZfQwwHfk/s400/26_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-fOzVz1uZDRg/TwskBU_f7EI/AAAAAAAAAY0/KX0E2Tfl3zM/s1600/27_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-fOzVz1uZDRg/TwskBU_f7EI/AAAAAAAAAY0/KX0E2Tfl3zM/s400/27_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-WjRrr4pcIMY/TwskB07YvrI/AAAAAAAAAZE/TAcgasIg6MY/s1600/28_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-WjRrr4pcIMY/TwskB07YvrI/AAAAAAAAAZE/TAcgasIg6MY/s400/28_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I wszystko to diabli wzięli. Może nie do końca, miejsca niby zostały, ale jakieś takie inne. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-F22c-iJ8ZcQ/TwsklbY0NEI/AAAAAAAAAaM/cVxuFn8Ninc/s1600/34_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-F22c-iJ8ZcQ/TwsklbY0NEI/AAAAAAAAAaM/cVxuFn8Ninc/s400/34_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-kGxAqwoEqr4/TwskkS4jztI/AAAAAAAAAZY/9c1rjOhlI1I/s1600/30_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-kGxAqwoEqr4/TwskkS4jztI/AAAAAAAAAZY/9c1rjOhlI1I/s400/30_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-soKh7Cy3izA/TwskkknB07I/AAAAAAAAAZg/W4YCWgGH-6M/s1600/31_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-soKh7Cy3izA/TwskkknB07I/AAAAAAAAAZg/W4YCWgGH-6M/s400/31_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hZtX549c6rg/TwskkvvGPUI/AAAAAAAAAZw/elX4a-A_vZ0/s1600/32_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-hZtX549c6rg/TwskkvvGPUI/AAAAAAAAAZw/elX4a-A_vZ0/s400/32_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-LieHLPqOnn0/TwsklEDtHmI/AAAAAAAAAZ8/MKylGMyJRK8/s1600/33_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-LieHLPqOnn0/TwsklEDtHmI/AAAAAAAAAZ8/MKylGMyJRK8/s400/33_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak dzisiaj wygląda Lengforda — aleja domów umarłych, które opisałem jak umiałem, widzicie sami...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Yw8NEC-zu30/Twsl_ABXMpI/AAAAAAAAAao/bQoNxkYQ8Cw/s1600/37_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-Yw8NEC-zu30/Twsl_ABXMpI/AAAAAAAAAao/bQoNxkYQ8Cw/s400/37_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OEtOW8y3sUY/Twsl-m8GgsI/AAAAAAAAAaU/xEHkPLYdpoU/s1600/35_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-OEtOW8y3sUY/Twsl-m8GgsI/AAAAAAAAAaU/xEHkPLYdpoU/s400/35_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-t0tkFyro0wY/Twsl-_TGs5I/AAAAAAAAAac/ugRZjpSIgxU/s1600/36_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-t0tkFyro0wY/Twsl-_TGs5I/AAAAAAAAAac/ugRZjpSIgxU/s400/36_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I chyba nikt mi nie będzie w stanie wmówić, że w miejscu zburzonego domu towarowego powstanie coś innego niż bank albo „kościółek”. Do tych ostatnich zresztą wrócę za czas jakiś, jak dopadnie mnie kolejna porcja zimowego spleenu.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-SIgdPqNXPx8/TwsiUzEtFWI/AAAAAAAAAYE/jcn4NZJW2Os/s1600/23_X-tra400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="266" width="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-SIgdPqNXPx8/TwsiUzEtFWI/AAAAAAAAAYE/jcn4NZJW2Os/s400/23_X-tra400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-298650402015038342?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/298650402015038342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2012/01/lengforda-aleja-domow-umarych.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/298650402015038342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/298650402015038342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2012/01/lengforda-aleja-domow-umarych.html' title='Lengforda. Aleja domów umarłych'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-DD2HLByRpUo/TwselcjGJXI/AAAAAAAAAUg/9ig_a9d6ttE/s72-c/04_X-tra400.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-5573037268136161681</id><published>2011-12-13T15:41:00.000+01:00</published><updated>2011-12-13T15:41:47.767+01:00</updated><title type='text'>Stringi i portale</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-UP1tvTQw4vE/TudjQZAxA6I/AAAAAAAAAS4/gEusvqWsxE8/s1600/Blog.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-UP1tvTQw4vE/TudjQZAxA6I/AAAAAAAAAS4/gEusvqWsxE8/s320/Blog.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pomyśleć, że poszedłem do centrum handlowego kupić tylko krople żołądkowe gorzkie, a tyle stringów (internetowych) spotkałem w piętnaście minut...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;stukajace-szpileczki.peel&lt;br /&gt;zoba-jakie-mam-cycki.peel&lt;br /&gt;po-chuj-ci-ten-krawat.peel&lt;br /&gt;ale-ze-mnie-lachon.peel&lt;br /&gt;loda-robie-tanio.peel&lt;br /&gt;fajne-mam-stringi.peel&lt;br /&gt;czego-sie-drzesz-gowniarzu.peel&lt;br /&gt;lateks-mnie-uciska-w-cipke.peel&lt;br /&gt;obwisly-brzuch-wylewajacy-sie-z-mini-jest-seksi.peel&lt;br /&gt;nic-nie-widac/wygolilam-sie.peel&lt;br /&gt;za-te-bluzke-robisz-loda.peel&lt;br /&gt;jak-wyjdziemy-to-ci-przypierdole.peel&lt;br /&gt;naciagne-stringi-az-pod-pachy.peel&lt;br /&gt;no-i-chuj-że-widac-moj-rowek.peel&lt;br /&gt;nie-smierdze/wyperfumowalam-sie.peel&lt;br /&gt;ochujales-czy-ja-wygladam-jak-tania-cipa.peel&lt;br /&gt;jak-to-brak-srodkow-na-koncie-zrob-cos-kurwa.peel&lt;br /&gt;czego-sie-debilu-gapisz-na-jej-cycki.peel&lt;br /&gt;moja-dupa-wejdzie-w-te-majtki/nadwarazy.peel&lt;br /&gt;i-tak-sie-napierdoli-po-co-taka-droga-wodka.peel&lt;br /&gt;kup-mi-jakies-drogie-wino-ale-w-zajebistej-butelce.peel&lt;br /&gt;musze-to-miec/jej-z-zazdrosci-macica-sie-przekreci.peel&lt;br /&gt;nie-zrobie-dobrze-twojemu-szefowi/i-tak-mam-okres.peel&lt;br /&gt;i-tak-sie-nawalisz.peel&lt;br /&gt;chyba-palcem.peel&lt;br /&gt;zoba-jaki-pierscionek/w-dupe-nie.peel&lt;br /&gt;wcale-mi-nie-smierdza-nogi/w-kozakach-z-futerkiem.peel&lt;br /&gt;popacz-jaka-stara-kurwa/ale-chujowe-te-lustra.peel&lt;br /&gt;to-se-sam-zrob-loda.peel&lt;br /&gt;gdzie-zostawilas-twojego-bachora.peel&lt;br /&gt;nie-kurwa-nie-bedzie-obiadu.peel&lt;br /&gt;jak-to-zamykaja.peel&lt;br /&gt;... (kropka)peel&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Resztę, jak znam życie, ono samo dopisze. Wesołych Świąt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-5573037268136161681?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/5573037268136161681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/12/stringi-i-portale.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5573037268136161681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5573037268136161681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/12/stringi-i-portale.html' title='Stringi i portale'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-UP1tvTQw4vE/TudjQZAxA6I/AAAAAAAAAS4/gEusvqWsxE8/s72-c/Blog.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-2550481626423903029</id><published>2011-10-31T13:30:00.005+01:00</published><updated>2011-10-31T15:28:17.505+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Bankiet u Pana Boga</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pnH5a0WtslU/Tq6T7D7KauI/AAAAAAAAASM/o0CyQL868KU/s1600/RozewieBW.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-pnH5a0WtslU/Tq6T7D7KauI/AAAAAAAAASM/o0CyQL868KU/s320/RozewieBW.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jak co roku media zachłystują się statystykami kolejnej akcji „Dojedź Trzeźwy na Cmentarz”, a sznury samochodów ciągną od rana w kierunku nekropolii. Pędzą, byle prędzej, byle zająć miejsce jak najbliżej bramy, byle... szybciej wymienić ploteczkami. Wiadomo, raz w roku trzeba.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;— Pszszsz... widziałaś, jak ona się ubrała na cmentarz; wstydu nie ma.&lt;br /&gt;— Pszszsz... samochód kupiłem, nowy, no... zimówki były gratis.&lt;br /&gt;— Pszszsz... zobacz, a ona znowu w tym samym futrze.&lt;br /&gt;— Pszszsz... zimno jest, to co? Skoczymy do mnie na jednego dla rozgrzewki?&lt;br /&gt;— Pszszsz... pewnie mole wyprowadziła na spacer, phiii.&lt;br /&gt;— Pszszsz... no co ty, ze szwagrem się nie napijesz?!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Wszystko w akompaniamencie kakofonii dźwięków ryczących głośników, które ktoś porozwieszał na drzewach, ogrodzeniu cmentarza, jak popadło. Zapewne chodziło o to, aby było (coś) słychać. Tyle tylko, że takimi dźwiękami to nawet Jerycho by się dało zburzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tymczasem zaś w niebie trwa w najlepsze najważniejsze wydarzenie roku — bankiet Wszystkich Świętych. Od rana więc miały miejsce przygotowania, sprawdzanie ilości, gładkości i ułożenia piór w skrzydłach, kontrola aureoli i pozostałych oficjalnych atrybutów. Wszystko na tip-top, trochę może sztywno, no ale... jak bankiet to bankiet. Dopiero wieczorem, kiedy ambrozja i kadzidło rozluźnią nieco atmosferę przyjęcia, a ziemska wrzawa na cmentarzu ucichnie, kiedy tysiące zniczy rozświetlą ciemności w jedynym i niepowtarzalnym widoku, a wszelkie zapachy wyfiokowanych paniuś i ich wyelegantowanych mężusiów zajmie cierpka woń chryzantem i słodki zapach stearyny palących się świec, wtedy pojawią się Oni. Niezauważalnie, niepostrzeżenie, na moment tylko opuściwszy bankiet przemykają bezszelestnie, czasem musnąwszy skrzydłem bukiet jesiennych kwiatów lub — dla swawoli — załopotawszy ognikiem dopiero co zapalonej świecy, wracają czym prędzej na swoje miejsca.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapalam znicz, wyciągam papierosa, malborskiego. Kiedyś kupowałem je ze względu na Niego, kiedy już sam nie wychodził z domu. Wychodząc zostawiałem dwie-trzy sztuki, więcej nie chciał. Bardziej na nie patrzył, niż je palił, ale miał w zanadrzu, jakbym zapomniał kupić. Ostatniego w życiu też dostał ode mnie — zapalił, a potem już tylko patrzył na unoszący się dym.&lt;br /&gt;Zapalam zapałkę i... nagły podmuch wiatru w bezwietrznej pogodzie gasi mi ją, jakby chciał zaprotestować. &lt;i&gt;Nie żartuj sobie&lt;/i&gt; — mówię — &lt;i&gt;wiem, że to mnie zabija, ale zapalę i niech się tli, posiedzimy sobie jak kiedyś, przy dymku&lt;/i&gt;. Muśnięcie wiatru we włosach i kolejna zapałka zapala się bezszelestnie, a dym zaczyna przypominać wspólne chwile. Papieros się dopala, czas wracać. &lt;i&gt;Cześć&lt;/i&gt; — mówię — &lt;i&gt;do następnego razu, wracam do domu&lt;/i&gt;. Wsiadam do samochodu, jadąc niespiesznie przez miasto, nawet nie próbuję łamać przepisów, bo kolejne zielone światła, zielona fala, uświadamiają mi, że nie mam się spieszyć, On czuwa. Odprowadza mnie aż pod dom, i szybko wraca, aby nikt nie zauważył jego nieobecności. Jakby nie patrzeć, oficjele są na cenzurowanym...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracam, robię sobie kawę, wyciągam albumy ze zdjęciami, niektóre są już tak stare, że nawet ich nie dotykam, niektóre całkiem nowe. Czasem sam już nie wiem, kto jest na tych starszych fotografiach, nigdy się tego nie dowiem — Ci, co mogli mi to powiedzieć, też patrzą na mnie już tylko ze zdjęć. Cieszę się jednak, że mogę sobie ich powspominać, pamięć jest zawodna, a fotografie, na których ich utrwalono powodują, że czuję się, jakby siedzieli ze mną przy stole. Chociaż na chwilę jesteśmy razem, jak za starych dobrych lat. Zdjęcia... lepsze, gorsze, ale mam. Bo trzeba je robić, &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2011/03/zrobie-ci-zdjecie.html"&gt;czasem nie jest łatwo&lt;/a&gt;, ale warto. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świeca przygasa, smużka dymu z papierosa dawno przestała się snuć. Zostawiam zdjęcia na stole, niech Oni będą ze mną do rana. To ich święto.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-2550481626423903029?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/2550481626423903029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/bankiet-u-pana-boga.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/2550481626423903029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/2550481626423903029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/bankiet-u-pana-boga.html' title='Bankiet u Pana Boga'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pnH5a0WtslU/Tq6T7D7KauI/AAAAAAAAASM/o0CyQL868KU/s72-c/RozewieBW.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-8276679101427560874</id><published>2011-10-27T14:06:00.002+02:00</published><updated>2011-10-27T18:36:52.366+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Wyobraź sobie... Linie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-KfXFS3BFjIE/TqlI3Vfl15I/AAAAAAAAASA/zEz-Amnz_3o/s1600/Linie.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-KfXFS3BFjIE/TqlI3Vfl15I/AAAAAAAAASA/zEz-Amnz_3o/s320/Linie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pozorne, domyślne, wyobrażone&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nie widać ich wprost na zdjęciu, ale można je sobie bez trudu wyobrazić, jak np. wzrok matki patrzącej na swoje dziecko, albo wzrok faceta oglądającego się za... (no, wiadomo za czym). Linie te, odpowiednio użyte, mogą wywrzeć silniejsze wrażenie na oglądającym niż te rzeczywiste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rzeczywiste&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Są obecne w zdjęciu jako drzewa, słupy wysokiego napięcia, rzeki, drogi, tory itp. oraz jako granice między płaszczyznami, np. horyzont, krawędź budynku i im podobne.&lt;br /&gt;• Pionowa (prosta), jak maszt, wieża, czy wysokie drzewo — sugeruje spokój, równowagę, podkreśla statyczność ujęcia. &lt;br /&gt;• Pozioma — sugeruje zatrzymanie wszelkiego ruchu (jak znak zakazu wjazdu).&lt;br /&gt;• Łamana, zygzakowata (szczyty gór albo sztorm na morzu) — wprowadza niepokój, intryguje, prowadzi wzrok, ale może być też męcząca.&lt;br /&gt;• Zakrzywiona jak drzewo nad brzegiem jeziora — wywołuje pewne napięcie, wprowadza zarówno spokój, jak i wrażenie dynamiki.&lt;br /&gt;• Łagodna i spokojnie wygięta — łatwo prowadzi wzrok oglądającego; nie wywołuje niepokoju.&lt;br /&gt;• Skośna, pochyła jak przewracające się drzewo lub strome zbocze — wywołuje napięcie, zaciekawienie, wprowadza dynamikę. &lt;br /&gt;• Szersza w dole, węższa w górze — sugeruje ruch w kierunku węższego końca, tam właśnie prowadzi wzrok oglądającego.&lt;br /&gt;• Stąd–tam — sugeruje ruch do wnętrza obrazu, odchodzenie.&lt;br /&gt;• Stamtąd–tu — prowadzi wzrok od obrazu w stronę oglądającego, powracanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proste te krzywe, prawda? No to całą tę radość z wykorzystania pojedynczych linii albo stworzenia galimatiasu z ich poplątania pozostawiam wyobraźni. Byle ich nie przegiąć za bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cdn. „Wyobraź sobie...” być może nastąpi, być może nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-8276679101427560874?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/8276679101427560874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/wyobraz-sobie-linie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8276679101427560874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8276679101427560874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/wyobraz-sobie-linie.html' title='Wyobraź sobie... Linie'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-KfXFS3BFjIE/TqlI3Vfl15I/AAAAAAAAASA/zEz-Amnz_3o/s72-c/Linie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-5364035077926079487</id><published>2011-10-13T13:35:00.003+02:00</published><updated>2011-10-15T22:27:16.524+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Dziękujemy Ci Druhu...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KjCeOoh8tRc/TpbLwscpvkI/AAAAAAAAARs/QINN7_wqbOI/s1600/28_Velvia50_SPN.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="213" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-KjCeOoh8tRc/TpbLwscpvkI/AAAAAAAAARs/QINN7_wqbOI/s320/28_Velvia50_SPN.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Przekornie inspirowane&lt;/i&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele lat minęło od dnia, w którym opuściłeś Ojczyznę mój drogi Druhu, a jednak pamiętasz ciągle o nas. Dziękujemy Ci pięknie za pamięć, jak i za e-maile, w którym pokazujesz nam coraz to piękniejsze zdjęcia. Wprawdzie od czasu, kiedy kupiłeś sobie nowy &lt;i&gt;cellular phone&lt;/i&gt; z dwunastomegapikselowym aparatem fotograficznym nie możemy obejrzeć całości zdjęć, bo nie mieszczą się na ekranie naszego starego monitora (domyślamy się, że pięknie wyglądają na Twojej nowej 100-calowej plazmie; przy okazji — naprawiłeś już generator?), a zresztą i tak nie możemy ich docenić, bo opanowałeś dziwną sztukę wklejania zdjęć do treści e-maila. My tu, w Polsce korzystamy z funkcji załączników, które potem można zapisać na dysk i oglądać oddzielnie. No ale, Wy tam pewnie inaczej robicie — wiadomo, wielki świat.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wielki świat... te fragmenty zdjęć, które udało się obejrzeć, naprawdę robią wrażenie. Taki Yosemite na przykład, jakby Ci udało się pokazać te drzewa niezasłonięte przez budki z hot-dogami i ogrodzenie parkingu — na pewno wyglądałyby monumentalnie. Zresztą i tak na pewno przywieźliście sobie stamtąd jakieś pamiątki z Chin? Nie wiem, czy pamiętasz, ale u nas są równie piękne miejsca, pojechaliśmy więc w Bory Tucholskie chcąc i Tobie wysłać jakieś zdjęcia, ale zanim znaleźliśmy jakieś ładne miejsce, zgubiliśmy się, a konkretnie zgubiliśmy w lesie nasze zielone autko, w którym był ten stary niezawodny aparat na klisze (jak pamiętasz, nazywa się Druh), którego nie zabrałeś, bojąc się o nadbagaż, no i zdjęć nie zrobiliśmy. Zresztą i tak te smoki wyszły z krzaków, dopiero kiedy było już ciemno. Prawdą jest jednak, że trochę czasu zajęło nam odnalezienie auta, zgłodnieliśmy po drodze, ale szczęśliwie znaleźliśmy małą polankę z ładnymi kolorowymi grzybami, więc nie umarliśmy z głodu. Zimno też nam nie było, bo tuż przy polance było jakieś uschłe zielsko — rozpaliliśmy ognisko i wszystko dobrze się skończyło, bo przed atakiem smoków uratowała nas ekipa policji w kominiarkach (swoją drogą, dziwnie się ubrali do lasu, prawda?). Skończyło się na grzywnie za palenie ogniska w lesie, ale szczęśliwie dla nas nie zostaliśmy oskarżeni o spalenie tego zielska, bo okazało się, że ono nie było bezpańskie, należało do jakiejś Marychy (nazwiska nam nie podali).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak, piękne miejsca odwiedzasz, ten Grand Canyon robi wrażenie. Aczkolwiek, jak nie widać całości, to przypomina trochę wykopy na tej autostradzie, co to ją Chińczycy mieli wybudować na Euro 2012. Autostrady chyba nie będzie, co nas nawet cieszy, bo taki marsjański krajobraz, jaki po sobie zostawili, nie ma sobie równego w świecie i chyba da się sporo na turystyce survivalowej zarobić. Tak czy owak, udało nam się wrócić stamtąd, chociaż w pewnym momencie autko ugrzęzło po okna w błocie i gdyby nie pomocna dłoń chłopa (a właściwie kopyt jego konia), który wyciągnął nas stamtąd, zostalibyśmy tam na zawsze. Przy okazji, pamiętasz nasze autko? Naszego maluszka, Fiata 126p? Ma się dobrze, jest już pełnoletni i wzbudza niesłychany zachwyt grup azjatów, którzy pytają się nas, czy też moglibyśmy im zrobić takie rodzinne auto.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do tej jaskini hazardu, Las Vegas — taki kawał drogi — też pewnie pojechałeś swoim pięknym, wielkim amerykańskim krążownikiem szos produkcji koreańskiej? No widzisz, a u nas automaty do gry są praktycznie w zasięgu ręki, 3-4 przystanki tramwajem. Wprawdzie nie spotkaliśmy tam Elvisa Presleya ani Marilyn Monroe, ale za to była Dżesika, Dżastin, Brajan i Nikola. Chyba przyjechali z Twoich okolic, bo wszyscy byli pięknie opaleni, od brązu po wszystkie odcienie czerwieni, aż do ziemistej szarości. Tak więc, wzięliśmy całą wypłatę (1386 zł minus ZUS i podatki) i pojechaliśmy. Dobrze, że nie zarabiamy więcej, bo wypłata w pięciozłotówkach trochę ważyła, ale warto było. Chyba rozbiliśmy bank. Wyobraź sobie, że wygraliśmy 200 puszek Coca-Coli i 150 kaw (ze śmietanką i cukrem!). Żyć nie umierać. Wyobraź sobie, że z każdą wygraną puszką automat do gry wypłacał jeszcze dodatkowe pieniądze. Drobne bo drobne, ale zawsze to żywy pieniądz. Tak sobie myślimy, że chyba od dawna tam nikt nic nie wygrał, bo za nami ustawiła się długa kolejka chcących też zagrać i wygrać. Ale nie dopuściliśmy ich aż do przyjazdu pogotowia ratunkowego. No bo ktoś wezwał pogotowie. Przydało się, bo te mroczki przed oczyma nie pozwalały nam skupić się na grze. Początkowo chcieli odwieźć nas do Kocborowa, ale skończyło się na zwykłym OIOM-ie, płukaniu żołądka i takich tam. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No tak, dzień wyborów jednak spędziliśmy w szpitalu. Wszystko jednak przebiegło miło i przyjemnie; rano przyszedł ksiądz, powiedział na kogo mamy głosować, więc pozostało tylko postawić krzyżyk. Szkopuł w tym, że po tej kawie, lekach i Coca-Coli trochę nam się wszystkim ręce trzęsły, więc postawiliśmy krzyżyk nie na tego kandydata co trzeba. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło — dowiedzieliśmy się z TV (w szpitalu, bo w domu nie mamy), że ten, na którym położyliśmy krzyżyk, jednak się dostał. Jest nawet trochę podobny do Waszego prezydenta, więc chyba wszystko idzie w dobrym kierunku? O Tobie też mówili w TV, że zakłóciłeś ciszę wyborczą czy jakoś tak? Mamy nadzieję, że SWAT nie zrobił Ci krzywdy, powinni przecież zrozumieć, że wyruszyłeś na wybory tydzień wcześniej. Trzy dni konno, dzień marszu pieszego i potem znowu trzy dni w canoe — nie sposób przecież przedzierać się przez las bez strzelby, prawda? W ogóle to teraz częściej będziemy oglądać telewizję (w szpitalu rzecz jasna) bo okazało się, że byliśmy zatrudnieni na czarno — nasz pracodawca nie odprowadzał ZUS, więc musimy zapłacić za leczenie. No to zdecydowaliśmy się odpracować te koszty. Nie jest źle, w dobie bezrobocia mamy zapewnioną robotę na trzy pokolenia w przód. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Doceniamy więc tym bardziej, że — pomimo osiemnastoletniej niebytności w ojczyźnie — nadal chcesz brać żywy udział w decydowaniu, co jest dla nas dobre, a co nie. Może Twój głos spowoduje, że będzie lepiej? Tylko wiesz... Pamiętasz, kiedy wyjeżdżałeś, mówiłeś iż nie chcesz żyć w kraju, którym rządzą komuchy i cykliści? Mogłeś do nas napisać, byśmy Ci wyjaśnili to i owo. Rozumiesz... kandydat na którego oddałeś głos na 100% nie jest komuchem. No ale, liczą się Twoje dobre chęci no i piękne zdjęcia, które zrobiłeś (tak piszesz, że zrobiłeś) podczas wyprawy na głosowanie. Hm, może po prostu następnym razem koniecznie przyjedź do ojczyzny? Bo my nie wybierzemy się do Ciebie, m.in dlatego, że nie dają nam wiz, tylko organizują jakąś loterię (do hazardu na razie się zniechęciliśmy, sam rozumiesz), a jak już ktoś wygra, to i tak traktują jak przestępcę, na lotnisku pobierają odciski palców i zaglądają tu i ówdzie (i nie tylko w d..ę). Nie, lepiej po prostu wyślij nam kolorową pocztówkę. Bo wiesz, zdjęcia... zdjęć nie robi aparat.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;* &lt;i&gt;Jeśli ktoś się tu odnalazł to już jego problem&lt;/i&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-5364035077926079487?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/5364035077926079487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/dziekujemy-ci-druhu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5364035077926079487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5364035077926079487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/dziekujemy-ci-druhu.html' title='Dziękujemy Ci Druhu...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-KjCeOoh8tRc/TpbLwscpvkI/AAAAAAAAARs/QINN7_wqbOI/s72-c/28_Velvia50_SPN.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-3427549440917152544</id><published>2011-10-04T15:53:00.005+02:00</published><updated>2011-10-13T14:20:43.560+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Idą święta. Antycypacja aneksu</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-GoCGpodldMU/TosKBK_dX8I/AAAAAAAAARk/GKgzqNwIj1o/s1600/Mikolaj_Blog.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-GoCGpodldMU/TosKBK_dX8I/AAAAAAAAARk/GKgzqNwIj1o/s320/Mikolaj_Blog.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ito dedykuję. On, jak się dzieli, to ze szczerego serca...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Że co? Że daleko do świąt? Że ledwie rok akademicki się zaczął? Hm, i tak się spóźniłem. Mikołaje już od dawna krążą po mieście, śmiesznie nieco wyglądając w trzydziestostopniowym, popołudniowym, październikowym słońcu. No ale, robota jak robota — jest i nie hańbi. Osobiście jednak nie przepadam za Mikołajami. Przypominają mi, że jakoś tak nie lubię świąt. To znaczy, może i same święta lubię, ale nie cierpię tej nadętej otoczki. Jakby nie patrzeć, bilans „lubienia” jest ujemny. I nawet nie to mnie dołuje, że we wszystkich sklepach moje oczy są nękane przez wyłażące z każdej strony świąteczne potworki mejdinczajna, a w TV, jak co roku, będzie typowy zestaw filmów. Do tego zdążyłem się już przyzwyczaić, zobojętniało mi jak wiele innych niedogodności. Ot, „cena” świąt, każdy chce zarobić. Nawet przestało mnie już boleć, że jak co roku, z precyzją godną szwajcarskiego zegarka, z kątów wyłażą różne, niewidziane przeze mnie od dawna, włazidupy*. Za to nader często odnoszę wrażenie, iż święta (jakby nie patrzeć katolickie) są okresem dziwnego, świeckiego rozgrzeszenia. Ot takie, w domyśle „byłam grzeczna”:&lt;/div&gt;&lt;i&gt;— Wiesz, w prezencie kupię sobie nowy aparat.&lt;br /&gt;— A co? Stary się zepsuł?&lt;br /&gt;— Nie, ale rozumiesz... przestał spełniać moje oczekiwania (czyli nie chce sam robić zdjęć [przyp. autora]), a ten nowy „markpięć” to jest maszyna na miarę oczekiwań — potrafi wszystko.&lt;br /&gt;— Sam kadruje i wywołuje kotlety weselne, oprawia w album i wysyła na facebooka?&lt;br /&gt;— Małpa jesteś. Stara i złośliwa. Idź se robić te swoje slajdy i udawaj, że jesteś artystą.&lt;br /&gt;— Może i nie jestem artystą, ale jestem ekologiczny, robię zdjęcie ciągle tym samym aparatem, nie produkuję bez potrzeby elektronicznego złomu. &lt;br /&gt;— No przecież ja swojego też nie wyrzucę. Oddam w dobre ręce, posłuży jeszcze komuś.&lt;br /&gt;— A ile on ma przebiegu?&lt;br /&gt;— Jakieś 180.000 klatek, ale to niedużo jak na taki aparat, nie uważasz? &lt;br /&gt;— Czy ja wiem? — (gorączkowo liczę w myślach) — to by było jakieś 5000 rolek slajdów; przy optymistycznym założeniu, że robię jeden slajd miesięcznie, musiałbym żyć 400 lat. Faktycznie niedużo, dodaję nieco sarkastycznie. ‌Wiesz — mówię — obdarowany się nie ucieszy, jak za miesiąc aparat padnie. Koszt naprawy tego cuda techniki pewnie będzie wyższy niż cena nowego aparatu, wprawdzie z niższej półki, ale za to sprawnego i z gwarancją — dodaję.&lt;br /&gt;— A kto Ci powiedział, że ja go zamierzam oddać? Zobacz jaki jest zadbany, ani jednej ryski. Sprzedam go i dostanę jeszcze dobrą cenę, jak ktoś się zna, to doceni, że był w dobrych rękach.&lt;br /&gt;— Hm, myślałem, że zamierzasz zapoczątkować jakąś akcję dobroczynną, święta idą, wiesz...&lt;br /&gt;— Oszalałeś? Czy ja wyglądam na jakiegoś rokefelera? Przecież, jeśli nawet — hipotetycznie — komuś dam, a nie sprzedam, to i tak jeden z drugim tego nie doceni. Ale dobrze, że mi przypomniałeś, mam trochę używanych ciuchów, których nie noszę, bo wstyd, to mogę oddać do jakiegoś schroniska — bezdomnym, albo może bezrobotnym?&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;No i całkiem niezamierzenie uruchomiłem tzw. „świąteczną dobroczynność”. Piszę „tak zwaną”, bo pozbywanie się starych ubrań niewiele ma wspólnego z prawdziwie pojętą dobroczynnością. Żądza medialnego zabłyśnięcia przysłania wszystkie inne. Wracając do przerwanego wątku, a właściwie do szafy, z której się wysypuje to i owo — inaczej mówiąc — trzeba pozbyć się starych ciuchów, aby zrobić miejsce na nowe:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;— Zobacz, jaka to fajna kurtka!&lt;br /&gt;— No, pamiętam — odpowiadam — podarłaś ją, jak polazłaś po ciemku w krzaki; puszczam oko.&lt;br /&gt;— Ale mama zacerowała i jest prawie jak nowa, popatrz tylko.&lt;br /&gt;— To czemu jej nie nosisz, fajna jest, w sam raz na taką pogodę jak dziś?&lt;br /&gt;— No co Ty?! W takiej kurtce — toż to obciach. Jak ja bym wyglądała?!&lt;br /&gt;— ...&lt;br /&gt;— Wiesz co? Ja tę kurtkę oddam do schroniska, jeszcze coś się tam znajdzie w szafie ze starych ciuchów, zrobimy bezdomnym prezenty na święta. Albo nie, kurtka i (stary) sweter to za mało — zaraz ogłoszę akcję na facebooku, taki event, wiesz... Zrobi się zbiórkę, a potem hurtem zawiezie do schroniska.&lt;br /&gt;— Hm — rozglądam się po pokoiku — a gdzie Ty chcesz to zbierać, Tobie i tak szafy się nie domykają?&lt;br /&gt;— Nie, no wiesz, nie u mnie, ja zajmę się organizacją, zadzwonię do schroniska itd., a u Ciebie się to będzie zbierać (w domyśle: przecież nie będę się zagracać starymi szmatami [przyp. autora]), kolega ma samochód, to będzie jeździł i zbierał po ludziach, a potem się zorganizuje jeden wspólny transport, rozumiesz? Najważniejsza jest organizacja całości, ktoś przecież musi to ogarnąć!&lt;br /&gt;— Ogarnąć powiadasz? No może i racja, ale wiesz, paliwo ostatnio nie jest specjalnie tanie, może by jakąś zrzutę dla kolegi, skoro to wspólna akcja, a wiesz — natłucze sporo kilometrów po mieście?&lt;br /&gt;— Jak nie chce pomóc, to nie! — koleżanka potraktowała problem jak kłodę pod nogi — Ja tu uruchamiam całą akcję, żeby pomóc potrzebującym (w domyśle: opróżnię szafę ze starych ciuchów, będę mogła kupić sobie nowe, a wszyscy zobaczą jaka jestem szlachetna, o!), a Ty mi tu o takich drobiazgach?!&lt;br /&gt;— No wiesz — mówię — skoro dwie stówy (na paliwo) to dla Ciebie drobiazg, to może po prostu weź tę kasę, idź do jakiegoś sklepu, kup kurtkę, nową kurtkę i daj pierwszemu napotkanemu bezdomnemu/bezrobotnemu?&lt;br /&gt;— Żartujesz sobie — odparła z oburzeniem — Przecież on natychmiast ją sprzeda za pół litra.&lt;br /&gt;— No fakt, to możliwe... — nie można było odmówić racji. Ale, skoro się już zdecydowałaś, to może... może kup np. kurtkę, taką o jakiej marzysz, do tego ciepły sweter i idź do MOPS-u. Tam Ci wskażą, komu pomagają. Podejdź do człowieka, który szuka roboty od dwóch lat, daj mu to wszystko, życz wesołych świąt, odwróć się i wyjdź. Tak po prostu. &lt;br /&gt;— Po prostu? Anonimowo...?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie dokończyła, przerwałem jej mówiąc, że nie mam starych ubrań do oddania. Wzrok rozmówczyni wprawdzie sugerował jednoznacznie, że stałem się „wrogiem publicznym nr 1”, ale jakoś lepiej mi się zrobiło; jeszcze jedno zdanie i zabrnąłbym za daleko.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawiam się, czy dając komuś stare ubrania, chcę aby poczuł się jeszcze gorzej? Biedniejszy, źle ubrany, potraktowany z góry przez wyfiokowaną paniusię (wyżelowanego panicza) z pretensjami? Czy chciałbym — idąc za głosem Anthony'ego de Mello — brać udział w dobroczynności, która tak naprawdę jest „prawdziwą maskaradą interesowności przebranej za altruizm”? Tak, wiem, czasem liczy się po prostu efekt, nieważne jak do niego dochodzi, ale głos Jacka Londona — stanowiący, że „Dobroczynność nie polega na dawaniu kości psu. Dobroczynność to kość dzielona z psem wówczas, gdy jesteś równie głodny jak on” — przemawia do mnie ze zdwojoną mocą. Może obdarowani, zamiast starych ciuchów, woleliby aby znaleźć im pracę? W starych ciuchach nie zrobią dobrego wrażenia na potencjalnym pracodawcy. Tak to już jest, że pierwsze wrażenie często jest najważniejsze. A'propos pracy, napisał do mnie Dmytro. Poprosił, abym zareklamował jego firmę (dziwna sprawa, czyżby ktoś ten mój blog czytał?). Nie owijając w bawełnę, nie obiecując gruszek na wierzbie ani miliona w środę czy też w sobotę, ujął mnie tym. Tak więc — idąc za głosem Leszka Kołakowskiego, który mówi „Liczmy na wzajemność, a nie dobroczynność. [...] Liczmy na to, że weźmiemy tyle, ile damy” — zamieszczam. Jeśli ktoś szuka pracy, to a nuż... znajdzie ją &lt;a href="http://jooble.com.pl/"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Może komuś pomogę, może...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;* &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/12/wazidupy-czyli-swiat-wg-occa-ryzyka.html"&gt;Problematykę włazidupów omówiłem oddzielnie.&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-3427549440917152544?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/3427549440917152544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/ida-swieta-antycypacja-aneksu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/3427549440917152544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/3427549440917152544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/10/ida-swieta-antycypacja-aneksu.html' title='Idą święta. Antycypacja aneksu'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-GoCGpodldMU/TosKBK_dX8I/AAAAAAAAARk/GKgzqNwIj1o/s72-c/Mikolaj_Blog.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-545858957575481791</id><published>2011-04-18T14:25:00.003+02:00</published><updated>2011-04-25T11:42:12.160+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Meksyk, Pekin i Budapeszt*</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-C7KT5dKK9H8/Tawmw3wVrOI/AAAAAAAAAQg/RKlQIW2sXLM/s1600/Blog_01txt.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="256" src="http://3.bp.blogspot.com/-C7KT5dKK9H8/Tawmw3wVrOI/AAAAAAAAAQg/RKlQIW2sXLM/s320/Blog_01txt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Trzeba mieć maniery.&lt;br /&gt;Człowiek cywilizowany&lt;br /&gt;nosi garnitur; koszulę, krawat.&lt;br /&gt;Myje zęby i ma czyste paznokcie.&lt;/i&gt;**&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, to nie moje słowa. Znalazłem je w zapomnianej przez ludzi gazetce, w dniu, w którym zafundowałem sobie podróż sentymentalną trójmiejską SKM-ką. Podróż do miejsc, których nie zamierzałem ani fotografować, ani dokumentować w żaden sposób. Po prostu chciałem przewietrzyć wspomnienia. Wyczytane w drodze słowa nie dały mi jednak spokoju. Tym bardziej, że wypowiedział je sam On, guru elegancji, twórca telewizyjny, animator (cóż za okropne słowo) kultury, teoretyk muzyki, prezenter i autor wielu programów w TVP, który może się pochwalić tym, iż (jak podają pewne źródła) zasiadał w jury programu „Supertalent” emitowanego w TVP 2 wraz z Moniką Richardson, Katarzyną Figurą i Wojciechem Cejrowskim. Wierzę internetowi na słowo, bo nie oglądałem. I nie będę oglądał, gdyż moje zmysły by nie przetrzymały takiego nasycenia celebrą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NbUzxA4EWKs/TawnAkFO3hI/AAAAAAAAAQw/inCIEiEm6_8/s1600/Blog_03txt.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="256" src="http://3.bp.blogspot.com/-NbUzxA4EWKs/TawnAkFO3hI/AAAAAAAAAQw/inCIEiEm6_8/s320/Blog_03txt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tak więc — niejako na przekór — zasiadłem do pisania bloga nieogolony i w dżinsach. Paznokci na wszelki wypadek nie oglądałem, bo wymieniwszy „tymi ręcamy”, w tzw. międzyczasie, uszczelkę w spłuczce, świadom byłem faktu, że stoję na straconej z góry pozycji. Tym bardziej straconej, gdyż okazało się, że mgliste wspomnienia z dzieciństwa mają się dobrze, powiedziałbym nawet — wyśmienicie, nic nie straciły na aktualności; po dojechaniu na miejsce zastałem swoiste status quo. Po dojechaniu oczywiście, bo sama przygoda podróży SMK-ką przypominała nieco podróż w przyszłość. Tak, w przyszłość. Bo z przeszłości to mam inne wspomnienia jazdy trójmiejską kolejką. A teraz, ta woń zdechłego kota, kota który przed śmiercią chyba zdążył się załatwić pod siedzeniem ze skaju tak podartego, że przypomina łoże madejowe i okna tak brudne, iż nie widać, czy dzień, czy noc. Tylko dzięki nadal żywym wspomnieniom udało mi się wysiąść na właściwej stacji. I to wszystko w aglomeracji, która szczyci się tym, iż &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/07/bedzie-euro-2012.html"&gt;TU BĘDZIE EURO 2012&lt;/a&gt;. No tak, ale ludzie cywilizowani (jak z cytatu wynika) nie jeżdżą SKM. Bo po takiej podróży garnitur przypominałby zmiętą szmatę, paznokcie — pazury hieny cmentarnej, a na krawacie można by się ewentualnie powiesić. Z rozpaczy. No tak, ale nie w tym rzecz, niech się delikwent buja zgodnie z własnymi manierami&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-s6eIrN4nYc8/Tawm2kuzChI/AAAAAAAAAQo/VNxjprISBn4/s1600/Blog_02txt.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="256" src="http://4.bp.blogspot.com/-s6eIrN4nYc8/Tawm2kuzChI/AAAAAAAAAQo/VNxjprISBn4/s320/Blog_02txt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Natomiast ja zadaję sobie pytanie, czy ma sens uwiecznianie takich miejsc? Bo czasy świetności, kiedy tętniły życiem, one (miejsca) mają już dawno za sobą. Teraz powolnie chylą się ku ziemi i nawet buldożery chyba nie będą potrzebne. Może jednak warto wykorzystać ostatnie chwile i zrobić dokumentację pozostałości dawnych czasów? Bo lada moment całość pokryje się trawą i tylko zielone wzgórki będą przypominać tych, których skusiła budowa portu w Gdyni. Bo na sam Meksyk się nie zapuściłem, odświeżałem pamięć o drugiej (za torami) części Chyloni, nie miałem wiele czasu, ale może jednak? A może nie? Sam nie wiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-PJWsI9x1xzs/TbVBjO9xzzI/AAAAAAAAAQ4/h-jZlLRFgSM/s1600/Blog_05txt.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="256" src="http://1.bp.blogspot.com/-PJWsI9x1xzs/TbVBjO9xzzI/AAAAAAAAAQ4/h-jZlLRFgSM/s320/Blog_05txt.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;* Skąd tytuł? Meksyk, Pekin, Budapeszt, Drewniana Warszawa itp. są obiegowymi (historycznymi już) nazwami robotniczych, biedniejszych (żeby nie powiedzieć slumsów) dzielnic/osiedli Gdyni; nadane nieco na na przekór utrzymują się do dziś (patrz: &lt;a href="http://img148.exs.cx/img148/3685/slamsycompres7nx.jpg"&gt;MAPKA&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;** Bogusław Kaczyński, „Metro”, czwartek 31 marca 2011, nr 2057.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-545858957575481791?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/545858957575481791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/04/meksyk-pekin-i-budapeszt.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/545858957575481791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/545858957575481791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/04/meksyk-pekin-i-budapeszt.html' title='Meksyk, Pekin i Budapeszt*'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-C7KT5dKK9H8/Tawmw3wVrOI/AAAAAAAAAQg/RKlQIW2sXLM/s72-c/Blog_01txt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-9128616571334681550</id><published>2011-03-30T12:21:00.001+02:00</published><updated>2011-03-30T19:18:52.728+02:00</updated><title type='text'>Kibole i zdjęcia a cykliści</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-TZPXo5V1ehE/TZL7Fgi4GeI/AAAAAAAAAQY/QLIxMdyoWjo/s1600/25_Delta100_Gdansk.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-TZPXo5V1ehE/TZL7Fgi4GeI/AAAAAAAAAQY/QLIxMdyoWjo/s320/25_Delta100_Gdansk.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gonitwę myśli spowodował u mnie reportaż o jakiejś około piłkarskiej burdzie w Kownie (to chyba już na Litwie? Nie wiedziałem, że Litwa ma drużynę piłki nożnej, chyba jakąś amatorską?). Piłki kopanej polskiej nie oglądam, bo i tak nie ma na co patrzeć (wiadomość z ostatniej chwili: nasi przegrali z drużyną litewską, bo ponoć kolor trawy na boisku był nieodpowiedni!), ale za to z rozczuleniem obejrzałem, jak kolejny rząd nie może sobie poradzić z prostym problemem kiboli, problemem który w cywilizowanej Europie już od dawna nie istnieje. A nawet jeśli istnieje, to marginalnie, nie na tyle jednak, aby zajmował lwią część czasu ogólnokrajowych wiadomości. I to wszystko w przededniu EURO 2012. Nie to, żebym był zainteresowany jakimiś rozgrywkami, ale na tyle utrudnią mi one życie, że nie da się przejść obojętnie obok indolencji rządu. Bo rząd sobie nie radzi. Chyba z niczym sobie nie radzi. O przepraszam, radzi sobie — jednym śmiałym, wręcz heroicznym posunięciem poradził sobie z „dopalaczami”, odcinając licealistów od możliwości zakupu wzmiankowanych w lokalnym sklepiku za rogiem. Tak, to było osiągnięcie... teraz licealiści muszą kupować używki w internetowych serwisach aukcyjnych, przychodzą one pocztą jako pomoce naukowe z biologii i chemii, poza wszelką kontrolą. No ale jednak można. A z kibolami się nie udaje. Może dlatego, że czeladź szkolna jakoś tak mniej niebezpieczna jest, więc i obawa o rozruchy społeczne mniejsza?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Nie o tym jednak miałem...&lt;/b&gt; Robotę sobie znalazłem. Sam, bo z bezrobociem rząd sobie również nie radzi. No może nie do końca sam znalazłem, bo z pomocą kolegów jednak, ale żaden urząd pracy, w którym na dzień dobry proponują mi przekwalifikowanie się z mechanika na kwiaciarkę lub handlowca, nie był zaangażowany. Rząd i jego urzędnicy więc mogą spać spokojnie. Robota jak robota, wprawdzie nie jako fotograf, więc może niekoniecznie odpowiadała moim aspiracjom, ale zauroczyło mnie ogłoszenie. Salary miało być 19 tysięcy funtów (niestety nie miesięcznie, a rocznie; zapomniałem dodać, że robota w Londynie?) plus premia. Spodobało mi się. Nie jakieś tam „wysokie zarobki” tylko konkretnie, tyle a tyle. Bo do tej pory (przynajmniej w Polsce), to na sam koniec rozmów o pracę okazywało się, że te wysokie zarobki to płaca minimalna plus bliżej nieokreślona premia, pod warunkiem, że się wykażę. A tutaj proszę — uczciwie, nikt nie obiecywał pracy w młodym, dynamicznym i rozwijającym się zespole z możliwością awansu (czytaj: jak wygryzę kolegę to dostanę jego stanowisko, swoje zarobki i na dokładkę jego obowiązki), nie oczekiwał znajomości przynajmniej dwóch języków obcych biegle w mowie i piśmie. No tak, ale w tej prostej pracy za dodatkowe języki pewnie musieliby dopłacać? Pewnym ograniczeniem było wymaganie doświadczenia w pracy na podobnym stanowisku. A jakiego doświadczenia można wymagać od palacza? Pisałem, że chodziło o pracę palacza? Nie? No ale dlatego właśnie płaca była niewygórowana, za te 19 tysięcy funtów — jak zostałem uświadomiony — da się żyć, całkiem spokojnie, bez szaleństw jednak. No ale... może na filmy, czarno-białe, wystarczy? Oczyma wyobraźni widziałem te spocone torsy innych palaczy, pokryte węglowym pyłem, ze strużkami potu rysującymi witraże na ich muskulaturze. Te przeraźliwe białka oczu, czarne spracowane dłonie, ogromne szufle, ogień gorejący w piecu, szybki pokerek podczas przerwy na lunch (oczywiście w kotłowni) — czułem się już niemalże laureatem World Press Photo... to jest to! Palacz. Zwłok. Robota w krematorium... Cholera jasna, stąd to wymaganie doświadczenia w podobnej pracy, robota w garniturze; nie — nie nadaję się. Doświadczenia mi brak. Niemniej jednak, naukę jakąś wyniosłem. Nie zawracałem czasu ewentualnemu pracodawcy, oszczędziłem własnego. Czytanie/słuchanie ze zrozumieniem to same zyski, prawda? Kurczę, znowu zboczyłem z tematu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;O czym to ja chciałem...&lt;/b&gt; A, no tak, o zdjęciach. Temat rzeka, znacie to poczytajcie... Kobieta, nie najstarsza, ale też nie jakaś — za przeproszeniem — siksa, całkiem rozsądnie wyglądająca (tak, tak, wiem... pozory często mylą): &lt;i&gt;Pan robi takie fajne portrety, widziałem w internecie, czy mógłabym się o takie uśmiechnąć?&lt;/i&gt; Patrzę na nią, przymykam jedno oko, starając się ocenić jak będzie wyglądać w obiektywie. Ona — puszcza do mnie oko i zaczyna się krygować, traktując chyba moje spojrzenie jako początek gry wstępnej. Cholera jasna — myślę sobie — nie jest dobrze, jak za dużo zacznie sobie wyobrażać, to będzie jeszcze gorzej. Ale w pewnym momencie widzę, że ułożenie głowy, błysk światła w wąsko osadzonych, ciemnych oczach, rokują nie najgorzej, więc mówię — &lt;i&gt;Z przyjemnością&lt;/i&gt; (no i po co to mówiłem; po co było mówić „chętnie” czy „z przyjemnością”?)&lt;i&gt;, możemy się umówić na kilka zdjęć&lt;/i&gt;. Proponuję więc, aby było taniej, umowę non profit — ona kupuje filmy, ja pokrywam koszt wywołania i skanowania, ona w zamian otrzyma sześć jotpegów do zamieszczenia w portfolio na jednym z portali społecznościowych i jedną odbitkę (dla męża, jak się okazuje), a ja zgodę na opublikowanie zdjęć z jej wizerunkiem w swoim fotograficznym portfolio. Pełna zgodność, tym bardziej, że na dźwięk słowa „taniej” zapalają się ognie w jej oczach. No dobra, te ogniki da się wykorzystać na zdjęciach, coś z tego będzie. No i tylko portret, żadnych innych zdjęć. Świetnie, jasna sprawa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ustawiam, a właściwie włączam lampy, żeby ją oswoić ze światłem, ona za to odsuwa krzesło. Tłumaczę, żeby tego nie robiła, bo komplikuje sprawę, ale tak naprawdę gadam tylko po to, aby rozluźnić napięcie, bo widzę, że pomimo chęci na zdjęcia, sztywna jest jakby kij połknęła. Zakładam film. Jedno zdjęcie, drugie, trzecie... widzę, że na razie nic z tego, ale ona rozluźnia się pomału. Wprawdzie ten film pójdzie do kosza, ale drugi już powinien być OK. I dobrze, tego się spodziewałem. Poprawia makijaż, gadamy — ona pyta, ile jest zdjęć na filmie, ja na to, że 12. Ona szybko liczy, że będą 24 zdjęcia, ja na to, że nie, że 6, bo taka była umowa. Pyta więc, co z pozostałymi, ja na to, że nie wszystkie są udane, są i lepsze i gorsze, ja wybieram te, które uznam za lepsze. Czas mija pomału, mam już co zamierzyłem, ale ona się rozkręca: &lt;i&gt;A może pokażę kawałek ciała? Mężowi się spodoba&lt;/i&gt; — zagaduje. Widzę, że męczy ją fakt, iż jej nie podrywam, nie prawię komplementów, bezosobowo proszę o poprawienie bluzki, nie dotykam, pokazuję tylko, jak ma poprawić włosy itd. Śmieję się w duchu, bo chyba bierze mnie za geja. Nie chce zrozumieć, że ja fotografuję i mam z tym wystarczająco dużo zajęcia. Naciska jednak na kolejne zdjęcia. Patrzę na zegarek, bo za chwilę następny chętny przychodzi, a nie chcę, aby się spotykali, tym bardziej że pani wścibska jest nieco, a ja nie mam chęci na wymianę ploteczek. Robię jednak jeszcze parę zdjęć, bo pani się rozkrochmaliła wytargowawszy 15 minut mojego czasu; widzę że będzie miała o czym opowiadać koleżankom, a to jest dla niej równie ważne. Niech tam, zadowolona klientka jest najlepszą reklamą.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Zdjęcia...&lt;/b&gt; Ogląda je z uwagą na ekranie laptopa, bo jeszcze musi wybrać to, z którego zrobię powiększenie. Ogląda, jedno, drugie, trzecie... szóste (a nawet siódme, bo mi się spodobało). &lt;i&gt;A gdzie reszta?&lt;/i&gt; — pada kardynalne pytanie. Umowa była na sześć zdjęć, dołożyłem gratis siódme, a reszta... reszta jest mniej udana, odpowiadam zgodnie z własnym sumieniem. A&lt;i&gt;le mogłabym zobaczyć?&lt;/i&gt; — przewraca oczyma, wyginając usta w podkówkę — &lt;i&gt;baaardzooo proszę&lt;/i&gt;. Widzę, że nie odpuści. Typowa przedstawicielka cyklistów, którym zawsze się wydaje, że wszyscy chcą ich oszukać, i nigdy nie są zadowoleni. Choćby czterdzieści lat kręcili się po mieście szukając domu, to każdy następny jest lepszy od poprzedniego ale gorszy od następnego (a i tak wprowadzą się do kogoś na waleta i będą bez końca narzekać na ciasnotę); i tak samo ze zdjęciami, musi się potargować, bo bez targowania się nie dowie, czy aby następne nie będzie lepsze? Niechętnie pokazuję jeszcze kilka, świadom ich niedoskonałości. No i się doczekałem, miękkie serce zawsze skutkuje bólem poniżej pleców. &lt;i&gt;Ooo!, a to jest piękne, a Pan nie chciał mi go dać! Niech Pan zobaczy jak ładnie wyglądam w czerwonym staniku! — mojemu mężowi zawsze się w nim podobam!&lt;/i&gt; Proszę Pani — mówię zgodnie z prawdą — to już sprawa Pani małżonka, ja na temat jego gustu nie podejmuję żadnej polemiki. Obraziła się, ale bardziej na pokaz niż w rzeczywistości, bierze te dodatkowe zdjęcia zgrane na płytkę i wychodzi zadowolona z siebie. W sumie to najważniejsze, ufff. Nie ma jednak „róży bez ognia”. Wychodząc obiecuje solennie, że — zgodnie z umową — po zamieszczeniu ich w internecie, podpisze autora. Mówię, że niepotrzebnie, nie obrażę się (wiedząc już co będzie, oczywiście do internetu wybierze te gorsze, niewybrane przeze mnie, a ja — jak zwykle — wyjdę na beztalencie), ale nie daje się przekonać, umowa to umowa — akcentuje twardo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapytałby kto, co wspólnego ma problem kiboli ze zdjęciami? Ano ma, tak jak rząd nie potrafi być twardym w stosunku do nich (kiboli) — a wiadomo, że jak nie działa siła argumentów, to działa argument siły — kibolowi jednemu z drugim trzeba tak przypier... (przepraszam) pałą, żeby nie mógł siedzieć przez dwa tygodnie, a pręgi na plecach długo przypominały mu co, jak i dlaczego. Może to naciągana nieco paralela, ale ze zdjęciami jest tak samo, twardym trza być, upartym, i stawiać na swoim. Bo jak nie, to czeka mnie pakowanie manatków i szukanie roboty w kotłowni. Ale co ja mogę, może ktoś, kto dobrnął do końca, ma jakiś pomysł??? Bo następne foty już wkrótce...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-9128616571334681550?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/9128616571334681550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/03/kibole-i-zdjecia-cyklisci.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/9128616571334681550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/9128616571334681550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/03/kibole-i-zdjecia-cyklisci.html' title='Kibole i zdjęcia a cykliści'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-TZPXo5V1ehE/TZL7Fgi4GeI/AAAAAAAAAQY/QLIxMdyoWjo/s72-c/25_Delta100_Gdansk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-3346873839578535873</id><published>2011-03-23T10:14:00.000+01:00</published><updated>2011-03-23T10:14:45.291+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Kaming Són</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-x9dDoB-Vdzg/TYj0FGKgtdI/AAAAAAAAAQQ/TuwTOQttOJo/s1600/U_Malczera.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-x9dDoB-Vdzg/TYj0FGKgtdI/AAAAAAAAAQQ/TuwTOQttOJo/s320/U_Malczera.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Obserwując mnożące się jak przysłowiowe grzyby po deszczu kolejne fotograficzne przedsięwzięcia, a to jakąś szkołę fotografii, a to akademię aktu czy też portretu, warsztaty i plenery wszelakiej maści, zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych, w których zawsze żelaznym gwoździem jest udział „znanego fotografa”, pomyślałem sobie: &lt;i&gt;a może by zarobić parę groszy?&lt;/i&gt; Wprawdzie nie jestem znanym fotografem, owszem może znanym tu i ówdzie, bardziej przez kolegów, którzy mają podobne upodobania (nie tylko fotograficzne), niż przez resztę świata; nawet nie mogę się pochwalić tym, iż „jestem znany z tego, że jestem znany”, ale przecież... &lt;i&gt;pecunia non olet&lt;/i&gt;, prawda? Tym bardziej zapaliłem się do pomysłu, że podstawy wiedzy fotograficznej posiadłem, a żyjąc już parę lat na tym świecie zauważyłem, iż naszą narodową cechą jest to, że jak coś, jakąś wiedzę, otrzymujemy za darmo, to nie doceniamy jej. Natomiast jeśli za tę samą wiedzę musimy zapłacić, to chełpimy się nią na prawo i lewo. Tak więc potrafię wskazać na zdjęciu mocne punkty, jak założę okulary to widzę czy są ostre czy nieostre (zdjęcia, nie okulary), nawet trójkącik niejeden liznąłem, tfu... trójpodział miałem napisać. Tak czy owak, jakby była taka potrzeba, dam sobie radę, a klient, który zapłaci będzie wiedział za co. Nie w tym rzecz jednak, takich „akademii” jest w bród, więc aby przyciągnąć do siebie klienta, trzeba mieć w zanadrzu coś, czego nie oferują inni. &lt;i&gt;Business plan&lt;/i&gt; (zauważcie, że z angielska; użycie obco brzmiących zwrotów podnosi wartość całego przedsięwzięcia, oczywiście trzeba zachować umiar) miałem w zasadzie gotowy, wiele scenariuszy sprawdzonych w praktyce, trzeba było je tylko dostosować na potrzeby marketingu całego przedsięwzięcia. Zapraszam więc na &lt;b&gt;I Ogólnopolskie Spotkania Okołofotograficzne&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kaming són, czyli... „Weekend u Malczera”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Gwarantowane są:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;— duszna atmosfera piwnicy z okresu zimnej wojny,&lt;br /&gt;— kłęby dymu tytoniowego niewiadomego pochodzenia (dla zaawansowanych raz na godzinę przewidziano możliwość założenia maski pgaz produkcji radzieckiej, początkujący zaś — warunek płatny dodatkowo — mogą skorzystać z tzw. e-papierosów),&lt;br /&gt;— opary alkoholu w dowolnych markach i ilościach,&lt;br /&gt;a ponadto:&lt;br /&gt;— udział ZNANYCH (sic!) fotografów,&lt;br /&gt;— wykład o przewadze knota nad gniotem,&lt;br /&gt;— 1 (słownie: jedno) poglądowe zdjęcie do tematu: „Wyższość systemu stref nad fotoszopą lub odwrotnie”,&lt;br /&gt;— gorąca dyskusja o wyższości mojszego TWA nad twojszym, &lt;br /&gt;— burda w trakcie wymiany poglądów (dla zaawansowanych również z możliwością wezwania policji),&lt;br /&gt;— mordobicie I (dla zaawansowanych z możliwością przejazdu radiowozem i skierowaniem wniosku o ukaranie w trybie przyspieszonym do sądu grodzkiego)&lt;br /&gt;lub&lt;br /&gt;— mordobicie II (dla zaawansowanych z możliwością szycia obrażeń bez znieczulenia na ostrym dyżurze w akademii medycznej),&lt;br /&gt;— nocleg I — w pobliskich krzakach (dla zaawansowanych jest możliwość noclegu w celi pobliskiego komisariatu).&lt;br /&gt;— nocleg II — dla zaawansowanych — na torach tramwajowych (w godzinach 1:30–4:30)&lt;br /&gt;— jedno koedukacyjne WC i jedną zapychającą się umywalkę (dla początkujących, za dodatkową opłatą, istnieje możliwość skorzystania z miednicy i/lub obciętej butelki po wodzie mineralnej),&lt;br /&gt;— jedna butelka wody mineralnej gazowanej (lub nie, do wyboru przez zajęciami), jedna na wszystkich uczestników — na rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warunki udziału:&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;— organizator zastrzega sobie bezwzględny zakaz wykonywania jakichkolwiek zdjęć w trakcie warsztatów. Jak wiadomo, najlepsze zdjęcia powstają w wyobraźni [© Malczer] więc aparaty nie będą potrzebne. Dopuszczalne jest jedynie kadrowanie za pomocą ramki ze złożonych palców obu dłoni (początkujący, na specjalne życzenie — płatne dodatkowo — otrzymają zgodę na kadrowanie za pomocą ramek wyciętych z kartonu lub innego sztywnego tworzywa),&lt;br /&gt;— organizator zastrzega sobie możliwość konfiskaty sprzętu fotograficznego (w tym telefonów) jeśli w trakcie warsztatów posłużą do czegokolwiek innego niż tylko jako argument w dyskusji,&lt;br /&gt;— organizator nie zapewnia sprzętu służącego jako argumenty w dyskusji, uczestnicy na własny koszt dostarczają (do wglądu) wyżej wymieniony; przypomina się, że w grę wchodzi tylko wyposażenie fotograficzne: aparaty, obiektywy, monopody, statywy, torby itp.; inny sprzęt będzie powodem bezwarunkowego skreślenia z listy uczestników, &lt;br /&gt;— organizator zastrzega sobie konieczność wykonania zdjęć uczestników „przed”, włącznie z opisaniem ich imieniem (nickiem) i nazwiskiem, w celu dokumentalnym, aby uczestnik następnego dnia mógł ustalić jak się nazywa, a także adresem niezbędnym do dostarczenia rodzinie ew. zwłok (opcja płatna dodatkowo przed zajęciami, w przypadku niewykorzystania koszt — jakkolwiek by to brzmiało — będzie zwracany),&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W trosce o właściwy poziom zajęć (pomroczność jasna nie będzie tematem warsztatów) organizator zastrzega sobie konieczność depozytu kluczyków samochodowych, praw jazdy i dokumentów pojazdu, do momentu, w którym uczestnik zajęć będzie w stanie bez zająknięcia wypowiedzieć zdanie &lt;i&gt;W czasie suszy szosą suchą szedł Sasza z Konstanynopolitańczykiewiczówną niosąc stół z powyłamywanymi nogami do królowej Karoliny noszącej korale koloru koralowego w Szczebrzeszynie bo tam chrząszcz brzmi w trzcinie&lt;/i&gt; albo po prostu — &lt;i&gt;Gibraltar&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Organizator przewiduje możliwość zorganizowania dodatkowych, nocnych spotkań w plenerze, m.in. z noclegiem na plaży: dla początkujących — w terminach letnich, dla zaawansowanych — na przełomie stycznia i lutego.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ilość miejsc jest ograniczona; decyduje nie kolejność zgłoszeń (program nie przewiduje tzw. pójścia na łatwiznę), ale zaproponowana cena i ilość zadeklarowanego środka wspomagającego wyobraźnię i płynność wymowy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako, że warsztaty są okołofotograficzne, organizator nie neguje możliwości wykonania zdjęć „po”, ale jest to opcja tylko dla zaawansowanych (ze względu na możliwości ewentualnych rozwodów i związanych z nimi kosztów) — płatna dodatkowo 100%.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Numer konta, cena (ta, którą sami uczestnicy zaproponują w zgłoszeniu) i termin weekendu zostanie podany wyłącznie zakwalifikowanym kandydatom za pomocą e-mail (pozwoli to uniknąć przypadkowych uczestników, którzy chcieliby cichcem dołączyć do grupy na tzw. krzywy ryj).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oferta skierowana wyłącznie do osób posiadających poczucie humoru, politykom i im podobnym już dziękujemy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Płatność oczywiście PRZELEWEM.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-3346873839578535873?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/3346873839578535873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/03/kaming-son.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/3346873839578535873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/3346873839578535873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/03/kaming-son.html' title='Kaming Són'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-x9dDoB-Vdzg/TYj0FGKgtdI/AAAAAAAAAQQ/TuwTOQttOJo/s72-c/U_Malczera.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-2410158046064701028</id><published>2011-03-21T14:00:00.000+01:00</published><updated>2011-03-21T14:00:11.791+01:00</updated><title type='text'>Zrobię Ci zdjęcie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Qqc8jIxydOA/TYdLEFSD5fI/AAAAAAAAAQI/2EelgsRd-xI/s1600/36_Fomapan200_Kwadrat.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Qqc8jIxydOA/TYdLEFSD5fI/AAAAAAAAAQI/2EelgsRd-xI/s320/36_Fomapan200_Kwadrat.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Wiesz, zrobiłbym Ci zdjęcie...&lt;br /&gt;— A po co?&lt;br /&gt;— No jak to po co? Żeby mieć Twoje zdjęcie.&lt;br /&gt;— Przecież masz już moje zdjęcie.&lt;br /&gt;— Tak, ale sprzed 20 lat. Chciałbym nowe.&lt;br /&gt;— A po co nowe, tamto jest złe?&lt;br /&gt;— Nie jest złe, ale... jesteś starsza, inna.&lt;br /&gt;— To ty pewnie uważasz, że jestem stara i brzydka, tak?!&lt;br /&gt;— Nie, ale chciałbym mieć na pamiątkę — takie zwyczajne, domowe zdjęcie.&lt;br /&gt;— A ty to pewnie myślisz, że wkrótce umrę, co?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opadły mi... Nie tylko ręce, wszystko mi opadło. Chciałoby się zrobić przyzwoite, porządne, jednym słowem — takie normalne zdjęcie własnej matce. I nic. Cały misternie skonstruowany plan, światło wielekroć pomierzone, przyniesione w plecaku lampa i przedłużacz, blenda na wszelki wypadek — całość gotowa do zmontowania w dwie minuty, film w aparacie — wystarczająco czuły, żeby zrobić zdjęcie opierając sprzęt o stół (czas ustawiony, przysłona też), ale jednocześnie drobnoziarnisty, żeby własna matka nie wyglądała jak posypana piaskiem — wszystko poszło w las. „Nie, bo nie” i koniec. I nie to, żeby nie wiedziała jakie zdjęcia robię; ogląda je, podobają się, ale jej jednej nie mogę zrobić zdjęcia. Co innego wujek-daltonista, on może. Głównie knoty przy jedzeniu, z ostrą pizzą na pierwszym planie, a resztą koszmarnie pociętą, w pół głowy, pół oka, jakby na ostrej popijawie robione — wujek może. Mi nie przysługuje ten zaszczyt. Mam dziesiątki zdjęć zrobionych różnym ludziom, znajomym i takim spotkanym na ulicy, ciotkom i kuzynkom wszelkiego pochodzenia; mówię im, że zdjęcie na pamiątkę i jest OK. Matce nie mogę. Nie wiem, czy boi się — jak Indianie —  że aparat wyżre jej duszę? Sam nie wiem. Czas leci, a ja nadal nie mam zdjęcia własnej matki. Niby nic, nie jest mi ono potrzebne, nie będę go pokazywał w internecie, ma być dla mnie, takie od serca, żeby czasem „zaocznie” spojrzeć jej w oczy. I nic, nic... a może coś robię nie tak?&lt;/div&gt;Czy Wy też tak macie? Bo już straciłem wszelką nadzieję...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-2410158046064701028?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/2410158046064701028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/03/zrobie-ci-zdjecie.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/2410158046064701028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/2410158046064701028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/03/zrobie-ci-zdjecie.html' title='Zrobię Ci zdjęcie'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Qqc8jIxydOA/TYdLEFSD5fI/AAAAAAAAAQI/2EelgsRd-xI/s72-c/36_Fomapan200_Kwadrat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-8704292268155518034</id><published>2011-02-25T09:32:00.004+01:00</published><updated>2011-03-22T20:09:02.832+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Oni tu są</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-m9rQOahVDvA/TWdisLBIx-I/AAAAAAAAAQA/mvi9UwQArfY/s1600/05a_SuperPan200.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-m9rQOahVDvA/TWdisLBIx-I/AAAAAAAAAQA/mvi9UwQArfY/s320/05a_SuperPan200.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Oni czuwają żebyśmy się aby nie wychylili ponad przeciętność. Żebyśmy się kręcili w kółko, jak przysłowiowe ... w przeręblu. Domeczek, trawniczek, pieseczek. Żona, mąż, dziecko, autko. Takie samo autko, jakaś skodka, opelek, fiacik. Dla bardziej ambitnych pasacik. To oni decydują, że pasacik dla tych bardziej ambitnych. Ale tylko trochę bardziej. Ewentualnie coś kombi dla ekstrawaganckich. Ale ta ekstrawagancja musi być uznana, inaczej właściciela dotknie ostracyzm. Absolutnie nie może to być daczia ani tata, czy coś w tym rodzaju. Jeżdżąc czymś takim, jesteś gorszy i zepchnięty na margines. Oni nie lubią gorszych. Uważają wprawdzie, że wszyscy są gorsi od nich — wybranych, ale gorsi mają być równi, koniec kropka. Tak samo nie lubią, jak się ktoś wychyli z jakimś sabikiem albo volvikiem. Niedobrze. Oni szybko dadzą zarobić pozostałym, żeby podrównali w górę i kupili dodża, szewrolecika albo fordzika. Ma być równo. Nawet jak już jest lepiej, to ma być lepiej, tak jak oni sobie wymyślili. Odszczepieńcy będą spychani na margines i eliminowani. Tak samo jest z wczasami. Trzeba jeździć tam, gdzie się jeździ. Na południe, można w Tatry, ale lepiej w Alpy. Bo wszyscy jeżdżą w Alpy. Kto to słyszał, żeby pojechać na Łotwę, Litwę czy do Estonii? Wyjazd w tamte rejony stawia wszystkich w niezręcznej sytuacji. Lepiej — dla dobra ogółu — tego unikać. Nawet kosztem nieudzielenia urlopu takiemu „dziwakowi”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Powiecie, że piszę bzdury&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poważnie? Naprawdę tak myślicie? No dobrze... to niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego po wpisaniu w popularną wyszukiwarkę (potocznie nazywaną wujkiem góglem) wymyślonego przeze mnie na poczekaniu Jacka Maczewskiego (wiem, wiem, na pewno ktoś taki istnieje, ale ja go akurat nie znam), &lt;a href="http://www.google.pl/#sclient=psy&amp;hl=pl&amp;safe=off&amp;q=jacek+maczewski&amp;aq=f&amp;aqi=g-s1g-o1&amp;aql=&amp;oq=&amp;pbx=1&amp;fp=d6d8c5d75ed2840e"&gt;znajduję wszystko, tylko nie to, czego szukałem&lt;/a&gt;? Tak, tak, wiem... inteligentne samouczące się algorytmy uznały, że się pomyliłem, że chciałem wyszukać Jacka Malczewskiego. Tylko z jakiego powodu te algorytmy uznały mnie za idiotę, który nie odróżnia Maczewskiego od Malczewskiego? No tak, to jest kwestia tego wyrównania, ale tym razem w dół; wszyscy mamy być równo głupi. A poza tym, a nuż ten Maczewski to jakiś gej (a może goj?) odmieniec? Przecież, gdyby ten algorytm „chciał być” pomocny to wystarczyłaby podpowiedź w pierwszej linijce: &lt;i&gt;Czy chodziło Ci o: jacek malczewski?&lt;/i&gt; Ale po co? Dostaję więc całą stronę wyników z Malczewskim, zanim przebrnę przez nią, pewnie zapomnę czego szukałem. A może o to chodzi? Żeby dociekliwy delikwent poczytał o Malczewskim. Zdrowo, niekonfliktowo, on już nie żyje... bezpieczna lektura. Z ciekawości zajrzałem do innej wyszukiwarki, tam wyniki wyglądały trochę lepiej: &lt;a href="http://search.yahoo.com/search;_ylt=AgwCKdmfSrCdSrmbmNoRJx.bvZx4?p=jacek+maczewski&amp;toggle=1&amp;cop=mss&amp;ei=UTF-8&amp;fr=yfp-t-701"&gt;&lt;i&gt;We have included jacek majewski results - Show only jacek maczewski&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Niewiele lepiej, ale jednak. Czyżby oni bali się przyznać do własnej indolencji i maskują ją na wszelkie możliwe sposoby? To chyba jednak zbyt daleko posunięte stwierdzenie. Prawdą jest jednak, że starają się ograniczyć nasz świat.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Co to ma wspólnego z fotografią?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaglądam ostatnio na pewien portal społecznościowy (jak wielu, nie jestem w tym jakoś odosobniony, ale też nie wstydzę się też do tego przyznać). Szukam tam nie tyle nowych znajomości, bo tych mi nie brakuje — bardziej brakuje mi na nie czasu, ale zdjęć — zdjęć, których autorzy, czasem ze względu na tzw. mniejszą medialność, nie zamieszczają na portalach fotograficznych. Zdjęć z autorskim zadziorem, z różnych stron świata, różnych ludzi i wielu rzeczy, których nie zobaczę na własne oczy. Tylko że to nie jest takie proste. Okazało się, że aby obejrzeć zdjęcia z Turcji, Abchazji, Mongolii, Palestyny czy Chile, trzeba być „znajomym” autora tychże. Szuka się więc kolegi, który słyszał, że „znajomy poleconego zna szwagra wujka znajomego”. Czyli wracamy do punktu wyjścia — trza mieć „dojście”. Jak za komuny: kółeczko wzajemnej adoracji, znajomi znajomych, sami swoi, wszyscy wszystko wiedzą — jednym słowem... wszystko pod kontrolą. Algorytm podsunie* paru kolejnych „znajomych” o których wiadomo, że robią praworządne i prawomyślne zdjęcia. Takie wzorcowe. Mocne punkty, trójpodział, właściwy balans bieli, odszumione itp. Jeśli aparat szumi, to udzielą Ci kredytu na lepszy, taki co nie szumi. Żadnych szaleństw. Szaleństwa są niewskazane, bo nie wiadomo do czego mogą doprowadzić. Ekscentrykom wprawdzie pozwoli się robić zdjęcia kwadratowe i ziarniste, nawet na filmie, ale ekscentryzm musi być przez „onych” zaakceptowany. Bo inaczej kiepsko. Nikt nie doceni, nie zauważy, a nawet wręcz przeciwnie. Jeśli natomiast jest w normie (ten ekscentryzm), to może się zadba o wyróżnienie, przyzna nagrodę w konkursie, napisze ze trzy słowa tu i ówdzie w kontrolowanych przez nich/onych mediach. I odwieczny porządek zostanie zachowany. Odwieczny? Odwieczny był całkiem inny. Zupełnie inny, bo teraz to się czuję trochę jak bohater filmu &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Oni_%C5%BCyj%C4%85"&gt;They Live&lt;/a&gt; (polecam, bo hasła przewijające się w filmie pozwolą lepiej zrozumieć o czym piszę). Tak więc sam wpadłem w tę pułapkę, dopóki robiłem „słit focie” nieodbiegające od odgórnych wytycznych, wszystko było w porządku, kiedy przeszedłem na kwadrat jakoś to przełknięto, z przymrużeniem oka jeszcze, ale kiedy „zaszalałem”, zrobiłem „brudne” zdjęcie, zacząłem odnosić wrażenie, że zza ekranu patrzą na mnie ciemne, wąsko osadzone oczy, mówiące: „nie wydurniaj się, artystą i tak nie będziesz”. No właśnie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Artyści&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Artystą zostaje tylko ten, kogo oni uznają za artystę. W zasadzie przeciętny śmiertelnik nie ma szans, bo oni uważają, że do nich należy artyzm. Ewentualnie ktoś inny może próbować, ale pod warunkiem, że da się na nim zarobić. W przeciwnym wypadku nic z tego. Trochę mi to przypomina widzianą w TV sytuację, w której znawca tematu mówił, iż może „&lt;a href="http://www.tvn24.pl/26086,1682920,0,1,sztuka-z-konskiej-paszczy,wiadomosc.html"&gt;uznać za dzieło sztuki obraz namalowany przez konia, pod warunkiem, że koń się pod nim podpisze&lt;/a&gt;” (swoją ścieżką, ciekawe co by było gdyby mu — znawcy, nie koniowi — przedstawić nieznany obraz Picassa, też by go nie uznał za dzieło sztuki zanim nie zobaczyłby podpisu?). No i mamy pełną jasność. Nieważne co, liczy się nazwisko. A listę nazwisk ustalają oni. Koniec, kropka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli już komuś udało się dobrnąć do końca to niech mnie przekona, że jest inaczej, bardzo proszę. Tylko proszę pamiętać, że wbrew pozorom rzecz tak naprawdę nie idzie o kosmitów. Bo na razie, to odnoszę wrażenie, że jest jak w starym przysłowiu, jak nie patrzeć — plecy z tyłu...&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Ktoś powie, że popadam w paranoję? To proszę się przyjrzeć, jak jeden z portali społecznościowych zarządza znajomościami użytkowników: &lt;a href="http://paweltkaczyk.midea.pl/marketing-branding/social-media-marketing-branding/facebook-niektorzy-znajomi/"&gt;http://paweltkaczyk.midea.pl/marketing-branding/social-media-marketing-branding/facebook-niektorzy-znajomi/&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-8704292268155518034?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/8704292268155518034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/02/oni-tu-sa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8704292268155518034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8704292268155518034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/02/oni-tu-sa.html' title='Oni tu są'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-m9rQOahVDvA/TWdisLBIx-I/AAAAAAAAAQA/mvi9UwQArfY/s72-c/05a_SuperPan200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-6753074478093025594</id><published>2011-01-12T13:54:00.001+01:00</published><updated>2011-01-15T12:06:54.981+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Dwa nagie miecze, albo jakoś tak...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TS2jBiREZVI/AAAAAAAAAP0/KmOLz0tI44k/s1600/Blog_Sopot_Jasny.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TS2jBiREZVI/AAAAAAAAAP0/KmOLz0tI44k/s320/Blog_Sopot_Jasny.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Hobbesowi&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Leniwe popołudnie na plaży. Kolega robi zdjęcia jakiejś pannie, niespiesznie, bez napięcia. Ja — towarzysko — aparat w garści, światłomierz w kieszeni, a cały majdan; statyw, obiektywy, filtry został w samochodzie; ot czasem przytrzymam blendę, czasem coś pomogę poprawić, generalnie sjesta. Warunki zdjęciowe takie sobie, nawet komary zrobiły sobie wolne popołudnie, miło, ciepło, przyjemnie... Zaczęło się ściemniać, więc zbieramy się do powrotu, i nagle — słońce, które do tej pory przemykało się za mglistymi chmurami wyszło nad horyzont oświetlając kawałek plaży i port w oddali. Aż żal nie skorzystać, ale ciemno już, a statyw i wężyk w samochodzie — nie zdążę tam i z powrotem, nie ma takiej możliwości. Trza sobie jakoś radzić. Mierzę więc światło: niebo, chmury, plaża, woda — cholera jasna, slajd setka, nie da rady. Czekam więc aż się światło wyrówna, cały czas patrząc oczyma wyobraźni na zdjęcie Ansela Adamsa z systemem strefowym próbując równocześnie przypomnieć sobie charakterystykę slajdu. No i jest, doczekałem się — mierzę... Kurczę 1/15 sekundy, obiektyw 65 mm, szanse na nieporuszenie takie sobie, ostatnia klatka, nie da się powtórzyć. Trudno, ryzyk-fizyk, opieram rękę o kolano, aparat przyciskam mocno do twarzy, głęboki wdech i wydech, trzask migawki i... kolega mówi „&lt;i&gt;a coś ty się tak zgrzał?&lt;/i&gt;”.&lt;br /&gt;Tydzień później, jak odebrałem wywołany slajd, tylko ta jedna klatka mnie interesowała. No i — JEST! — dokładnie jak zaplanowałem. Wszystko pięknie zagrało. Skanuję, żeby pokazać znajomym, usuwam parę pypci ze skanera, nie  jest to idealny skan, ale jakoś to wygląda. Zamieszczam w internecie — nie powiem, nawet się podoba.&lt;/div&gt;Wtem... &lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Aleś się napracował w fotoszopie, fatalnie to wygląda&lt;/i&gt;. — czytam.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Gdzie, co? W jakim sensie napracował? Że pypcie źle usunąłem po skanowaniu?&lt;/i&gt; — pytam.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Nooo, piszę o tych doklejonych chmurach, odwaliłeś fuszerkę. Pokaż RAW-a to uwierzę. I jeszcze ten kwadrat. Co to za maniera?&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Jakich chmurach? Przecież to jedna klatka, z Kijewa, on nie robi RAW-ów, EXIF-u też nie zapisuje, ale kwadrat jest zaimplementowany w oprogramowaniu&lt;/i&gt; — odpowiadam uprzejmie aczkolwiek już nieco złośliwie.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Byłem w tym roku nad morzem, ale takich chmur nie widziałem.&lt;/i&gt; — ripostuje adwersarz &lt;br /&gt;— &lt;i&gt;No tak, ale to, że nie widziałeś, to nie znaczy, że nie ma, prawda?&lt;/i&gt; — staram się zachować spokój.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;I w ogóle musiałeś coś kombinować, żeby nie były przepalone.&lt;/i&gt; — rozmówca nadal szuka dziury w całym.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Aaa, no tak, przepalone&lt;/i&gt; („przepalone” — słowo klucz, używane bez próby zrozumienia co tak naprawdę oznacza) — &lt;i&gt;prześwietlone nie są, bo kombinowałem, ale naświetlając slajd, a nie w Photoshopie&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Ale przeostrzone jest&lt;/i&gt;. — Jednak nie daje za wygraną.&lt;br /&gt;— &lt;i&gt;Przeostrzone? Nie sądzę, stary radziecki Mir65 rżnie tak ostro, że nowe elki czy jak je tam zwą, mogą się schować&lt;/i&gt; — docinam świeżo upieczonemu posiadaczowi sprzętu dla „profesjonalistów”.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;... i tak dalej. Nie udaje się przekonać, że to, jak również wiele innych zdjęć, jest efektem wyczekanych warunków i odrobiny, naprawdę odrobiny — powszechnie dostępnej — wiedzy. Nie, bo nie. I koniec. Do dyskusji włączają się inni, ale zdjęcie już schodzi na plan dalszy, górę biorą emocje, personalne przytyki, jednym słowem — klasyczna, żeby nie powiedzieć polska — burda. Szkoda, bo w ferworze wymiany ciosów gdzieś w kąt poszły sprawy merytoryczne, gdzieś umknęły technikalia itp. Jak to jest, że jeden (nie chciałbym napisać durny) widz w pewien sposób „zabił” mi zdjęcie? Tak wiem, nie pierwszy on i nie ostatni; typowy reprezentant naszego polskiego piekiełka, na zagrodzie równy wojewodzie, musiał wykrzyczeć swoje „&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Liberum_veto"&gt;Liberum veto&lt;/a&gt;” bo na nic innego go nie stać. Zaistniał medialnie, i o to mu chodziło. A ja? No cóż, mi pozostanie satysfakcja, że umiem, wiem, potrafię. I niedosyt, że im więcej wiem, tym jeszcze więcej nauki przede mną. I tego się będę trzymał...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-6753074478093025594?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/6753074478093025594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/01/dwa-nagie-miecze-albo-jakos-tak.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6753074478093025594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6753074478093025594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2011/01/dwa-nagie-miecze-albo-jakos-tak.html' title='Dwa nagie miecze, albo jakoś tak...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TS2jBiREZVI/AAAAAAAAAP0/KmOLz0tI44k/s72-c/Blog_Sopot_Jasny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-5683206178664301117</id><published>2010-10-26T12:53:00.000+02:00</published><updated>2010-10-26T12:53:31.971+02:00</updated><title type='text'>Myśli ulotne trochę</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TMaww1O0IyI/AAAAAAAAAPk/Pr32pzwI5jc/s1600/01_HL.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TMaww1O0IyI/AAAAAAAAAPk/Pr32pzwI5jc/s320/01_HL.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5532303545240658722" /&gt;&lt;/a&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Do dowódcy chciałam młody człowieku!&lt;/span&gt; — Oznajmiła starsza pani głosem nieznoszącym sprzeciwu. &lt;br /&gt;Dyżurny oderwał wzrok od monitora, mocniej nasunął beret na brwi: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Do dowódcy? W jakiej sprawie?&lt;/span&gt; Pytanie nie było bezzasadne, bo wprawdzie dowódca starał się utrzymywać kontakty z tzw. ludnością cywilną, ale jednocześnie niemiłosiernie ochrzaniał służbę, jak mu przysłano nierozpoznanego „przeciwnika”. Stary, jak powszechnie nazywano dowódcę, nie lubił być zaskakiwany, od tego miał ludzi.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Do dowódcy? A może do kwatermistrza, albo szefa techników?&lt;/span&gt; — dyżurny drążył temat.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie! Tylko dowódca może załatwić tę sprawę&lt;/span&gt; - stanowczym głosem oświadczyła kobieta.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dobrze, ale skoro tak, to muszę wiedzieć w jakiej sprawie, bo muszę zameldować&lt;/span&gt; — sięgnął po słuchawkę telefoniczną.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Chodzi o te hałasy!&lt;/span&gt; — starsza pani podniosła głos — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ja całymi nocami spać nie mogę! To się musi skończyć!&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Dyżurny nagle się zainteresował — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A gdzie Pani mieszka?&lt;/span&gt; — zapytał, odkładając słuchawkę, a wyciągając dziennik dyżuru, żeby sporządzić notatkę. &lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tutaj, przy jednostce&lt;/span&gt;, odparła — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;po drugiej stronie ulicy&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hm, będzie problem&lt;/span&gt; (dyżurny w myślach zaczął się zastanawiać, który z jego kolegów ostatnio dostał awans, medal albo inne wyróżnienie powodujące konieczność natychmiastowego „oblania” z kolegami wzmiankowanego wydarzenia), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;może lepiej do oficera politycznego&lt;/span&gt; (oficjalnie nazywanego wychowawczym, ale wiadomo... polityczny... szuja pierwszej wody, wczoraj komunista, dzisiaj ministrant, ale wyjątkowo zręczny — załatwi sprawę po cichu, ułagodzi; stary dowie się tylko, że sprawa rozwiązana, a dla delikwenta skończy się na przeprosinach, bombonierce i paru służbach poza kolejką), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;to on zajmuje się takimi sprawami&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Musi być dowódca, u wszystkich innych już byłam&lt;/span&gt; — kontynuowała z niezmąconą pewnością starsza pani. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bo wie pan — te hałasy to ja bym jeszcze zniosła, w końcu wdową po żołnierzu jestem, ale wieczorem się to nasila, a najgorzej jak te mózgi zaczynają wychodzić z podłogi&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;MÓZGI?!&lt;/span&gt; — Dyżurnemu włosy nagle zjeżyły się pod beretem. — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jakie mózgi?&lt;/span&gt; — zapytał, próbując nerwowo przypomnieć sobie dane taktyczno-techniczne transportera BWP (czy aby nie zwariował) i na wszelki wypadek, równocześnie „Aniele Boży...”. Bo nie zna się dnia ani godziny, a na służbie to już szczególnie...&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mózgi proszę Pana, takie białe, okrągłe, i jak wychodzą z podłogi to strasznie hałasują. Ja tego dłużej nie zniosę!&lt;/span&gt; — podniosła nagle głos — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;chyba wdowie należy się pomoc?!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;To faktycznie poważna sprawa&lt;/span&gt; — dyżurny zsunął beret na tył głowy — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;żartów nie ma, na pewno trzeba pomóc. Ale wie pani, nie powinienem tego mówić&lt;/span&gt; — nachylił się w stronę kobiety — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ten nasz dowódca to za niski stopień ma, żeby taką sprawę rozwiązać. Tu byłby potrzebny generał&lt;/span&gt; (taaa, generał, psychiatra nie generał; przecież stary by go zjadł żywcem za przysłanie takiej interesantki). &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wie pani, generał wyśle do pani specjalistów z kontrwywiadu i te mózgi przestaną hałasować. Oni się już nimi zajmą raz na zawsze&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;— Ale jak, gdzie? — zajęczała kobieta.&lt;br /&gt;— &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pójdzie pani tą ulicą w dół, w na skrzyżowaniu w prawo i potem będzie sztab, znajdzie pani. Tam będzie taki dyżurny jak ja, tylko w czapce, nie w berecie, opowie mu pani to wszystko i generał się panią zajmie&lt;/span&gt;. Dyżurny wyprowadził starszą panią na ulicę, pokazał ręką kierunek, potwierdził, że dobrze idzie, zasalutował i wrócił na dyżurkę. Zapaliwszy papierosa skonstatował — „jeszcze godzina do końca służby — dzisiaj już nie zdąży wrócić, ufff... szkoda tylko tego czasu co mi zmarnowała bez sensu”. Przymknął oczy i...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kiedy je otworzył, z plakatu wyborczego patrzyła na niego jowialna twarz, pieszczotliwie nazywanego „budyniem”, pretendenta do władz miasta na kolejną kadencję „nicnierobienia”. Dyżurny przetarł oczy — zdrzemnąłem się — pomyślał. Cholera jasna, jak zwykle: 12-ka odjechała przed czasem — więc zobaczył jej, za przeproszeniem, dupę; 11-ka w ogóle nie przyjechała, więc musiał zaczekać na kolejną 12-kę. Jak dojechał do miejsca przesiadki, to zobaczył tył autobusu T2, na który by zdążył, gdyby przyjechała 11-ka. Ale musiał zaczekać na następny, znowu przez tego tu — na plakacie — który radośnie obwieszczał „a ja chodzę do biblioteki”. No pewnie — pomyślał dyżurny — do biblioteki to i ja bym chodził, ale na razie spędzam czas na przystankach, bo „jaśnie panujący” jakoś nie potrafi zająć się ani dziurawymi drogami, ani komunikacją miejską; podróż zamiast zająć 16 minut, zajęła ponad 30. Jednym słowem, jakiś nieudacznik wytopił mi z życia 20 minut czasu. I tak dzień w dzień, zawsze coś, zawsze ktoś wetknie patyk w szprychy — tak jak starsza pani, tylko ona jakby nie odpowiadała za to co robi, ale inni — chyba tak?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja też wytopiłem czas, miało być o fotografii w internecie: o tym, jak to internet potrafi „zabić” zdjęcie, miało być o jotpegowych natręctwach, i całkiem ludzkich przywarach, o tym że... Ale to już następnym razem, temat — kolokwialnie mówiąc — dojrzewa...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-5683206178664301117?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/5683206178664301117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/10/mysli-ulotne-troche.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5683206178664301117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5683206178664301117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/10/mysli-ulotne-troche.html' title='Myśli ulotne trochę'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TMaww1O0IyI/AAAAAAAAAPk/Pr32pzwI5jc/s72-c/01_HL.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-5208818765284827922</id><published>2010-09-24T14:11:00.001+02:00</published><updated>2010-09-24T14:59:23.941+02:00</updated><title type='text'>Pedały pod krzyżem!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJyUcwRvxpI/AAAAAAAAAPc/4l6uUujSm_g/s1600/35_Neopan400_Stocznia.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJyUcwRvxpI/AAAAAAAAAPc/4l6uUujSm_g/s320/35_Neopan400_Stocznia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5520450464965969554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak tak, a jakże. Prawda? Jakby nie patrzeć, to pedały (przy rowerach) są, a krzyż (wprawdzie św. Andrzeja) też jest. Czyli wszystko się zgadza, a jednak... zdjęcie przedstawia coś innego niż popularne skojarzenie z ostatnimi wydarzeniami (czyt. „akcja krzyż” pod pałacem prezydenckim). Jednym słowem manipulacja. Samo życie. Tak samo jak (bo się właśnie doczytałem) z &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8419820,Trzech_Kroli___dniem_wolnym_od_pracy.html"&gt;dniem wolnym w święto Trzech Króli&lt;/a&gt;, które (ponoć z woli narodu) uchwalił Sejm RP. Z woli narodu, hm... Bo naród na pewno szaleje z radości, że w kolejny dzień wolny, to tylko się własną pięścią zabić. Wolne w środku zimy, pewnie... jasno jest mniej więcej (w sprzyjających warunkach) od dziewiątej do trzynastej, zimno jak cholera, o spacerze z rodziną można zapomnieć, kościółki* zamknięte, więc nawet nie da się z pożytkiem spędzić tego dnia. Telewizja publiczna puści kolejny raz chłamiastą produkcję rodem z Hollywood, tak chłamiastą, że nawet zapiekłe w swych przekonaniach mohery nie zdzierżą przed telewizorem. Kurczę, władza tzw. ludowa to wiedziała, że wzorem rzymskim, lud potrzebuje &lt;span style="font-style:italic;"&gt;panem et circenses&lt;/span&gt;. I — te igrzyska — tamta władza zapewniała, ale w lecie (22 lipca). W sam raz na miłe chwile do spędzenia z rodziną na łonie natury. Tak więc — po raz kolejny — zostaliśmy zmanipulowani przez grupę zapyziałych dewotów. Albo i nie dewotów. Bo jak się zastanowić, to należałoby zadać pytanie, kto na tym stoi, czyj interes na tym zyskał? Czyżby jak zwykle cykliści? I tym pytaniem kończę, chyba pomału wysiadam...&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Określenie „kościółek” pochodzi ze starego dowcipu i oznacza po prostu supermarket.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-5208818765284827922?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/5208818765284827922/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/peday-pod-krzyzem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5208818765284827922'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5208818765284827922'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/peday-pod-krzyzem.html' title='Pedały pod krzyżem!'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJyUcwRvxpI/AAAAAAAAAPc/4l6uUujSm_g/s72-c/35_Neopan400_Stocznia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-3640293324304274756</id><published>2010-09-16T15:23:00.007+02:00</published><updated>2010-09-17T18:55:36.148+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Renka, noga, muuuzg...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJIZKCmFDEI/AAAAAAAAAPM/XGeL81NzPdE/s1600/08_Neopan400_B_Yoshida.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJIZKCmFDEI/AAAAAAAAAPM/XGeL81NzPdE/s320/08_Neopan400_B_Yoshida.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517500153768250434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJIZnUWE3CI/AAAAAAAAAPU/x8tDyTXhY9Y/s1600/15_Neopan400_B_Yoshida.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJIZnUWE3CI/AAAAAAAAAPU/x8tDyTXhY9Y/s320/15_Neopan400_B_Yoshida.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517500656749173794" /&gt;&lt;/a&gt;Jakoś tak zgadaliśmy się z &lt;a href="http://fototak.blogspot.com/2010/09/co-jest-nie-tak.html"&gt;Pietrkiem&lt;/a&gt; o XLVII Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej (ależ szumna nazwa, prawda?) w Opolu. Nie to, że oglądaliśmy, ale gdzieś tam przewinęło się to „zjawisko” przed oczyma, i trochę nawet rzuciło na uszy. Trochę. Bo jakby tak dosadniej rzecz ująć, to (dzięki Pietrek za ten cytat Roberta Planta) „uszy krwawiły słuchając”. I nawet nie rzecz w debiutantach. Wiadomo, debiutanci bywają bardziej lub mniej utalentowani, jednych mniej, a innych więcej zżera trema. Taki los. Natomiast to, co zaprezentowali starzy „wyjadacze”, to był dramat. Piszę „dramat” bo do dziś nie jestem pewny, czy to była komedia, czy tragedia. Począwszy od smętnych dźwięków Kasi Kowalskiej, poprzez męczącą się chyba, w zbyt ciasnej na ciążę, przysparzającej kłopotów z oddechem kiecy — Agnieszkę Chylińską, aż po Stachurskiego, który wprawdzie zaprezentował stały poziom, ale poziom gwiazdy diskopolo i nic ponadto, czy też wreszcie — szumnie określonych (prowadzący błysnął erudycją) jako „polskie Led Zeppelin” — IRA. Konferansjerowi poleciłbym posłuchanie Roberta Planta i jego kolegów, zanim znowu walnie jak przysłowiowy łysy warkoczem o beton. Led Zeppelin... omajgasz! To mniej więcej tak, jakby Stachurskiego przyrównać do Kiepury. Całości nieszczęścia dopełniło KOMBII z Grzegorzem Skawińskim na pokładzie. Zadziwiające jest to, że ten ostatni od dwudziestu lat z okładem wydobywa z gitary te same i takie same dźwięki. Pogratulować sukcesów, a może za sukcesami przyjdą i pieniądze, więc wreszcie lider zespołu będzie mógł zaszaleć i kupić sobie np. płytę Carlosa Santany albo Joe Satrianiego, żeby posłuchać jak się gra na gitarze? Tak, wiem, złośliwy przytyk, ale człowiek czasem musi odreagować od chłamu, chodzenia na łatwiznę i odcinania kuponów od 5 minut sprzed 30 lat. Szanowni Państwo, wymienieni wcześniej, co raz to słucham/czytam o tym, jak to jesteście poszkodowani przez internetowe piractwo. Przyznam szczerze, że ja do tych piratów nie należę. Bo jeśli miałbym kraść Wasze produkcje to chyba tylko po to, aby dokuczyć sąsiadom puszczając je nazbyt głośno. Ale taki okrutny to ja nie jestem...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co to ma wszystko wspólnego z fotografią? Ano, ostatnimi czasy obserwuję, może nie zalew, ale całkiem spory deszcz „bylejakości” pod szyldem artystycznego zadęcia. Takiej fotografii, co to nawet opisać jej nie potrafię — a to zdjęcie resztek jedzenia na weselnym stole, a to pół cioci oślepionej fleszem w trakcie jedzenia golonki albo pies załatwiający potrzebę na chodniku po zjedzeniu resztek weselnego tortu, albo... i tak dalej. No i nie rozumiem; może faktycznie moje postrzeganie świata jest ograniczone? Kolega napisał mi, że, cytuję: „&lt;i&gt;to, co uprawiam jest niczym innym jak tylko próbą zrozumienia człowieka w kontekście fotografii, jaka by ona nie była... póki nikt nikogo nie obraża, wydaje mi się, że nikogo nie powinno nic boleć, można powiedzieć, że to projekt czegoś tam...&lt;/i&gt;”. No może, może... nie będę polemizował, bo Kolega piszący te słowa wie co robi. Może nawet niekoniecznie się zgadzamy w tym jego podejściu do fotografii, ale jednak, wypada szanować inny punkt widzenia. Prawdą jest jednak również to, że taki nurt znajduje wielu naśladowców, jak to wcześniej napisałem, z „artystycznym zadęciem” i broniących własnego punktu widzenia (najczęściej na internetowych portalach fotograficznych) do ostatniej kropli krwi, albo idąc z duchem czasu — do ostatniego bajta. Szkopuł w tym, że widać iż to zdjęcia epigonów. Różnią się, pomimo pozornych podobieństw, widać jednak braki warsztatowe, brak dbałości o światło, nic nie wnoszące cięcia, takie drobne szczegóły, które powodują, że zdjęcia zamiast zainteresować — odpychają. A są tacy, których zdjęcia zapadają na długo w pamięć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaledwie kilka dni temu miałem przyjemność uczestnictwa w wernisażu* wystawy &lt;a href="http://cjg.gazeta.pl/CJG_Trojmiasto/1,104379,8327992.html"&gt;Barbary Yoshidy „80 portretów”&lt;/a&gt;. Portrety kobiet sztuki, w naturalnym otoczeniu, niekoniecznie w pracowniach, z pędzlem czy dłutem w dłoni, czasem w fotelach, na schodach, różnie. Różnie, ale spójnie, niektóre portrety świetne, a inne — ujmę to tak — mniej mi się podobały. Może dlatego, że 80 zdjęć to chyba aż za dużo na jedno popłudnie. Pójdę pewnie jeszcze raz, pooglądać bez pośpiechu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co to ma wszysto wspólnego z moim dotychczasowego marudzeniem? Otóż — jakby się przyjrzeć — to tu i ówdzie można by znaleźć a to palec ucięty, a to przechylającą się kompozycję, a to wazon próbujący zagrać pierwszoplanową rolę albo też inny element konkurujący o pierwszeństwo w kadrze z główną bohaterką. Napisałem „jakby się przyjrzeć”? No właśnie, tak samo jak wspomniany wcześniej Carlos Santana ma lepsze i gorsze utwory, tak samo można przyjąć, że znani i uznani fotografowie mają lepsze i gorsze zdjęcia. Ale — no właśnie „ale...” — nie „sprzedają nam kitu” pod płaszczykiem artyzmu. Ich dzieła, nawet jeśli zawdzięczają je łutowi talentu i odrobinie szczęścia, to zawsze są poparte solidną pracą, opanowanym warsztatem itp. Przecież nie trzeba tego tłumaczyć, prawda? I chyba nie muszę dodawać, że chłamu, ani fotograficznego, ani muzycznego nie przyjmuję do wiadomości. Szczególnie tego ostatniego, za telewizyjne, czyli publiczne, czyli moje pieniądze. I tego będę się trzymać. Taki już jestem niereformowalny...&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Swoją drogą — Autorka przesympatyczna, atmosfera ciepła, dobre wino o odpowiedniej temperaturze i miłe towarzystwo — to czego jeszcze można chcieć od wernisażu? ;)...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-3640293324304274756?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/3640293324304274756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/renka-noga-muuuzg-na-scianie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/3640293324304274756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/3640293324304274756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/renka-noga-muuuzg-na-scianie.html' title='Renka, noga, muuuzg...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TJIZKCmFDEI/AAAAAAAAAPM/XGeL81NzPdE/s72-c/08_Neopan400_B_Yoshida.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-2937136163128708247</id><published>2010-09-08T13:01:00.001+02:00</published><updated>2010-09-17T19:01:08.496+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Proste pytania, czyli...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIdrmMFYwzI/AAAAAAAAAPE/PiFu1nL_UVU/s1600/09_Neopan400.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIdrmMFYwzI/AAAAAAAAAPE/PiFu1nL_UVU/s320/09_Neopan400.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5514494572561482546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIdrh5daObI/AAAAAAAAAO8/_J-tT5ey95Y/s1600/08_Neopan400.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIdrh5daObI/AAAAAAAAAO8/_J-tT5ey95Y/s320/08_Neopan400.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5514494498842491314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czy ktoś rozsądny i trzeźwo patrzący na świat, mógłby mi wytłumaczyć dlaczego polska TV — publiczna, a więc utrzymywana i z moich pieniędzy — w porze największej oglądalności, czyli najdroższym czasie antenowym, transmituje sparring reprezentacji Australii z polskimi trampkarzami*? Rozumiem, że &lt;a href="http://sport.onet.pl/pilka-nozna/reprezentacja/australijskie-media-zachwycone-swoim-snajperem,1,3622075,wiadomosc.html"&gt;media z antypodów&lt;/a&gt; są zachwycone, ale czemu ja miałbym oglądać kolejną porażkę za moje pieniądze?! Aaaa, kolega mi podpowiada, że polska tzw. piłka kopana utrzymuje się sama, bez dotacji z budżetu. Nie da się ukryć, że jest to poważny argument w dyskusji. No ale, skoro tak, skoro są tacy bogaci, to może niech PZPN wykupi sobie własny kanał telewizyjny i tam — nawet przez całą dobę — emituje kolejne dramaty z życia piłkarzy. Bylebym nie musiał tego oglądać, nawet przez przypadek. A w tym samym czasie publiczna TV może transmitować wyścig, w którym &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Maja_W%C5%82oszczowska"&gt;Maja Włoszczowska&lt;/a&gt; zdobywa mistrzostwo świata. Że co? Że nieciekawe? Bez żartów, nawet przysłowiowy balet mongolski jest ciekawszy od kolejnego meczu, w którym reprezentacja piłki kopanej bierze w d**ę. Tak tak, piszę „kopanej”, bo piłką nożną nie można tego nazwać. W piłkę nożną gra Brazylia, Hiszpania, Kamerun, ale nie nasi — pożal się Boże — trampkarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolega pyta: &lt;i&gt;Czemu jego dziecię ma w szkole tylko jedną godzinę WF, ale za to dwie godziny religii w jednym tygodniu?&lt;/i&gt; Odpowiedź wydaje się prosta: &lt;i&gt;To fatalne niedopatrzenie, należy zlikwidować WF, a wprowadzić 5 godzin religii.&lt;/i&gt; Bo jak patrzę na efekty dokonań polskiej reprezentacji, to tylko świeczkę zapalić i modlić się pozostało, a do tego religia jak znalazł.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdjęcia na budowie gdańskiego stadionu robiłem w potwornej ulewie; chyba mnie pokarało, że w ogóle patrzyłem w tamtą stronę, ale przy okazji tej ulewy nasuwa się pytania: może zamiast nowych stadionów, przydałby się mały biblijny... prysznic? Spuścić wodę, zamknąć klapę, zapomnieć. A stadiony w budowie może ogrodzić, postawić tabliczkę z zakazem wstępu, wynająć fanom paitballa i gier wojennych? Na pewno wykorzystają z przyjemnością, a ewentualne transmisje stamtąd na pewno będą ciekawsze. Ot co...&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;* Pojęcie „trampkarze” jest dużo starsze niż podaje to Wikipedia, i niekoniecznie musi być określeniem pochlebnym, ale to już całkiem inna bajka...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-2937136163128708247?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/2937136163128708247/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/proste-pytania-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/2937136163128708247'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/2937136163128708247'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/proste-pytania-czyli.html' title='Proste pytania, czyli...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIdrmMFYwzI/AAAAAAAAAPE/PiFu1nL_UVU/s72-c/09_Neopan400.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-4649277918992681017</id><published>2010-09-06T19:05:00.001+02:00</published><updated>2010-09-06T19:07:21.283+02:00</updated><title type='text'>Focić „dziada”...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIUdYhvG57I/AAAAAAAAAO0/CeOYzKYC1TY/s1600/Menel.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIUdYhvG57I/AAAAAAAAAO0/CeOYzKYC1TY/s320/Menel.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5513845625995061170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co jakiś czas zdarza mi się* (pewnie nie tylko mnie), że idę ulicą, a tam... zbieracz złomu z wózkiem pełnym wszelakiego dobra, na ławeczce sobie siedzi towarzystwo wzajemnej adoracji z butelką wina (albo raczej napoju winopodobnego), cygańska żebraczka pod pocztą (spod banku przegonili, spod delikatesów też), albo — i to jest szczyt szczęścia — brudny, zarośnięty, śmierdzący i nawalony jak parowóz — prawdziwy „menel”. I nagle serce przyspiesza, płuca zaczynają wciągać więcej powietrza, adrenalina skacze w górę bo „jest temat!”. Zaczyna się gorączkowa gonitwa myśli, jak to ugryźć? Może tele? 300 mm chyba powinno wystarczyć, aby bezpiecznie i niezauważenie strzelić fotę? A może jednak szerokim kątem? Jak kowboj, z biodra, przechodząc tak blisko jak to możliwe, żeby poczuć „winny” oddech modela, walnąć serią? Któreś pewnie trafi, zrobi się kwadrat i będzie „art”. A może założyć portretówkę, zagadać? Pewnie będzie chciał 5 zeta na flaszkę, ale za to jakie będą foty! Zdjęcia zoranej, zniszczonej życiem twarzy, podpartej o pokaleczoną rękę z brudnymi paznokciami; przez moment (adrenalina w najlepsze działa) czuję się niemalże jak laureat World Press Photo. Też tak macie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chwila na zdjęcie mija. Zanim podjąłem decyzję o wyborze obiektywu model się oddalił do pobliskiej bramy, zdjęcie przepadło z kretesem. Ale myśl nie przestaje krążyć wokół tematu, nogi niosą dalej, i nagle... JEEEST! Jest, śpi sobie słodko, pewnie ululany w króla migdałowego przetworami zanabytymi za zebrany i sprzedany złom (Złom? Kurczę, a gdzie się podziała kratka ściekowa u mnie na osiedlu?! Pewnie to on! A skoro tak, to problem opłaty za pozowanie mamy z głowy, sam sobie to wynagrodził, z nawiązką!).  No to teraz z lewej go, z prawej, z góry, z boku, z psem, bez psa, z wózkiem i bez. Jest street, jest foto, nikt mi nie powie, żem dupa nie reporter. Ludzie dziwnie mi się przyglądają, ale czego się nie robi dla sztuki, czuję się prawie jak gwiazda ekranu, jakaś Dżazga albo ktoś równie znany i podziwiany przez masy telewidzów. Może zresztą ona, Drzazga, zaprosi mnie do programu i będę mógł brylować razem z nią, talentem i erudycją?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żarty na bok, emocje do kąta, trzeba coś zrobić, pomyśleć. Tak, pomyśleć. Może człowiek po prostu zasłabł, zatruł się, ma zawał? Trzeba zadzwonić po pomoc. Najprościej na policję. Nie, nie żartuję, nie do straży miejskiej, bo ona świetnie się czuje przy wystawianiu mandatów staruszkom i matkom z dziećmi, jak im się zdarzy krzywo zaparkować, ale żeby przyjechali do tzw. menela? Przecież to  „niehigieniczne”, jeszcze bym im czyściutkie auto zanieczyścił?. Wprawdzie mam lekkie obawy, bo może człowiek dostanie mandat za spanie na drodze publicznej, ale za to będzie żyw — uspokajam sumienie widząc jak podjeżdża radiowóz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak to już jest, że wolimy być piękni i bogaci, a nie chorzy i biedni. Że staropolskie, jak nas widzą, tak nas piszą, albo zastaw się a postaw się bierze górę nad racjonalnym myśleniem. Zakładamy, że jak ktoś śpi na ulicy jest gorszy od nas, biedny, głupszy. Że to złodziej, degenerat, nie wart złamanego szeląga. Czasem sam się na tym łapię. Tyle tylko, że z biegiem lat inna myśl mnie nachodzi. Myśl, że oni z podobną, nazwijmy to, niechęcią mogą patrzeć na mnie. Dla nich jestem synonimem zamętu, wiecznego zabiegania, braku spokoju duszy i ciała. Płacę ZUS, KRUS, podatki, czynsze, telefony i OC z AC. Mój samochód hałasuje i śmierdzi z rana nie dając spać spokojnie na tapczanie pod śmietnikiem. Gonię ich z klatki schodowej w imię... no właśnie, w imię czego? Jeśli własnego spokoju, to czemu przy okazji zakłócam ich spokój? Bo może oni są obserwatorami gwiazd, poetami ulicy, bardami świeżego powietrza i piewcami zdrowego trybu życia? Nie powiem, że im zazdroszczę, że zamieniłbym się, ale czasem mam chęć rżnąć wszystko w kąt i zacząć życie od nowa. Bo tą codzienną gorączką jestem już trochę zmęczony, tym bardziej że wiem, co będzie. „&lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2010/03/emeryci-na-wakacjach.html"&gt;Emeryci na wakacjach&lt;/a&gt;” nadal są aktualni. Czasem zazdroszczę tym, co marzą bez ograniczeń, i nieważne że być może jest to tylko marzenie o „pięcioku” na piwo. Ważne, że się spełnia, ktoś czasem musi być szczęśliwy, prawda? Szczęście ma różne wymiary, nie bądźmy pochopni w osądach...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;* Całą tę sytuację (włącznie ze zdjęciem) wymyśliłem sobie dnia któregoś, oglądając w internecie kolejny „nawiedzony” reportaż z pseudointelektualną narracją. I nie były to wcale amatorskie wypociny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-4649277918992681017?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/4649277918992681017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/focic-dziada.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4649277918992681017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4649277918992681017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/focic-dziada.html' title='Focić „dziada”...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TIUdYhvG57I/AAAAAAAAAO0/CeOYzKYC1TY/s72-c/Menel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-7033719462705715149</id><published>2010-09-01T14:47:00.003+02:00</published><updated>2010-09-01T18:37:46.463+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Smak ziarna</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TH4Rus5_VlI/AAAAAAAAAOk/6iGVIrJV-ck/s1600/Holga_Rogalin.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TH4Rus5_VlI/AAAAAAAAAOk/6iGVIrJV-ck/s320/Holga_Rogalin.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511862487974106706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TH0HqjUUaFI/AAAAAAAAAOc/lEoGgWKIBfQ/s1600/Delta_Blog_Falowiec.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TH0HqjUUaFI/AAAAAAAAAOc/lEoGgWKIBfQ/s320/Delta_Blog_Falowiec.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511569946587719762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Każdy ma, to co życie mu da, &lt;br /&gt;tani fart, albo dwa, &lt;br /&gt;jakiś zamek ze szkła &lt;br /&gt;każdy ma, każdy ma, każdy ma...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=U3JBH6VXwQU"&gt;Krystyna Prońko — „Modlitwa o miłość prawdziwą”&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię oglądać zdjęcia. Te lepsze i te gorsze też. Cyfrowe i tzw. analogowe. Różne. Małym, średnim i dużym formatem, dziurką też. Ale za żadne skarby nie mogę zrozumieć tego szału zwanego „Holga”. Nie w tym rzecz, żebym nie wiedział co to &lt;a href="http://www.lomography.com/"&gt;łomografia&lt;/a&gt;; zadałem sobie nawet trochę trudu, żeby poznać jej dekalog, czyli: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zawsze miej aparat ze sobą, rób zdjęcia o każdej porze dnia i nocy, łomografia nie jest dodatkiem do Twojego życia lecz jest jego częścią, „pstrykaj z biodra”, fotografuj przedmioty najbliżej jak możesz, nie myśl, bądź szybki, nie musisz wiedzieć co akurat sfotografowałeś, nie musisz tego wiedzieć też później i... nie przejmuj się zasadami&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i nie rozumiem. Ściślej mówiąc, nie rozumiem szału posiadania wschodnioazjatyckiego, plastikowego badziewa, kosztującego 100-krotność jego rzeczywistej ceny (sądzę, że jeśli koszt produkcji i marketingu przekroczył jednego dolara, to producent byłby nad wyraz rozrzutny), badziewa, które chyba (zgodnie z ideologią) nawet nie gwarantuje, że zadziała zaraz po zakupie czy też, że nie rozpadnie się po wyjęciu z kartonika. Nie rozumiem, dlaczego szaleństwo to wspiera dalekowschodnie rynki, zamiast wspierać rodzimy handel, bo przecież z tzw. drugiej ręki, czyli np. w serwisach aukcyjnych, albo wręcz w piwnicy czy na strychu u dziadka (a nawet w szafie u rodziców) można znaleźć piękne, sprawne, tylko nieco zakurzone sprzęty. Nie zawsze wprawdzie jest to przedwojenna Agfa czy też Rolleicord, ale można znaleźć rodzimego Druha albo Ami i Starta (ten ostatni to już tzw. „wyższa półka”), czy też Flexareta od południowych sąsiadów albo bodaj Lubitela zza wschodniej granicy. Czemu właśnie te aparaty? Bo na każdą kieszeń, a przyjemność nieporównywalnie większa. Wymienione tu, zarówno rodzime, jak i aparaty najbliższych sąsiadów przyjemnie wziąć do ręki. Mają w sobie cząstkę czyjegoś serca, powstawały z myślą o robieniu zdjęć, ktoś włożył w nie wiedzę politechniczną; nie są przypadkową wylewką z plastyku. One po prostu mają duszę. A Holga? Holga stała się synonimem BNM, zarezerwowanego do tej pory dla niektórych posiadaczy sprzętu cyfrowego (BNM = Bezmyślne Napierdalanie Migawką). Tak, wiem, Holgą też można robić fotografie, wystarczy poszukać, żeby daleko nie sięgać, w zdjęciach &lt;a href="http://plfoto.com/3268/autor.html"&gt;Leszka&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Mariusz-Podgorny-Photography/356162560648"&gt;Mariusza&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.aparaty.tradycyjne.net/galeria_zdjec.php?user=irmi"&gt;Irmi&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;No ale cóż, trzeba jeszcze chcieć pomyśleć przez chwilę, a to nie jest (jak się okazuje) takie łatwe. Nawet posiadacze wypasionego cyfrowego sprzętu z wiadomego sklepu, noszący je dumnie na firmowych paskach z czerwonymi lub żółtymi paskami, skłaniają się w stronę BNM, ale potem — jak to ktoś opisał — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czujnie konwertują do BW, walą winietę po byku w dowolnym programie, skadrowawszy uprzednio czujnie – a jakże – do kwadratu, potem nakładają teksturę ze śladami paluchów i brudu z dywanu, dokładają blur, cyfrowe ziarno i...&lt;/span&gt; mają namiastkę Holgi. Tyko kurczę po co? Ano, jak mi się zdaje, fotografia to niełatwa dziedzina, sprzęt za dziesiątki tysięcy złotych nie bardzo chce zastąpić myślenie, więc... pozostaje Holga albo jej namiastka. Bo rzemiosło zostało w lesie, ale za to jest „art”. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Eh, znowu mnie wyniosło na mieliznę, ale skoro tak, to jeszcze przypomnę, że do powstania fotografii na dobrą sprawę wystarczy kawałek filmu i pudełko z dziurką. Pinhole w wykonaniu &lt;a href="http://www.robertpanas.com/"&gt;Roberta&lt;/a&gt; potrafią zachwycić na dłużej niż przypadkowy pstryk z Holgi. Tak samo jak — wydawałoby się — przypadkowe efekty solarigrafii, które można obejrzeć na zaprzyjaźnionym portalu u &lt;a href="http://plfoto.com/41/autor.html"&gt;Snowmana&lt;/a&gt;. Przypadkowe, nie oznacza nieprzemyślane. Tu przypadek jest jak najbardziej zaplanowaną częścią procesu.&lt;br /&gt;No dobra, co to ja chciałem? Aaaa, no... jakoś tak górnolotnie chciałem zakończyć, że tutułowy „smak ziarna”, tego srebrnego, fotograficznego ziarna, poznają tylko ci, którzy choć godzinkę spędzili w ciemni i wiedzą już, że utrwalacz może być kwaśny nie tylko z nazwy. Ale ciemnia nie jest jakimś niezbędnym warunkiem w fotografii, aczkolwiek daje spore podstawy rzemiosła, a bez niego ani rusz. Warunkiem niezbędnym jest...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;WYOBRAŹNIA&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bez niej ani rusz, nie zastąpi jej żadne cyfrowe cudo, ani plastykowy wytwór z odpadów. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wyobraźnia...&lt;/span&gt; czego i sobie, i wszystkim życzę. I nie tylko w fotografii.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-7033719462705715149?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/7033719462705715149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/smak-ziarna.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7033719462705715149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7033719462705715149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/09/smak-ziarna.html' title='Smak ziarna'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/TH4Rus5_VlI/AAAAAAAAAOk/6iGVIrJV-ck/s72-c/Holga_Rogalin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-8104717993601096911</id><published>2010-08-31T10:58:00.008+02:00</published><updated>2010-08-31T11:53:47.191+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Światła rampy, czyli być Miss-trzem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/THzKgnb6njI/AAAAAAAAAOU/TzDAVyD0cIk/s1600/Przechodniem.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/THzKgnb6njI/AAAAAAAAAOU/TzDAVyD0cIk/s320/Przechodniem.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5511502705685339698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Siedzę sobie, przy komputerze. &lt;br /&gt;Cisza. I nagle... &lt;br /&gt;Zza pleców słyszę&lt;br /&gt;„Ej, no...”&lt;br /&gt;Zdrętwiałem, &lt;br /&gt;Bo w domu nikogo nie ma. &lt;br /&gt;Oglądam się nerwowo za siebie, &lt;br /&gt;A z kredensu &lt;br /&gt;(kredens jest po babci, &lt;br /&gt;taki trochę eklektyczny, &lt;br /&gt;przeszklony, z rzeźbionymi drzwiczkami &lt;br /&gt;i kryształowymi szybami) &lt;br /&gt;Znowu słyszę,&lt;br /&gt;„Ej, Ty... długo mam tak stać?”.&lt;br /&gt;Włos na karku mi się zjeżył, &lt;br /&gt;Drżącą ręką otwieram drzwiczki,&lt;br /&gt;Patrzę, a tam...&lt;br /&gt;Zapomniana butelczyna &lt;br /&gt;Trącając kryształową szklankę&lt;br /&gt;Aż się iskry sypią &lt;br /&gt;Mówi do mnie:&lt;br /&gt;„To co? — Zatańczymy?”&lt;br /&gt;Wnerwiłem się. &lt;br /&gt;Sięgnąłem w głąb kredensu&lt;br /&gt;Aby zakończyć tę samowolę, &lt;br /&gt;Ale butelka zaczęła uciekać&lt;br /&gt;W lewo, w prawo, &lt;br /&gt;Jakby bawiła się ze mną w berka.&lt;br /&gt;Nie uciekła daleko, &lt;br /&gt;W rogu kredensu,&lt;br /&gt;Z impetem uderzyła w mój&lt;br /&gt;Ulubiony pamiątkowy kieliszek,&lt;br /&gt;Rozbijając go w drobny mak,&lt;br /&gt;Aż posypały się kolorowe iskry.&lt;/span&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pojaśniało&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy udało mi się wreszcie otworzyć oczy w telewizji zaczynały się wybory Miss Polski 2010. Czyli, jak zwykle, zdrzemnąłem się przed telewizorem, a te wszystko okropności to był spektakl „światło i dźwięk” na rozpoczęcie właściwej imprezy. Przetarłem oczy, bo zapowiadało się smakowite widowisko, no bo — jakby nie patrzeć — Polki są najpiękniejsze na świecie, zasiadłem wygodnie w fotelu i...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Osłabłem. Panny piękne, wyjątkowo, ale... to nie one, tylko czterech niechlujnych dżentelmenów postanowiło przejąć palmę pierwszeństwa i skupić uwagę widza na sobie. Napisałem niechlujnych? Podtrzymuję. Być może (na pewno) nie znam się na modzie, nie jestem „trendi”, ale do pięknych kobiet średnio pasuje mocno podtatusiały, rozfafluniony pod szyją, dżentelmen. Z mojego, nieskomplikowanego punktu widzenia wystarczyłby po prostu garnitur, koszula, krawat, muszka albo jakoś tak. Okazało się jednak, że to wszystko, ten cały image jest przemyślany, ubiór nie miał przyćmiwać erudycji, swady i dowcipu prowadzących. Swady? Dowcipu? Odniosłem nieodparte wrażenie, że dowcip lekko trąci atmosferą dyskoteki w remizie we Włoszczowej. Brakowało tylko (na szczęście), żeby któryś z dżentelmenów o błyszczących oczkach gwizdał za kandydatkami na miss: „Ej, Wy! Chono tutej...”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po co ja to jednak piszę? Co to ma wspólnego z fotografią? Ano ma. Z moich ostatnich obserwacji wynika, że to, co proste, klasyczne i sprawdzone, jest passe. Teraz musi być udziwnione do granic niemożliwości. Prawdziwy „art” fotograficzny robi się za pomocą Holgi, albo innego holgopodobnego urządzenia. Wali się na oślep, krzywo, z plamami itp., a potem patrzy co wyszło i dorabia ideologię. Taki holgowy turpizm. Bez skrępowania. Pozostawiam bez komentarza. Do Holgi jednak wrócę, oj wrócę — wkrótce — w następnym odcinku.&lt;/div&gt;__&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Wprowadzenie (pomysł na nie, i sporą jego część) zawdzięczam &lt;a href="http://www.fotodraft.pl/"&gt;Maciejowi Kaliszanowi&lt;/a&gt;. Dzięki.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-8104717993601096911?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/8104717993601096911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/08/swiata-rampy-czyli-byc-miss-trzem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8104717993601096911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8104717993601096911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/08/swiata-rampy-czyli-byc-miss-trzem.html' title='Światła rampy, czyli być Miss-trzem'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/THzKgnb6njI/AAAAAAAAAOU/TzDAVyD0cIk/s72-c/Przechodniem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-8786100504646774954</id><published>2010-03-15T13:40:00.016+01:00</published><updated>2010-04-09T22:20:23.914+02:00</updated><title type='text'>Kobiety są...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S54sEfbtNDI/AAAAAAAAAN4/Yd9tj8ukU4U/s1600-h/10a_RR100_Olivia.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S54sEfbtNDI/AAAAAAAAAN4/Yd9tj8ukU4U/s320/10a_RR100_Olivia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448841054833685554" /&gt;&lt;/a&gt;Nie oglądam specjalnie telewizji, szczególnie tej tzw. publicznej, ale ostatnio, przy okazji nasiadówy rodzinnej (oderwany od internetu), postanowiłem zrozumieć na czym polega jej (telewizji) „misja”. No i nie zawiodłem się. Obejrzawszy blisko dwugodzinny program uświadamiający, z rzadka tylko przerywany wiadomościami, jestem bliski zrozumienia. Gdyby nie to, że to źródło wiedzy zostało przerwane brutalnie przez amerykański film dla inteligentnych inaczej, przegryzłbym się przez temat dogłębnie. Bo jak się okazało, szczególnie na temat tajemniczego świata kobiet, od mediów publicznych można się wiele nauczyć, np. że...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kobiety są gorące&lt;/span&gt;, bo...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;• przeziębione i wiecznie zakatarzone, ale też &lt;br /&gt;• mają napięcie przedmiesiączkowe, lub&lt;br /&gt;• dokuczają im bóle menstruacyjne, albo&lt;br /&gt;• wzdęcia, i&lt;br /&gt;• zatwardzenie oraz równocześnie (dziwna sprawa, nieprawdaż?)&lt;br /&gt;• biegunkę, a także&lt;br /&gt;• żylaki na przemian z hemoroidami, bo&lt;br /&gt;• są tak puszyste jak „smak natury” więc muszą się odchudzać, kiedy to&lt;br /&gt;• robią dwudaniowy obiad dla czteroosobowej rodziny — z jednego opakowania barszczu i małego słoiczka gotowej papki, a potem kiedy już&lt;br /&gt;• sprzątają brudną do granic niemożliwości kuchnię — tak brudną, że chyba nikt inny poza nimi nie byłby jej w stanie do tego stanu doprowadzić; &lt;br /&gt;• tańczą podczas odkurzania, a kiedy już posprzątają, to wtedy&lt;br /&gt;• opowiadają bajki o wezyrze, który w cudowny sposób doprowadzi usmarowane olejem i diabli wiedzą czym jeszcze białe koszulki ich mężczyzn (męża i syna) do stanu niebiańskiej czystości; koszulki usmarowane w czasie, kiedy one, wraz z córką,  &lt;br /&gt;• puszczają &lt;i&gt;wucekaczki&lt;/i&gt; w brudnej muszli sedesowej (właściwie powinienem ominąć ten fragment, bo mi się niedobrze robi na widok tak zapuszczonej łazienki), a następnie&lt;br /&gt;• pieką ciasto owocowe dla całej rodziny, z jednej małej paczki proszku, ciasto które wespół z córeczką&lt;br /&gt;• zanoszą swoim mężczyznom spędzającym czas przed komputerem, bawiącym się kolejką elektryczną, albo bodaj oglądającym program edukacyjny w TV, program, którego one nie muszą oglądać, bo&lt;br /&gt;• mają tak bogate życie wewnętrzne, że wystarcza im rozmowa sama z sobą, np.: „już w porządku mój żołądku”, a potem z fantazją graniczącą z bezdenną głupotą&lt;br /&gt;• ubierają się w dwa różne buty, w których &lt;br /&gt;• patrzą jak w obraz w faceta, który przedstawia im, ich nową — na wieki —  przyjaciółkę, dosię, a i tak&lt;br /&gt;• ich przyjacielem zostaje ludwik; któremu &lt;br /&gt;• kupują środki na poprawę męskości, a sobie przy okazji&lt;br /&gt;• ordynują sobie środki na porost włosów;  to i potem nie dziw, że &lt;br /&gt;• depilują się tu i ówdzie, a&lt;br /&gt;• brunetki farbują się na blond, żeby podnieść swoją atrakcyjność, na odmianę zaś&lt;br /&gt;• blondynki farbują się na brunetki — bo te są ponoć inteligentniejsze, a rude&lt;br /&gt;• rude... są po prostu wredne, bo nie chcą się z nikim podzielić rozkoszą jaką daje im gorący kubek, i&lt;br /&gt;• idą spać z jakimś geriawitem (dziwne imię nieco, ale wdowy muszą sobie jakoś radzić, bo kobiety w Polsce żyją dłużej od mężczyzn), a rano&lt;br /&gt;• nie robią makijażu, bo&lt;br /&gt;• pędzą na &lt;i&gt;Manifę&lt;/i&gt;, żądając równouprawnienia. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uff, kiedy już dotarły do mnie te oczywiste i najprawdziwsze z prawdziwych, bo podane przez wiarygodny organ — telewizję publiczną — prawdy, zrozumiałem jak mało wiem o życiu. Postanowiłem więc, na wszelki wypadek, za pomocą innego medium zweryfikować tę wiedzę i — za pomocą powszechnie dostępnego narzędzia jakim jest wyszukiwarka internetowa — ustalić, czy wszystko to, czego się dowiedziałem jest prawdą (żeby nie było, że bezmyślnie powtarzam dowcip o tym, jak to kobiety chodzą na obcasach, malują się i perfumują).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i ustaliłem. Znakomita część tych prawd o kobietach pochodzi wprost od nich samych. Ustalenie tego nie było trudne. Duże koncerny, jak również korporacje reklamowe — pierwsze odpowiedzialne za zamówienie, a drugie za realizację materiałów dostarczających „prawdę o kobietach” — realizują politykę zatrudnienia zgodnie z (niezrozumiałym może dla mnie) parytetem. W myśl tego parytetu, na kierowniczych stanowiskach tychże firm zatrudniane są kobiety. Wystarczy parę minut, aby ustalić, kto jest (personalnie) odpowiedzialny za obraz kobiety śpiewającej do miotły, albo przeglądającej się w muszli (bynajmniej nie ślimaka). I nie są to tym razem „parszywi męscy szowiniści”, do których i ja nieśmiało się zaliczam. Nie, tym razem winne są... cyklistki? Chyba, bo żadnemu normalnemu facetowi takie coś nie przyszłoby do głowy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tym razem pozostawię rzecz bez komentarza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Post scriptum&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Kiedy szkicowałem powyższy tekst, życie — z właściwym sobie, szyderczym chichotem — pisało swój. Efektem tego chichotu było kolejne, „genialne” w swej wymowie hasło reklamowe: &lt;a href="http://kraj24.pl/wydarzenia/4684_8222_piersi_moich_pracownic_sam_kontroluje_8221.html"&gt;„Piersi moich pracownic sam kontroluję”&lt;/a&gt;. Jakby to powiedzieć, cel może był i szczytny, ale wyszło jak wyszło. Może dlatego, że autorką hasła też jest kobieta? Chapeau bas...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-8786100504646774954?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/8786100504646774954/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/03/kobiety-sa.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8786100504646774954'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/8786100504646774954'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/03/kobiety-sa.html' title='Kobiety są...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S54sEfbtNDI/AAAAAAAAAN4/Yd9tj8ukU4U/s72-c/10a_RR100_Olivia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-4663597979380648395</id><published>2010-03-09T14:17:00.009+01:00</published><updated>2010-03-09T14:33:26.316+01:00</updated><title type='text'>Emeryci na wakacjach</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S5ZMFziEhFI/AAAAAAAAANw/OuDSn4smq3o/s1600-h/RSp200.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S5ZMFziEhFI/AAAAAAAAANw/OuDSn4smq3o/s320/RSp200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446624461967361106" /&gt;&lt;/a&gt;Nie zajmuję się polityką, wolę posłuchać muzyki albo/i/lub pooglądać zdjęcia czy też je porobić. To o wiele milsze zajęcie, aczkolwiek jakby nieco mniej dochodowe. No ale, przynajmniej sumienie mam czyste, a myśli spokojne...&lt;br /&gt;Niestety, któregoś dnia, w trakcie plamkowania zdjęć (co jest zajęciem może mechanicznym, ale też i wyjątkowo uspokajającym — powiedziałbym nawet, że to swoiste ćwiczenie jogi dla fotografa) przed ich pokazaniem (zdjęć, nie plamek) w internecie, dopadły mnie pogróżki eksmisji do Tunezji. Jakiś głos — i nie był to głos wewnętrzny — mówił: &lt;a href="http://deser.pl/deser/1,83454,7634389,Jaroslaw_Kaczynski_wysyla_miliony_Polakow_na_plaze.html"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Plaże Egiptu, Tunezji są dzisiaj zaludnione przez Niemców, Francuzów, Anglików, po części też Rosjan i Czechów. Polaków tam niezbyt wielu. W 2020 roku muszą być tam miliony Polaków!&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Myśli, leniwie błądzące gdzieś wokół negatywów, wywoływaczy itp., nagle zaczęły gonitwę, a serce leniwie tłoczące krew do tętnic przyspieszyło, jakbym nagle stanął na starcie maratonu. No, bo jakby nie patrzeć, do Tunezji daleka droga, przez lądy niebezpieczne i morze niekoniecznie spokojne...&lt;br /&gt;Kiedy jednak już wydzielanie adrenaliny się ustabilizowało, oddech i tętno wróciły do normy, a do głosu doszedł rozum, zacząłem się zastanawiać — dlaczego?! Dlaczego mam być zesłany do Tunezji? No fakt, zdjęcia jakie robię każdy widzi; niektórym to nawet solą w oku mogą być, ale żeby zaraz do Tunezji? Chociaż i tak dobrze, że nie na Madagaskar, no alem Kaszub jednak, więc widocznie wystąpiły jakieś okoliczności łagodzące...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żarty żartami, ale biorąc pod uwagę, że moje składki zdrowotne idą nie wiadomo gdzie, a sprzęt medyczny dla szpitali kupuje Jerzy Owsiak z jego „Orkiestrą”, dziury w drogach — zamiast być naprawiane z podatku drogowego — będą sprzedawane (to nie żart) jako atrakcja, abonament na telewizję publiczną służy nadawaniu zmasowanego ataku reklam, których twórcy chyba cierpią na coś gorszego niż „li tylko” nieuleczalną głupotę — to los emerytów relegowanych do Tunezji nie jawi się w różowych kolorach. Tym bardziej, że ostatnimi dniami ZUS ogłasza wszem i wobec — żeby nie powiedzieć, że „jojczy” — że za parę lat zabraknie pieniędzy na emerytury. Pomijam już, że nie po to wybieraliśmy rząd i prezydenta, żeby nam teraz stękali. Niech myślą skąd te pieniądze wytrzasnąć — może na początek wystarczy ograniczyć wydatki na milionowe premie w ZUSie, bo na razie to odnoszę wrażenie — trawestując nieco złotą myśl &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ferdynand_Kiepski"&gt;Ferdka Kiepskiego&lt;/a&gt;, że „rządzić to każden by chciał, tylko robić nie ma komu”. No, bo niby jak ci emeryci mają się znaleźć w Tunezji, i za co? Na piechotę? No chyba, że spłyną na tamtejsze plaże „luźnym dorszem” (vide zdjęcie), na koniec świata, który, jak to wynika z kalendarza Majów, ponoć ma nastąpić w 2012 r.? Swoją drogą, nie mogę wyjść z podziwu, jakimż to mądrym narodem byli ci Majowie. Ponad dwa tysiące lat temu potrafili przewidzieć, że Polska zostanie organizatorem mistrzostw Europy w piłce nożnej. Bo to będzie koniec świata (zob. &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/07/bedzie-euro-2012.html"&gt;Będzie Euro 2012&lt;/a&gt;) i wtedy chyba faktycznie wszędzie będzie lepiej. Może niekoniecznie w Tunezji, bo tam już będzie tłok na plaży (teraz domyśliłem się o co chodzi — toż wiadomo, bociany do Egiptu, a kaczki do Tunezji). Może jednak nie? Może będzie lepiej?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miałem napisać coś optymistycznego, np. że „jutro będzie lepiej” albo „ranek jest mądrzejszy od wieczora”, ale nic z tego. Nie napiszę, bo jak sięgam pamięcią wstecz, a potem — dla odmiany — próbuję dojrzeć tę naszą „świetlaną przyszłość”, to moja wyobraźnia zdecydowanie odmawia współpracy. I tyle marudzenia...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-4663597979380648395?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/4663597979380648395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/03/emeryci-na-wakacjach.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4663597979380648395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4663597979380648395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/03/emeryci-na-wakacjach.html' title='Emeryci na wakacjach'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S5ZMFziEhFI/AAAAAAAAANw/OuDSn4smq3o/s72-c/RSp200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-1217233650491068213</id><published>2010-01-29T21:56:00.018+01:00</published><updated>2010-01-29T23:00:21.968+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Listonosz wcale nie puka dwa razy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NSe1Z_0EI/AAAAAAAAANo/k-4Xm1PP1uU/s1600-h/01_RR100_A_Miszker.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NSe1Z_0EI/AAAAAAAAANo/k-4Xm1PP1uU/s320/01_RR100_A_Miszker.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432276265224622146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NQN2gOtDI/AAAAAAAAANQ/4huwZLrN5vI/s1600-h/08_RR100_M_Blacha.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NQN2gOtDI/AAAAAAAAANQ/4huwZLrN5vI/s320/08_RR100_M_Blacha.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432273774438167602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NQ3rEFP9I/AAAAAAAAANY/TjpJqnFAr-k/s1600-h/05_RR400_Agata.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NQ3rEFP9I/AAAAAAAAANY/TjpJqnFAr-k/s320/05_RR400_Agata.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5432274492921823186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kot się pod murem przeciąga leniwo,&lt;br /&gt;Na rogu człowiek rozmawia z człowiekiem...&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Leopold Staff — „Pierwsza przechadzka”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Miłe złego początki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Bawiliśmy się (na ogół) świetnie. Zasady były proste: ładne miało być ładne, a brzydkie było brzydkie. Kolorowe było dla amatorów, zaś czarno-białe dla artystów. Horyzonty miały obowiązek być poziome i proste, architektura pionowa, a trójpodział i mocne punkty każdy miał wyrysowany flamastrem na monitorze — ot tak, na wszelki wypadek, gdyby przyszło do bardziej rzeczowych dyskusji. Każdy miał swoje — jak to w życiu bywa — mniejsze lub większe TWA, kiedy jedni z niego odchodzili, to przychodzili nowi. I bawiliśmy się dalej. &lt;br /&gt;Oczywiście byli i tacy, którzy nie chcieli nigdzie należeć. Pokazywali swoje zdjęcia „z pewną dozą nieśmiałości” zadowalając się — w zależności od wewnętrznych potrzeb — krytyką lub pochwałą, albo tylko wymianą poglądów z tymi, którzy mieli podobne zainteresowania. I też było dobrze. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o gwiazdach, rozświetlających firmament pełnią blasku albo po ludzku mówiąc — pokazujących zdjęcia powodujące długotrwały opad szczęki. No ale, gwiazdy jak to gwiazdy, kapryśne są, czasem błyszczą, a czasem rzucają wszystko w kąt i zaczynają wszystko od początku, szukając, w tylko im znany sposób, natchnienia. Nie sposób było nie zauważyć kolejnego rozbłysku ich talentu, ale też — trzeba przyznać — obywaliśmy się i bez nich. Nad całością tego przedsięwzięcia ponoć ktoś czuwał, nienachalnie to prawda, ale jednak zbyt popędliwi mogli czasem zauważyć, że oko „Wielkiego Brata” to wcale nie jest legenda. I też było dobrze. Do czasu, bo któregoś dnia nastąpił...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Zgrzyt&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Któregoś dnia, w całą tę sielankę wdarł się nieprzyjemny zgrzyt. Nagle „ktoś” ... dopadł klawiatury i wykrzyczał wielkimi literami: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;GNIOT!!! Do kosza z tym...!!!&lt;/span&gt; Oniemieliśmy, bo gdyby to był któryś z członków Anty-TWA to sprawa byłaby jasna. No bo trzeba wspomnieć, że oprócz TWA były i Anty-TWA i bawiły się one równie dobrze. Wprawdzie ta druga grupa cieszyła się, jakby to powiedzieć, „nieco” mniejszą sympatią, ale... wszyscy mieliśmy świadomość, że życie nie jest usłane różami. No ale... żeby ktoś, powiedzmy, całkiem „normalny” tak się zachowywał? No cóż, pomyślałem sobie, może po prostu zmienił orientację i przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Aż któregoś dnia zasiadłem do oglądania zdjęć i nagle... poczułem, że wstępuje we mnie diabeł, a palce same zaczęły wpisywać pierwsze litery do wykrzyczenia protestu w internecie, kiedy niespodziewanie przyszło olśnienie. To nie pogoda była winna, czy też jej brak. To nie praca, ani korki w mieście. Wcale też nie były winne opady śniegu, tak więc... czyżby???&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Znowu cykliści...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No tak, bo niech ktoś mi wytłumaczy, kto wpadł na ten pomysł. Kto wymyślił, żeby bez mojej wiedzy i zgody wymienić stare, nieco obdrapane, ale niesłychanie użyteczne skrzynki pocztowe na jakieś, pożal się panie, „euroskrzynki”. Takie, w których szczelina na korespondencję jest na tyle mała, że przyzwoity list już się nie mieści, za to reklamowy chłam wchodzi bez żadnych ograniczeń. No prawie bez ograniczeń, bo nie da się wepchnąć więcej niż pojemność skrzynki, ale próbować zawsze można, a jak się nie mieści to bodaj wepchnąć rożek, żeby kolejna reklama nowej religii (zwanej przez znawców rzeczy promocją) zwisała luźnym dorszem, nie pozwalając przejść spokojnie. No kto? Rozumiem, że ktoś „musiał” zarobić, takie jest życie. Ale czemu moim kosztem? Czy nie można zarobić normalnie: wymyślić, sprzedać, zarobić? Okazało się, że to tylko moja projekcja marzeń.&lt;br /&gt;Cykliści natarli ze zdwojoną siłą. Raz, bo zarobili, a dwa — bo teraz po wszystkie przesyłki niezUNIfikowane do rozmiarów szczeliny w skrzynce muszę zachrzaniać na pocztę. Na piechtę oczywiście, bo poczta mieści się w takiej odległości, że samochodem się nie opłaca (zresztą i tak nie ma gdzie zaparkować), a na dodatek biegiem, bo ten zabytek usługowy w mojej dzielnicy jest czynny do godziny 18.00 i jednak na tyle daleko, że spacerkiem nie zdążę. Tak więc, czy to książka, czy koperta z filtrami (albo kilogramem ziarna) albo przesyłka z filmami, wywoływaczem czy jakąś inną fotograficzną delicją, biegnę na pocztę z awizem w zębach pozostawionym litościwie  w skrzynce przez listonosza (a odnalezionym cudem wśród pogniecionego chłamu), w nadziei na miłe chwile spędzone przy kontemplowaniu przesyłki. Biegnę, tylko po co? No właśnie, nad tym się trzeba by zastanowić. Przecież ta zabytkowa instytucja działa wg schematu rodem z filmów Stanisława Barei. Panienka w okienku (za młoda na Bareję) patrzy na mnie z wyrzutem w oczach, że zakłócam jej przedweekendowy święty spokój, leniwie spogląda na awizo i... oświadcza głosem nieznoszącym sprzeciwu: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A, to dzisiejsze, to jeszcze nie ma, będzie jutro&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jutro?&lt;/span&gt; — pytam — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jutro jest sobota, w sobotę jest przecież nieczynne?&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;No to w poniedziałek&lt;/span&gt; — odpiera z niezmąconym spokojem pani z okienka. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;To gdzie jest moja przesyłka&lt;/span&gt; — nie daję za wygraną — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Co się z nią dzieje, skoro jej nie ma, a będzie w poniedziałek? To co? Listonosz będzie spał z nią w domu przez cały weekend?&lt;/span&gt; — zaczynam być złośliwy, bo perspektywa weekendu bez oczekiwanej przez kilka dni „zabawki” i ponownego biegu na pocztę w poniedziałek trochę mnie wyprowadza z równowagi. Nie odchodzę od okienka i tym zmuszam obsługę do reakcji: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Panie, no pewnie gdzieś leży, ale to tyle roboty, nie mogę tak Panu dać, trzeba wpisać w komputer, a widzi Pan, że ludzie czekają&lt;/span&gt; — warczy (przypominając mi żywcem sceny z „&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C5%9B_%28film%29"&gt;Misia&lt;/a&gt;”), końcówkę zdania wypowiadając głośno i wyraźnie, żeby oczekujący za mną w kolejce wywarli na mnie presję. No i udaje się, kolejka zaczyna pomrukiwać dezaprobatę, normalnie jak za tzw. komuny. Nie daję się jednak: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Proszę Pani&lt;/span&gt; — oświadczam — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;to jest priorytet, i za to zostało zapłacone; w poniedziałek to już nie będzie priorytet. Chce mi Pani za to zwrócić pieniądze?&lt;/span&gt; Ostatni argument chyba przeważa bo obsługa leniwie podnosi się z krzesła i... znalezienie mojej przesyłki zajmuje jej nie więcej niż 30 sekund i kolejne 30 sekund wydanie mi jej. A cała dyskusja trwała nie krócej niż 5 minut. Wystarczyłaby odrobina chęci, no może odrobina życzliwości i życie byłoby łatwiejsze, ale jednak chyba dużo wody jeszcze musi w Wiśle upłynąć*. Oczywiście, nie rzecz w poczcie jako takiej (ona jest tylko przykładem), rzecz w chyba w przewartościowaniu naszego myślenia, ale może kiedyś wreszcie codzienność zacznie zmierzać ku dobremu? Może wreszcie motto tego posta zacznie być być tylko wierszem, a przestanie być marzeniem?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Epilog&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziwna rzecz, ale epilog będzie optymistyczny, tak optymistyczny, że aż mi się nie chce wierzyć, że to piszę, ale chyba się rozkleiłem nieco pod wpływem czyjegoś dobrego serca. Otóż okazało się, że zwykła (a właściwie, jak się patrzy na moje wcześniejsze przemyślenia, to niezwykła) ludzka życzliwość przetrwała i jest w stanie przyćmić wszelkie nieprzyjemne doświadczenia. Proszę sobie wyobrazić, że komuś (kto nie zna mnie osobiście), w odległym mieście, chciało się... zapakować, pójść na pocztę, poświęcić własny czas i pieniądze (pozornie niby niewielkie, ale co dla kogo jest niewiele, tego nigdy nie jesteśmy w stanie ocenić), żeby wysłać mi coś, czego szukałem. Moja wiara w ludzką życzliwość znowu stanęła na twardym gruncie. Michale, dziękuję Ci gorąco i tak serdecznie, jak tylko potrafię.&lt;br /&gt;D Z I Ę K U J Ę !&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Przykład z pocztą, aczkolwiek z tzw. życia wzięty, jest tylko przykładem. I niech takim pozostanie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-1217233650491068213?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/1217233650491068213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/01/listonosz-wcale-nie-puka-dwa-razy.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/1217233650491068213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/1217233650491068213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/01/listonosz-wcale-nie-puka-dwa-razy.html' title='Listonosz wcale nie puka dwa razy'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S2NSe1Z_0EI/AAAAAAAAANo/k-4Xm1PP1uU/s72-c/01_RR100_A_Miszker.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-6781553464052556939</id><published>2010-01-10T00:12:00.027+01:00</published><updated>2010-01-10T16:41:08.630+01:00</updated><title type='text'>Rzeźnia polska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0kTnSmvc0I/AAAAAAAAANI/ckKrYA7vxBk/s1600-h/29_KodakProfoto100_Gdansk.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0kTnSmvc0I/AAAAAAAAANI/ckKrYA7vxBk/s320/29_KodakProfoto100_Gdansk.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5424888791874630466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0kPKyZZtkI/AAAAAAAAAMw/qvXJZcV5vg0/s1600-h/Rzeznia02.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0kPKyZZtkI/AAAAAAAAAMw/qvXJZcV5vg0/s320/Rzeznia02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5424883904145897026" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;I śmiech niekiedy może być nauką, &lt;br /&gt;jeśli się z przywar nie z ludzi natrząsa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ignacy Krasicki&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Masz wrogów, jesteś sławny. Tak właśnie Dżunior skomentował kolejny odcinek „Łowców Gniotorobów”. Krótko i treściwie. Wrogów? Sławny? Sławny to jest ... (tu wpisać właściwe nazwisko, wybór pozostawiam Czytelnikom), ale ja? Ale może — co jeszcze gorsze — stałem się (tfu) celebrytą? Mówią o mnie, nieważne — źle czy dobrze — ale mówią... &lt;br /&gt;Jakby nie patrzeć, fajnie poczytać o samym sobie, nieźle jest spojrzeć na siebie samego w krzywym zwierciadle. Szkoda tylko, że czasem piszący ocenia sytuację bez ładu i składu, trochę jakby wiedział, że dzwonią, ale nie do końca wiedział gdzie. Szczególnie, jeśli chodzi o takie hobby jak fotografia. &lt;br /&gt;Co tu zresztą dywagować, przytoczę fragment to będzie łatwiej. Tak więc — Łowcy Gniotorobów. „Odcinek 17. Choinki pejzażystów i inne wydarzenia”: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przez uchylone drzwi do pokoju widać było tylko ekran monitora i obramowane poświatą ekranu szerokie plecy. Mijała ósma godzina od kiedy Walczer nie odrywał się od kompa. Na dodatek nic nie pisał i nie przeglądał swoich ulubionych portali. Nie wychodził też po kawę, ani herbatę, propozycję zrobienia mu kanapek zbył krótkim — Nie teraz! Sądząc z odgłosów, raczej nieustannie guglał. — Czego on tam szuka? — pytała Dżuniora zaniepokojona z lekka Walczerowa. — Nie mam zielonego pojęcia — wzruszył ramionami Dżunior. Zbliżała się już północ, kiedy usłyszeli radosny okrzyk. — Mam, mam, znalazłem wreszcie na ebaju — Walczer dawał upust bezmiernej radości. — Chodźcie, chodźcie prędko, sami zobaczycie — zapraszał serdecznie. Na ekranie widać było okazałe cukierki choinkowe w kolorowych foliach. — Trochę trwało, ale mam je wreszcie — Walczer cieszył się jak dziecko. — Mają nie tylko piękne odcienie, ale na dodatek folia ma dokładnie wymiar moich cookinów. Nie trzeba będzie nic przycinać! — Znaczy i w tym roku na choince będą gołe cukierki bez papierków? — Dżunior nie był w stanie ukryć rozczarowania. — Kolorowe będą bombki, łańcuchy, światełka. Cukierki nie muszą — wyjaśnił Walczer. — Tradycji musi stać się zadość. Zobacz lepiej odcienie tej folii, poczytaj parametry przezroczystości i załamania światła. Nie do pobicia! Jestem pewien, że rok 2010 będzie w mojej karierze pejzażysty przełomowy. Pl-Gnioto nigdy wcześniej nie widziało takich barw i motywów. — Walczer aż klasnął w dłonie na samą myśl o przyszłych arcydziełach&lt;/span&gt;.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No tak, tego to się nie spodziewałem. Dokładniej rzecz ujmując, nie spodziewałem się, że ktoś aż tak dokładnie śledzi moje poczynania również na innym, niż ten wymieniony wyżej „zaprzyjaźniony”, &lt;a href="http://www.aparaty.tradycyjne.net/"&gt;sympatycznym portalu&lt;/a&gt;. Na takim portalu, z którego frustraci — próbujący zastąpić indolencję fotograficzną osobistymi wycieczkami i agresją wręcz — są relegowani bez możliwości powrotu. I to wcale nie za sprawą moderatora czy administratora. Sama społeczność portalu reaguje wystarczająco skutecznie, aby delikwenta zniechęcić. Nie w tym rzecz jednak. Clou, że tak powiem, tego portalu są dla mnie rzeczowe rozmowy o zdjęciach i forum tematyczne, z którego można dowiedzieć się praktycznie wszystkiego o wszystkim (i to nie tylko o fotografii tzw. analogowej). Fajne te fachowe rozmówki, tym bardziej, że nikt nikogo nie gnębi za niewiedzę, a wiedza z kolei podawana jest często w łatwostrawny, zabarwiony humorem, sposób. Warto poczytać. Warto, ale ze zrozumieniem, bo jeśli się czyta po łebkach to potem takie koszmarki wychodzą jak pomieszanie filtrów Cokin z foliami astronomicznymi do obserwacji słońca. Nie mogę wszakże narzekać, bo i tak „Walczer” został potraktowany łagodnie (chociaż przysłowie ludowe mówi, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca) w porównaniu z innymi. Za to jak czytam (o znajomych mniej lub bardziej, a nawet o nieznajomych) to czasem mi się przykro robi. Takie to... siermiężne jakieś, bez finezji, trochę jak wyrąbane tępą siekierą, nawet z grubsza nieociosane — jakby na siłę ktoś komuś chciał, za przeproszeniem, dokopać. No chyba, że o to chodzi? Bo jakże inaczej traktować to, że nawet życzliwe porady moich Kolegów są niemiłosiernie w tymże blogu wyśmiewane? Wyśmiewane to zresztą dość delikatne określenie. Tak samo przykro się robi, kiedy publicznie ośmieszana jest czyjaś uroda, a czasem nawet niesmacznie, kiedy czyta się przytyki dotyczące sfery zazwyczaj określanej jak prywatną, czy też bardzo osobistą. Normalnie „Rzeźnia polska” (polska, bo jak zauważył jeden z moich Kolegów, cytuję: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;faktycznie nigdzie indziej nie spotyka się takiego sposobu polemiki z użytkownikami jakiegoś portalu przez anonimowe tarcze i płytkie teksty o czyichś cyckach, jajnikach, ssaniu itp.&lt;/span&gt; Nic dodać, nic ująć...&lt;br /&gt;Odnoszę wrażenie, że teksty te pisane są przez osobę/y mające dość mętne pojęcie o fotografii, a portal i jego  społeczność traktują jako pożywkę dla swoich natręctw na dodatek niemających nic wspólnego z fotografią jako taką. Wszak takich nie brakuje; nie podoba im się ani &lt;a href="http://plfoto.com/top.html"&gt;TOP&lt;/a&gt; ani &lt;a href="http://plfoto.com/zdjecia_dnia.html"&gt;Zdjęcie Dnia&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://plfoto.com/dno.html"&gt;DNO&lt;/a&gt; wg nich jest niewarte zachodu, a &lt;a href="http://plfoto.com/polecani_autorzy.html"&gt;Polecany Autor&lt;/a&gt; nigdy nie jest dość dobry. Taki standard zachowań pewnych osobowości, no ale... statystycznie rzecz biorąc, w stutysięcznej społeczności musi się znaleźć jakiś niedoceniony sfrustrowany, i to pewnie niejeden. Ale żeby aż tak?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak sobie czasem myślę, czy autor/rzy wspomnianego bloga nie mogliby się mniej przyłożyć (w myśl sentencji I. Krasickiego) do osób, a bardziej do przywar? Byłoby ciekawiej, zdrowiej i może... może autor/rzy by się wtedy zdecydowali ujawnić? Tym bardziej, że nieco się chyba zapętlił w ukrywaniu/przekręcaniu nicków osób do których czuje jakąś ansę. Niektóre z nich (nicków) nawet dla mnie, stałego bywalca plfoto.com, są do tego stopnia przeinaczone, że przestały być rozpoznawalne. Czyżby Autor próbował ukryć niechęć do własnego towarzystwa bojąc się ostracyzmu? Dziwne to. A swoją drogą, taka wojna podjazdowa to jak szczekanie ratlerka — śmieszy, ale nie na dłuższą metę. I tyle marudzenia, śnieg pada, trza się zbierać i od rana jakieś zdjęcia porobić...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Cytowany tekst pochodzi [z:] http://lowcygniotorobow.blog.onet.pl, autor: „fotka” (anonimowy).&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-6781553464052556939?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/6781553464052556939/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/01/rzeznia-polska.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6781553464052556939'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6781553464052556939'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/01/rzeznia-polska.html' title='Rzeźnia polska'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0kTnSmvc0I/AAAAAAAAANI/ckKrYA7vxBk/s72-c/29_KodakProfoto100_Gdansk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-7174686168463860974</id><published>2010-01-05T11:50:00.015+01:00</published><updated>2010-01-07T19:38:53.593+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Diabli a cykliści</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0Mem5Wa7gI/AAAAAAAAAMg/rx3S8rAw1g8/s1600-h/09_RS200_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0Mem5Wa7gI/AAAAAAAAAMg/rx3S8rAw1g8/s320/09_RS200_Orlowo.jpg" border="0"alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423212029862931970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0MeY2RxOsI/AAAAAAAAAMY/9yRl6O3v_eI/s1600-h/08_RS200_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0MeY2RxOsI/AAAAAAAAAMY/9yRl6O3v_eI/s320/08_RS200_Orlowo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423211788519946946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0MeNiHP2II/AAAAAAAAAMQ/YcrmRgC5PPk/s1600-h/05_RS200_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0MeNiHP2II/AAAAAAAAAMQ/YcrmRgC5PPk/s320/05_RS200_Orlowo.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423211594128545922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Diabli...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W nieco senne (jak to zazwyczaj bywa) posylwestrowe, ale już noworoczne popołudnie obejrzałem sobie (kątem oka i nie z własnej winy, ale jednak) powtórkę przygotowanego specjalnie na wigilijny wieczór programu Zenona Laskowika z udziałem Waldemara Malickiego, których wsparli: dyrygent Bernard Chmielarz z orkiestrą oraz wyśmienici śpiewacy. Wyśmienici. Słowo honoru. Jak posłuchałem „Time to say goodbye” w wykonaniu Renaty Drozd (sopran) to doszedłem do wniosku, że nie mamy się (my, Polacy) czego wstydzić. Sarah Brightman, która na co dzień wykonuje ten utwór mogłaby naszej sopranistce ewentualnie nuty przewracać. I to ostrożnie, żeby przeciągu zbytniego nie robić, bo struny głosowe wydające takie dźwięki to pewnie łatwo przeziębić. A byłoby szkoda, bo na moje niewprawne ucho (trochę przydepnięte przez słonia, to fakt) Ewa Małas-Godlewska ma godną następczynię. Tak więc wysłuchałem koncertu z przyjemnością. No prawie... bo czy może mi ktoś wyjaśnić, skąd w wigilijnym programie znalazła się nagle &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=deyc4uLg8ew"&gt;„Kołysanka dla diabła”&lt;/a&gt;?! — skądinąd piękny utwór Krzysztofa Komedy, ale na pewno nie napisany do filmu o narodzinach Chrystusa. Na sto procent nie. Czy ktoś mi wyjaśni, kto sobie z nas, katolików, chrześcijan — zakpił? Diabli zakręcili ogonem, czy też cykliści maczali w tym swoje lepkie palce? No bo jak diabli, to pomodlić się zostało i egzorcyzmy odprawić — to już nie moja działka, ale jeśli cykliści... czas najwyższy zacząć coś z tym robić. Bo cykliści podnoszą głowy coraz wyżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Cykliści...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W fotografii też maczają palce. To oni — cykliści — napędzają karuzelę megapikseli, zoomów, cropów, szumów i im podobnych „wodotrysków”. Mamiąc kolejnych adeptów fotograficznego hobby doskonałością nowinek technicznych ogłupiają ich równocześnie. Przestaje mieć znaczenie „co”, ważne staje się „jak i czym”. Opakowanie staje się ważniejsze od zawartości. Nieważne co, ważne, żeby było ładne. Cokolwiek by to „ładne” znaczyło. Obraz, jaki by nie był, oceniany jest poprzez pryzmat „ładności”. Kiedy pokazuję zdjęcia zrobione na Fomie 400 „pchniętej” na 1600 na ogół pada stwierdzenie/pytanie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A czemu tak szumi?&lt;/span&gt; Odpowiadam więc zgodnie z prawdą: T&lt;span style="font-style:italic;"&gt;o nie szum, to ziarno. Film był forsowany, takie było zamierzenie.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hmmm&lt;/span&gt; — myśli rozmówca — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;to może... trzeba było wziąć statyw?&lt;/span&gt; Odpowiadam również zgodnie z prawdą: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ależ miałem statyw, to zdjęcie ze statywu, gałęzie drzew/trawy są poruszone od wiatru, tylko kamienie nie.&lt;/span&gt; Nie dociera jednak, marketingowa papka wpojona przez cyklistów już zajęła miejsce samodzielnego myślenia: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A jakbyś miał tego „marksiedemłamaneprzeztrzy” to by było lepsze, no i jeszcze jakby hadeera zrobić to mucha nie siada&lt;/span&gt; — konkluduje. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lepsze czy ładniejsze?&lt;/span&gt; — pytam. No i oglądam potem te lepsze (znaczy się ładniejsze) zdjęcia. Bez wyrazu, odszumione do granic niemożliwości, z podciągniętymi kolorami, kontrastem itp. Skadrowane bez ładu i składu, ale za to z GO na grubość włosa, bo omamiony obywatel przy okazji „zanabył” jakiś obiektyw ze światłem 1,4 albo i 1,2 więc wykorzystuje co bozia dała. Nieważne, że nie widać nic poza elementem, w który wstrzelił się autofocus, ważne że jest ostro i bez szumów. Czyli „ładnie”. No i jest: bez wyrazu, bez osobistego piętna autora, jednym słowem odmóżdżone — tak jak to sobie poniektórzy wymarzyli. Bo odmóżdżonym społeczeństwem łatwiej się rządzi, a artystów to oni — cykliści — mają własnych. I nie potrzeba im innych. Tamci mogą fotografować czym i na czymkolwiek, na kliszach lub cyfrą, albo komórkami czy też pinholem — nieważne. Ważne, że są sami swoi. A my? My daliśmy się wmanewrować... jak małe dzieci...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby nie było... też dałem się wpuścić. Kupiłem niskoczułych drobnoziarnistych filmów, zeissowskie szkło i odpowiednie do tego wywoływacze; pięknie było, gładko jak pupa niemowlęcia a zarazem ostro jak żyletka, ale to jednak nie o to chodzi. Odtrutką tym razem okazał się w TLR. Tyle, że nieco wiekowy jest, fakt; wprawdzie trochę młodszy ode mnie, ale też czasami niedomaga — a to ostrość zgubi, a to migawka się zatnie lub bodaj zwolni na mrozie. Normalnie jak człowiek w pewnym wieku. No ale, pośpiech jest wskazany tylko w konkretnych przypadkach, a w zdjęciach liczy się zabawa, przyjemność, poszukiwanie. Szukam więc nadal i... to sobie cenię najbardziej. I niech tak zostanie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-7174686168463860974?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/7174686168463860974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/01/diabli-cyklisci.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7174686168463860974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7174686168463860974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2010/01/diabli-cyklisci.html' title='Diabli a cykliści'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/S0Mem5Wa7gI/AAAAAAAAAMg/rx3S8rAw1g8/s72-c/09_RS200_Orlowo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-882557304610938271</id><published>2009-12-09T14:07:00.017+01:00</published><updated>2009-12-09T21:34:38.341+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Włazidupy, czyli świat wg oćca Ryżyka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sx-ljCS6NDI/AAAAAAAAALk/nBtdTa-WMEM/s1600-h/Blog_pijany.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sx-ljCS6NDI/AAAAAAAAALk/nBtdTa-WMEM/s320/Blog_pijany.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5413227298452812850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wypić każdy może&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jakiś głos wewnętrzny mówi mi, że jestem nienormalny. Nienormalny, bo nie akceptuję powszechnie przyjętych norm społecznych. Zagotowało się we mnie, kiedy lubiany skądinąd przez mnie aktor, Piotr F., w jednym z programów TiVi cieszących się sporą popularnością, jako anegdotkę z życia (taką śmieszną, haha) opowiedział, jak to czas jakiś temu za jazdę po pijaku (wersja oficjalna — po kieliszeczku) odwieziono go do izby wytrzeźwień, a następnie pozbawiono prawa jazdy. Tak to pięknie opowiedział, że chyba wszyscy mu współczuli, iż biedak „musiał” jeździć bez prawa jazdy — prawie jak &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Konsul_%28film%29"&gt;Jacek Ben Silberstein&lt;/a&gt;, którego rolę tak świetnie zagrał. Taaa, norma społeczna mówi, że człowiek nie wielbłąd — pić musi, bo jak wypije to jest swój chłop, nawet za kierownicą. Szkoda tylko, że ta sama norma społeczna szybko zapomina o ofiarach. Parę dni temu w Gdańsku zapadł wyrok za zabicie po pijanemu dwóch nastolatek. Sprawca dostał 12 lat do odsiadki. Dwanaście, czyli po sześć lat za zabójstwo. „Tanio” mu to wyszło pomimo tego, że sędzia nie znalazła żadnych okoliczności łagodzących. Ale to pewnie jednostkowy wypadek, bo przecież... skoro ociec wszystkich oćców, ociec ryżyk wszystkich Polaków, niemalże &lt;a href="http://www.efakt.pl/O-Rydzyk-Ksiadz-wypil-i-jechal-No-i-co-,artykuly,59028,1.html"&gt;własną piersią broni jeżdżących po pijaku&lt;/a&gt; to się to musi zmienić. Możni tego świata powinni przecież stać ponad prawem. Włazidupy pomogą im to wprowadzić w czyn...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Włazidupy mogą wszystko&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakby nie patrzeć, niedaleko, całkiem blisko, jest sobie firma — właściciel, szumnie nazywany prezesem, jeździ „wypasionym” czarnym samochodem. Jakim? To w sumie nieważne, ale nie jest to Maybach, tak wysoko jeszcze nie sięgnął i to chyba nie z szacunku dla jedynego słusznego posiadacza Maybacha, ale raczej z tego powodu, że kutwa jest straszna i żal mu było pieniędzy na droższy samochód. I tak płakał pewnie strasznie kupując za kilkaset tysięcy czarne Porsche Cayenne. Fama głosi, że chciał bodaj na paliwie przyoszczędzić zakładając instalację gazową, ale został wyśmiany przez dealera i odjechał niepocieszony biorąc jednak model z najsłabszym silnikiem. Jednak szybko został utulony w żalu przez włazidupy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ach, jaki piękny samochód! Jak to miło, że nasz Prezes jeździ takim autem! Od razu widać, że pracujemy w porządnej firmie!&lt;/span&gt; — piały na potęgę jedna przez drugą, utwierdzając go w przekonaniu, że dobrze postąpił przeznaczając pieniądze na podwyżki na zakup samochodu. Kamień spadł z serca prezesowi i resztę firmowych pieniędzy postanowił przeznaczyć na jakieś skromne wakacje dla siebie i rodziny. Skromne, ale na miarę możliwości, nie jakieś tam „wczasy pod gruszą” za 150 zł minus podatek. Skromnie, oznaczało zapakowanie do bagażnika maksymalnej ilości puszek z mielonką i chińskich zupek (bo wiadomo, za granicą „drożyzna straszna”, więc trzeba oszczędzać) na krótki, tygodniowy wyjazd do Austrii na narty. Ewentualnie nie do Austrii, a może w jakieś cieplejsze miejsca, do Dubaju, Kenii, albo w najgorszym wypadku do USA. Zdjęcia z Colorado czy innych ciepłych okolic powinny zaspokoić najbardziej wysublimowane potrzeby wazeliniarzy. Koślawe, kiepsko naświetlone kadry ze skądinąd świetnego aparatu, kadry na których niewiele widać (bo trzepane jotpegi są jak najniższej jakości, żeby zaoszczędzić miejsca na karcie — wiadomo większa karta kosztuje, a przecież przeciętny oglądacz i tak zachwyci się najbardziej paskiem do aparatu renomowanej firmy nie zaglądając do wnętrza aparatu) i tak wzbudzą powszechny zachwyt, bo jakże by inaczej. A jeśli na dodatek, na którymś z nich pojawi się tors prezesa moczącego kończyny w ciepłej wodzie mórz tropikalnych — orgazm werbalny włazidupów sięgnie szczytu. No więc, skoro wszystko i wszystkim się podoba, to po co przepłacać? Za zaoszczędzone na kupnie karty pamięci pieniądze zrobi się tzw. wigilię dla pracowników. Niech poznają wielkie serce prezesa, przecież, jakby nie patrzeć, „firma to on”, a włazidupy są jak jego własne dzieci...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Wigilia” dla maluczkich&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Oszczędność” to drugie imię prezesa. Ma tych imion, podobnych do siebie, chyba kilkanaście. Wszystkie one, nieprzypadkowo, charakteryzują pewne credo życiowe: „zarobić jak najwięcej, a najlepiej kosztem innych”. Tak więc, tzw. wigilia zostanie urządzona oszczędnie, żeby nie powiedzieć, bardzo oszczędnie. Molierowski „Skąpiec” mógłby się sporo nauczyć od prezesa w tych sprawach, tak więc... po pierwsze — imprezę psuedowigilijną zrobi się po godzinach (no bo to oczywiste, że każda godzina pracy jest szczególnym dobrem prezesa); po drugie — na imprezę zostanie wyszukane takie miejsce, zapomniane przez bogów i ludzi, że jeszcze właściciele dopłacą za to, że ktokolwiek tam zajrzał; po trzecie, związane z drugim — tylko najbardziej zdesperowani (zmotoryzowani) dotrą, co pozwoli zaoszczędzić na opłatku. W sumie to nawet niegłupie, bo gamonie, co nie potrafią zarobić na samochód, poprawią tężyznę fizyczną biegnąc przez las (biegnąc, bo trójmiejskie lasy lubiane są przez dziki, a spotkanie z nimi po ciemku nie należy do najprzyjemniejszych doznań). Wiadomo zaś nie od dziś, że wysportowany pracownik jest bardziej wydajny w pracy. Po co zatem inne rodzaje motywacji?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wigilia. Na to słowo zapalają się świeczki w oczach włazidupów. No może świeczki to za słabe słowo, pochodnie byłoby lepiej, ale chyba jednak są to krzewy gorejące pełnią światła jak gwiazda betlejemska: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wigilia! Trzeba zrobić składkę na prezent dla prezesa! Albo nie — kupimy, a potem się reszta dołoży.&lt;/span&gt; Co trzeźwiejsi na umyśle próbują zapytać: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jaki prezent? Za co?&lt;/span&gt; — ale ich głos niknie bezradnie w harmidrze bezmózgiej tłuszczy — &lt;span style="font-style:italic;"&gt;No przecież należy mu się prezent! Za wszystko!&lt;/span&gt; Za wszystko czyli za to, że zachrzaniam w tej firmie dzień w dzień, przez cały rok, a nawet jak chcę wykorzystać przysługujący mi urlop to robi się wszystko abym czuł się winny, że śmiem w ogóle go mieć.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No fakt, zapomniałem, że włazidupy rok w rok czują się zagrożone w pracy. Zysków nie przynoszą żadnych, bo niewiele potrafią; raczej straty generują, bo tylko prąd i urządzenia biurowe zużywają na co dzień, a sama klaka nawet prezesowi przestaje wystarczać. No to trzeba podratować sytuację prezentem, i kolejny rok jakoś się przetrwa. Prezentem, eh... cóż można dać komuś z wielomilionowym majątkiem, jeżdżącym samochodem za kilkaset tysięcy złotych? Pewnie będzie kolejny niewypał, na który popatrzy z politowaniem, no ale... pewnie doceni dołączony wkład werbalny włazidupów i jakoś to będzie...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakoś to będzie. W miejsce życzeń dla pracowników zrobi się małą, krótką — bo zaledwie półgodzinną odprawę służbową (tego i owego pochwali, wiadomo — doceniony pracownik jest bardziej wydajny; łaskawie pominie się nagany, ale... wiadomo co i jak — niedocenieni będą bardziej zmotywowani). Przejściowa niedogodność łamania się opłatkiem i składania/przyjmowania życzeń (często niestety połączoną ze służbową koniecznością wymiany pocałunków — a wiadomo, nie wszystkie włazidupy mają urodę Cindy Crawwford) zostanie szybko zrekompensowana widokiem pracowników rzucających się do stołu. Będzie mógł — on prezes — poczuć się jak prawdziwy chlebo(jadło)dawca. Patrząc z góry, z politowaniem będzie można szepnąć do małżonki: zobacz, żrą jakby od tygodnia nie jedli — w domyśle — za moje tak żrą (zapomniawszy całkiem przypadkiem, że sam zaordynował imprezę po godzinach pracy, a przeciętny człowiek zazwyczaj jada o tej porze obiad). No ale... potem już same przyjemności — można się przejść wśród owieczek, poklepać protekcjonalnie po plecach któregoś z jedzących smętną sałatkę — tak żeby się zakrztusił, i zagadać familiarnie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nooo, i kiedy tam zmieniasz samochód na lepszy?&lt;/span&gt; Dziwna sprawa, bo prezes głupi nie jest, a przez tyle lat nie nauczył się, żeby nie zaczepiać tych bardziej „niedocenionych”, bo zazwyczaj rozmowę kończy krótka riposta: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Niedługo, bo słyszałem, że podwyżki będą w nowym roku?&lt;/span&gt; Chociaż nie w ciemię bity prezes i tak ma zawsze gotową odpowiedź: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;No wiesz, na razie to firma ma pewne trudności&lt;/span&gt;, a na złośliwą zaczepkę typu: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;No fakt, pewnie Porsche trzeba wymienić na nowszy model?&lt;/span&gt; oddala się mówiąc, iż z pozostałymi też wypada mu zamienić dwa słowa. No i trzeba pożegnać wszystkich „ojcowskim” przypomnieniem: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Żebyście tylko za bardzo nie zaszaleli, bo jutro rano trzeba do pracy&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Wigilia” — wiadomo — nawet włazidupy zaczynają mówić ludzkim głosem, więc trzeba trzymać rękę na pulsie. Albo na strunach. Głosowych rzecz jasna. Żeby nikomu do głowy nie przyszło głośno zapytać, dlaczego połowa pensji jest płacona na umowy zlecenia, poza ZUS-em, kto pracuje na czarno i dlaczego połowa wypłaty wypłacana jest z dziesięciodniowym poślizgiem? No bo przecież nic nie może zepsuć atmosfery takiego pięknego święta...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wigilia... niektórzy już chyba zapomnieli od czego się to zaczęło; zapomnieli, że nie jest to „święto choinki”. Ja jednak jestem starej daty, nie pójdę na tę pseudoreligijną „instalację”. To nie dla mnie. Tak, wiem, nieobecni nie mają racji. Na pociechę pozostanie mi fakt, że przynajmniej zdjęcia robię lepsze niż prezes i jego włazidupy. I tej wersji będę się trzymał.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dołożyłem wszelkich starań, aby ze względu na tzw. ochronę wizerunku zachować anonimowość przedstawionych postaci, ale... jeśli komuś się coś i ktoś kojarzy to wyłącznie jego sprawa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-882557304610938271?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/882557304610938271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/12/wazidupy-czyli-swiat-wg-occa-ryzyka.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/882557304610938271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/882557304610938271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/12/wazidupy-czyli-swiat-wg-occa-ryzyka.html' title='Włazidupy, czyli świat wg oćca Ryżyka'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sx-ljCS6NDI/AAAAAAAAALk/nBtdTa-WMEM/s72-c/Blog_pijany.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-6087425685778230044</id><published>2009-12-02T08:30:00.017+01:00</published><updated>2009-12-02T15:07:31.680+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Ludzie bez twarzy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SxYdY5UQyTI/AAAAAAAAALc/ayY4Do7H6rY/s1600-h/Marvolo_Blog.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SxYdY5UQyTI/AAAAAAAAALc/ayY4Do7H6rY/s320/Marvolo_Blog.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5410544315872102706" /&gt;&lt;/a&gt;Świat stanął na głowie. Poczytałem sobie &lt;a href="http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,7252580,Awantura_w_teatrze__Hitler__opera_i_zona_Hitlera.html"&gt;taki artykuł&lt;/a&gt; i... włosy mi się na karku zjeżyły. Czyżby znowu nadeszły takie czasy, że za sam wygląd jest się ocenianym? No bo jak inaczej ocenić, że ktoś ma śmiałość zażądać, aby druga osoba opuściła jego otoczenie, bo jej wygląd mu się nie podoba? Daleko idącym wnioskiem byłoby ocenienie tego jako nazizmu w najgorszej postaci. No ale, ale... nazizm? Po pierwsze — jest zabroniony prawnie, a po drugie — kojarzy nam się raczej z III Rzeszą i jej ofiarami. Ale odwrotnie?&lt;br /&gt;Może czegoś nie rozumiem? Tak wiem, dyplomacja, polityka itd. nie są moją najmocniejszą stroną. Jestem Kaszubem, ale także i potomkiem Wikingów, dumny jestem z tego, a jednocześnie — z racji mojego miejsca na ziemi — nie potrafię robić parchatych podchodów, „uprzejmie” donosić i ubierać się w skórę tego „biednego poszkodowanego”. Jak mi się coś nie podoba walę prosto z mostu, albo jak kto woli z grubej rury, z otwartą przyłbicą. Gdyby ktoś nazwał mnie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pier...... Kaszubem&lt;/span&gt; dostałby w twarz, albo odpowiedziałbym pięknym za nadobne, nazywając go &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pier...... ślązakiem, góralem, poznańską pyrą&lt;/span&gt; albo kimś/czymś podobnie brzmiącym. Bo dla mnie obraźliwa jest tu przydawka. I tak się zastanawiam, co musiało ukłuć „bohatera” zdarzenia, że na sformułowanie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A ty jesteś pier..... Żydem&lt;/span&gt; zrewanżował się, w jego mniemaniu najgorszym epitetem, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jesteś pier... nazistką!&lt;/span&gt;. Jak to jest, że jako Polacy, w osobie pani Anny Świderskiej-Schwerin zostaliśmy oszkalowani na Facebooku: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mówiłem wam już wczoraj, że widziałem Hitlera. Dzisiaj zobaczyłem jego «żonę»&lt;/span&gt; — i nikt nic z tym nie robi? Nie zażąda wyjaśnień, przeprosin? Jedyna nadzieja w tym, że, jak podaje Gazeta.pl, zostały poinformowane ambasada Izraela i Ministerstwo Kultury. Bo sprawca całego zamierzania &lt;span style="font-style:italic;"&gt;... chce opowiedzieć o tym wszystkim, całemu światu. Żeby ludzie się zastanowili nad tym, co robią&lt;/span&gt;. I dobrze. Tak sobie myślę, że może zacząłby od zastanowienia się nad samym sobą?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się, że poeta miał rację, „&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Gizg-rKtMmw"&gt;Dziwny jest ten świat&lt;/a&gt;”, dziwny. Kilkadziesiąt lat po wojnie, w XXI wieku, nadal można spotkać się z zachowaniami żywcem przypominającymi czasy „Nur für...”. Trzeba je jednak tłamsić w zarodku, żeby nie doszło to tego, że dziś komuś moja twarz się nie spodoba, jutro każe mi przesiąść się do drugiego wagonu w tramwaju, a pojutrze — wyjść z kina... Żeby nie doszło do tego, że patrząc w wizjer aparatu będziemy się zastanawiać, czy twarz naszego modela komuś „odpowiada”. Bo wg czyichś parchatych natręctw zawsze się znajdzie coś nie tak. A to model będzie czarny, żółty, albo biały... — czyli „rasowo” nieodpowiedni. Nie dopuśćmy do tego. Dziwny jest ten świat, chyba powoli zaczyna stawać na głowie. &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75248,7309935,Szwajcarzy_zakazuja_minaretow.html"&gt;Szwajcarzy zabraniają stawiania minaretów&lt;/a&gt;. Jakoś te dwa, pozornie odrębne zdarzenia, źle mi się kojarzą.&lt;br /&gt;Nazizmowi w każdej postaci powiedzmy stanowcze NIE.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;* Artykuł 54 Konstytucji RP gwarantuje mi wolność wypowiedzi i prawo do wyrażania własnych poglądów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-6087425685778230044?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/6087425685778230044/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/12/ludzie-bez-twarzy.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6087425685778230044'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6087425685778230044'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/12/ludzie-bez-twarzy.html' title='Ludzie bez twarzy'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SxYdY5UQyTI/AAAAAAAAALc/ayY4Do7H6rY/s72-c/Marvolo_Blog.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-5344693351840246992</id><published>2009-11-09T20:01:00.013+01:00</published><updated>2009-11-13T13:00:01.487+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>eM. Jak muza...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhsDV37adI/AAAAAAAAALM/1b_3rcgi-a0/s1600-h/10_EFKE100_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhsDV37adI/AAAAAAAAALM/1b_3rcgi-a0/s320/10_EFKE100_Orlowo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402186557698042322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhpcoAg5GI/AAAAAAAAALE/3W002pHNfUc/s1600-h/09_Efke100_Gdansk.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhpcoAg5GI/AAAAAAAAALE/3W002pHNfUc/s320/09_Efke100_Gdansk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402183693527737442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhpSr_Tw1I/AAAAAAAAAK8/JFC0KVo-sr0/s1600-h/06_Efke100_Sopot.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhpSr_Tw1I/AAAAAAAAAK8/JFC0KVo-sr0/s320/06_Efke100_Sopot.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5402183522797732690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Każdy ma swoją eM. Niektórzy, z przekorą, twierdzą iż każdy ma taką eM., na jaką zasłużył. Jakby nie patrzeć coś w tym jest... Rzecz w tym, że Ona (moja własna eM.) wcale nie jest „fotograficzna”. Patrzy na moje pasje z przymrużeniem oka, ale niekoniecznie je podziela, żeby nie powiedzieć, że traktuje je z lekką dozą dezaprobaty, pytając „uprzejmie”: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie uważasz, że skoro już wstajesz w środku nocy, to mógłbyś mnie nie budzić?&lt;/span&gt; No kurczę, a tak się zawsze staram, żeby jak najciszej to robić. Odnoszę jednak wrażenie, że nawet gdybym poruszał się lekko jak koliber (a nie z przyrodzonym mi wdziękiem słonia) — otworzyłaby jedno oko i półgłosem nieznoszącym sprzeciwu zarządziłaby: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zimno jest. Ubierz sweter. Nie, nie ten — ten drugi, wełniany&lt;/span&gt;. Czuwa nade mną. Zawsze czuwa. Tak samo, kiedy wracam z dłuższego wypadu — &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zmarzłeś?&lt;/span&gt; — pyta. Odpowiadam niekoniecznie zgodnie z prawdą, telepiąc się jak galareta (bo jak to bywa z ogrzewaniem w aucie — w lecie grzeje, w zimie chłodzi) — &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nnnie... ciepło było&lt;/span&gt;. I słyszę — &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dobrze ci tak. Głupi jesteś i tyle.&lt;/span&gt; — Cisza — &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Herbaty ci zrobiłam, z cytryną. Pij póki gorąca, polopirynę weź, bo znowu będziesz mi kaszlał w nocy. Stary i głupi jesteś...&lt;/span&gt; Hm, a może ona ma rację? Tak samo jak wtedy, kiedy zabieram się za wywołanie filmów z pleneru: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Może jednak się najpierw wykąp?! Spodnie ci wypiorę.&lt;/span&gt; No fakt, buty i spodnie mam uwalane nie wiadomo kiedy, nie wiadomo czym, a pachnę nieco, no... alternatywnie. Ale jest i druga strona medalu, łazienkę w której wołam filmy, mam ciepłą i bardzo suchą. Kąpiel nawilża atmosferę, filmy schną wolniej i nie skręcają się jak wściekłe. Niby nic, ale skąd Ona to wie? Intuicja? Czy może, wbrew pozorom, słucha tego co marudzę sam do siebie w różnych momentach?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy cały dumny z siebie oglądam mokre jeszcze negatywy suszące się na linkach w łazience, słyszę: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Idźże stąd, nie kręć się pod nogami&lt;/span&gt;. Jak Ona to robi, że nigdy w tej małej łazience nie trąci moich filmów? Ja to bym pięć razy je zrzucił, trzy razy zaplątał w ręczniki, i jeszcze na koniec rzucił niecenzuralnym słówkiem. Ona nic — przy niej negatywy nawet nie drgną — nigdy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Kiedy już poskanuję negatywy, wyplamkuję, i z rezygnacją wynikającą z braku zainteresowania rodziny nagrywam na płytkę, słyszę nagle zza pleców: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;No pokaż, co tam masz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogląda moje zdjęcia, a dałbym wcześniej głowę, że wcale nie jest nimi zainteresowana. Pokazuję więc kolejne skany, zatrzymując się przy tych, które uważam za ciekawsze, a przewracając szybciej te, które wydają się mi mniej ciekawe. Patrzy, patrzy, komentuje: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Może być, takie tam, poprzednie masz lepsze, czemu nie masz żadnych ludzi?&lt;/span&gt; W końcu zatrzymuje się przy zdjęciu, co do którego nie do końca jestem przekonany — &lt;span style="font-style: italic;"&gt;To fajne, pokaż w internecie&lt;/span&gt;. Wybrane przez nią zdjęcie podoba się również innym; widzę, jak eM. cieszy się, kiedy zdjęcie nie przechodzi obojętnie. A przecież ponoć jej to nie interesuje. Dziwne... kocha mnie, czy co?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Każdy ma swoją M., taką na jaką zasłużył. Wprawdzie nie do końca jestem pewny, czym zasłużyłem sobie na swoją eM., ale bym jej nie oddał jej za żadne skarby świata. I tyle...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;PS. eM. nie lubi być fotografowana. Ubolewam nad tym, ale... z drugiej strony rzecz biorąc — jakąś wadę musi mieć, a jej wadą jest zbyt krytyczne ocenianie samej siebie. Tyle lat staram się to zmienić, ale póki co... jest jak jest — czyli nie ma. Zdjęć eM. nie ma, na razie nie ma, ale może kiedyś — jak się wreszcie nauczę  robić zdjęcia — uda mi się sfotografować mojego anioła...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-5344693351840246992?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/5344693351840246992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/11/em-jak-muza.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5344693351840246992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5344693351840246992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/11/em-jak-muza.html' title='eM. Jak muza...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SvhsDV37adI/AAAAAAAAALM/1b_3rcgi-a0/s72-c/10_EFKE100_Orlowo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-7048808581892939166</id><published>2009-10-31T17:30:00.007+01:00</published><updated>2009-10-31T17:45:15.067+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>5 minut</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Suxpjm9SUcI/AAAAAAAAAK0/yOJ2Pf72DoE/s1600-h/04_Neopan400_BlachaAgata.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Suxpjm9SUcI/AAAAAAAAAK0/yOJ2Pf72DoE/s320/04_Neopan400_BlachaAgata.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398806113784320450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SuxpOluqt1I/AAAAAAAAAKs/2AFvrJKGtTY/s1600-h/08_RR400_AgataBlacha.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SuxpOluqt1I/AAAAAAAAAKs/2AFvrJKGtTY/s320/08_RR400_AgataBlacha.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398805752677316434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SuxpExnKrfI/AAAAAAAAAKk/AOtKXl-JzRM/s1600-h/11A_HP5Plus_BlachaAgata.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SuxpExnKrfI/AAAAAAAAAKk/AOtKXl-JzRM/s320/11A_HP5Plus_BlachaAgata.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5398805584068390386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Fotografować każdy może. Złośliwi mówią, że wystarczy jedna wizyta w sklepie dla idiotów i już można zostać artystą. Okazuje się jednak, że ta sama przypadłość dotyczy również wiedzy o fotografii. Wystarczy bowiem pobieżna lektura paru, losowo wybranych przez wyszukiwarkę, stron internetowych i już można stać się encyklopedią wiedzy o temacie. Wystarczy jeszcze rzucić nieśmiertelnym cytatem* &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Susan_Sontag"&gt;Susan Sontag&lt;/a&gt; i zostaje się celebrytą (celebryta, cóż to za „okrutne” słowo) fotograficznych salonów.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wpadł mi ostatnio w ręce drukowany numer magazynu &lt;a href="http://www.essence-magazyn.pl/index/numer/numer_wrzesien9.html"&gt;ESSENCE. Magazyn Ludzi Sukcesu, Nr 6(23) wrzesień 2009&lt;/a&gt;, w którym autorka artykułu „Fotopasja z refleksem” ze swadą przebrnąwszy przez historię fotografii, rzuciwszy przed przysłowiowe wieprze (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;margaritas ante porcos&lt;/span&gt;) kilka nazwisk znalezionych w internecie, udowodniła że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Właściwą, czyli kimś, kto jak nikt inny rozumie pasję fotografii. Któż bowiem śmiałby podważyć kompetencje kogoś, kto ze swobodą żongluje najjaśniejszymi gwiazdami fotograficznego firmamentu, a to Bułhakiem, a to Robertem Capą; komu nieobcy jest Henri Cartier-Bresson czy też Tadeusz Rolke. Nie wspominając o tym, z jaką łatwością autorka przechadza się wśród technicznych nowinek fotografii. Matryce canonów, nikonów i olimpusów (sic!) nie mają przed nią żadnych tajemnic. Bije nas, szarych pstrykaczy, na głowę wiedzą o, cytuję: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;profesjonalistach z wielkoformatową kamerą&lt;/span&gt;”, stawiając równocześnie resztę świata w rzędzie (znów cytat) „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;amatorów nieznających zasad kadrowania, dynamiki obrazu i trójpodziału&lt;/span&gt;”.&lt;br /&gt;Któż śmiałby polemizować z dobitnie przedstawioną wiedzą o „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;produkcie wywołanym z nowoczesnej i lśniącej camera obscura zaopatrzonej w co najmniej system stabilizacji obrazu, może nawet interwalometr&lt;/span&gt;”?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Czytam i nie rozumiem. Słowotok zaczerpnięty żywcem z forów internetowych i pierwszych haseł wyświetlanych przez wyszukiwarkę przeplata się z marketingową papką, serwowaną przez producentów sprzętu i sklepy nie dla idiotów (swoją drogą, jaki świetnie wymyślono ten ostatni slogan o idiotach, skoro tak dobrze zapada w pamięć). Nie rozumiem tych finezyjnych  (z założenia, jak sądzę) figur stylistycznych, nie docierają do mnie dywagacje o „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;iluzji, misterium, manipulacji, rodzaju komunikacji, kodzie kultury, etnograficznej obserwacji i opisie&lt;/span&gt;”. Chciałem poczytać o fotografii, miałem nadzieję, że artykuł poszerzy moje horyzonty fotograficzne, natchnie albo nawet wręcz przeciwnie — spowoduje rzucenie aparatów w kąt i zmusi do zajęcia się czymś innym. No cóż, tzw. &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/08/majtki-i-rajtki-czyli-bredzenie-mediow.html"&gt;media swoim bredzeniem&lt;/a&gt; po raz kolejny spróbowały mi zrobić wodę z mózgu.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Nie rozumiem, i nawet nie próbuję zapytać, czy artykuł pisał ktoś, kto miał chociaż raz aparat fotograficzny w ręce (nie jest to wszakże warunek niezbędny aby zabrać głos w dyskusji — mądrzejsi ode mnie twierdzą, że fotografia powstaje w głowie, a aparat tylko ją rejestruje) — odnoszę bowiem wrażenie, że aparat został potraktowany jak sprzęt z rzędu żelazek, lodówek i kuchenek mikrofalowych. Dlaczego o tytułowej „Fotopasji” pisze ktoś, komu temat jest absolutnie obcy? Ktoś, kto — być może — przed napisaniem artykułu obejrzał pobieżnie w internecie parę jotpegowych miniaturek zdjęć autorów, których wymienia, przeszedł się pospiesznie raz czy dwa (w trakcie zakupów) wzdłuż wydruków wystawionych w galerii handlowej?&lt;br /&gt;Dlaczego o sztuce fotografii pisze — wbrew wrażeniu, które postarał się wywołać wyszukanym językiem — fotograficzny analfabeta? I nie jest to z mojej strony bezzasadny zarzut; jakby nie patrzeć nie urodziłem się wczoraj, smak utrwalacza i fetor formaliny znam aż nadto dobrze. Wiem co potrafi matryca, a co potrafi film, w końcu to jest właśnie moje hobby, moja pasja.&lt;br /&gt;Domyślam się jednak, że Autorka chciała mieć swoje „5 minut”. Tak jak bywalcy pewnego portalu fotograficznego, chciała zabłyszczeć na &lt;a href="http://plfoto.com/top.html"&gt;TOP-ie&lt;/a&gt;. Nieważne jak, ważne, iż zaświeciła pełnym blaskiem, a że stała się przy okazji kolejną bohaterką &lt;a href="http://iczek.blogspot.com/2009/09/panie-mieciu-fotke-prosze.html"&gt;opowieści o Panu Mieciu&lt;/a&gt;? — trudno.&lt;br /&gt;Domyślam się również, że gdyby artykuł napisał któryś z moich kolegów, fotografów z prawdziwego zdarzenia, znających temat od podszewki — wart byłby poczytania, ale... nie byłoby to za tzw. darmoszkę. A tak, to pewnie staliśmy się wszyscy ofiarami parchatego zwyczaju cięcia kosztów. To taka „nowa świecka tradycja”, żeby było taniej, jeszcze taniej, za pół ceny, a najlepiej — za darmo. Darmo, tak..., to jest słowo, które wywołuje szybsze bicie serca u pewnej grupy. Nieważne, że &lt;a href="http://www.infinity.net.pl/%7Earchie/wordpress/?p=972"&gt;za darmo to można...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W fotografii nie ma nic za darmo, życzę Autorce wspomnianego artykułu aby zaczęła to rozumieć. Fotografia to sztuka doświadczeń i kompromisów, nieudanych prób, wielu godzin spędzonych w ciemni albo przed komputerem. Sztuka postrzegania światła i umiejętności wykorzystania go. I wreszcie — radość z gonienia króliczka, ale tak, aby go nie dogonić. Tego nie da się zastąpić pobieżnym przeczytaniem paru artykułów bez próby ich zrozumienia, nie da się ogarnąć z poziomu krzesełka komputerowego przed monitorem i klawiaturą.&lt;br /&gt;Wracam więc do ciemni, aby próbować dojść, co tym razem schrzaniłem, że nie jest tak jak chciałem. Ładuję kolejny film do aparatu wymieniając w międzyczasie doświadczenia z kolegami z &lt;a href="http://www.aparaty.tradycyjne.net/"&gt;zaprzyjaźnionego portalu&lt;/a&gt;. Ustawiam statyw, włączam światła, ustawiam ostrość, zastanawiam się — prześwietlić, niedoświetlić? Trzask migawki, poszło... Pewnie kolejny film do kosza, i zaczynam od początku, ale bogatszy o nowe doświadczenia. Pewnie znowu dołożyłem do „interesu”, ale przecież nie o to chodzi. Radości, jaką daje fotografia, radości tworzenia nie zastąpią żadne pieniądze. I tak pewnie zostanie do końca świata...&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Susan Sontag twierdziła, że tematów fotografii od 1839 r. wymyślono już tyle, iż ciężko oprzeć się wrażeniu, że wszystko już było.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-7048808581892939166?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/7048808581892939166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/5-minut.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7048808581892939166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7048808581892939166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/5-minut.html' title='5 minut'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Suxpjm9SUcI/AAAAAAAAAK0/yOJ2Pf72DoE/s72-c/04_Neopan400_BlachaAgata.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-7104841844098834494</id><published>2009-10-14T14:42:00.011+02:00</published><updated>2009-11-13T13:32:44.828+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Ciemna strona światła</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/StXMRTqFgOI/AAAAAAAAAJ8/62UB-moa6TU/s1600-h/Buty.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/StXMRTqFgOI/AAAAAAAAAJ8/62UB-moa6TU/s320/Buty.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392440726552674530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zakładam, że skoro to karkołomne przedsięwzięcie ładowania filmu do koreksu zakończyło się sukcesem, film siedzi w rowkach szpuli, nie wystaje, szpula jest zabezpieczona przed przesuwaniem, uszczelka założona i koreks dokładnie zamknięty — można zacząć myśleć o jego wywołaniu.&lt;br /&gt;Zakładam również, że korzystając z doświadczeń starszych (czytaj bardziej doświadczonych kolegów, czyli takich co już niejedno w życiu umoczyli), np. bywalców &lt;a href="http://www.korex.net.pl/"&gt;Korexu&lt;/a&gt; albo &lt;a href="http://www.aparaty.tradycyjne.net/"&gt;Aparatów Tradycyjnych&lt;/a&gt; została kupiona i czeka odpowiednia chemia. Chemia, czyli wywoływacz, utrwalacz, przerywacz i zwilżacz (dwa pierwsze z nich są absolutnie niezbędne do wywołania filmu, dwa pozostałe — bardzo przydatne, ale jeśli o nich zapomniałeś, a nie możesz wytrzymać i poczekać do dnia następnego — można sobie dać radę, o tym mowa niżej). Pisząc „odpowiednia” o chemii, mam na myśli typowy, często używany przez innych, wywoływacz. Bo, o ile, utrwalacz to utrwalacz — jeśli jest do filmów, a nie do papierów, to każdy (każdego producenta) się nadaje — najtańszy też będzie dobry. Inaczej rzecz ma się z wywoływaczem — tak więc na pierwszy raz najlepsze będzie coś sprawdzonego, np. ID-11 albo D-76 (w proszku, do samodzielnego rozpuszczenia — dzień wcześniej — kilkakrotnego użytku) albo Rodinal, czy też jego tańszy odpowiednik R09 (koncentrat w płynie, jednorazowy — po rozpuszczeniu do wykorzystania w ciągu godziny). Nie oznacza to oczywiście, że inne wywoływacze są gorsze. Często jest wręcz przeciwnie, ale jeśli coś pójdzie nie tak, poszukiwania fotografa, który używa właśnie takiej pary film-wywoływacz mogą być nieco utrudnione, a jak wiadomo, problem zawsze jest palący...&lt;br /&gt;Dla porządku również warto się upewnić się, że czas wywoływania naszego filmu, często (dla wymienionych wyżej, typowych wywoływaczy) podawany przez producenta na kartoniku z filmem utrwalił się w pamięci, żeby uniknąć sytuacji, w której po wlaniu wywoływacza w panice zaczynamy się zastanawiać, ile to ma trwać. Jeśli kartonik został przypadkiem zutylizowany, zawsze można wspomóc się tabelami z &lt;a href="http://www.digitaltruth.com/devchart.php"&gt;Digitaltruth Photo&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0); font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;&lt;span&gt;Czas zacząć,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(102, 0, 0);"&gt; czyli &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;prawie jak gorączka złota...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mając więc pewność, że wywoływacz i utrwalacz zostały odpowiednio wcześniej rozpuszczone (ten robiony z proszku — 24 godziny przed wywoływaniem; a przy okazji i utrwalacz też — oba zgodnie z zaleceniami producenta), nie pływają w nich żadne śmieci, a ewentualne nierozpuszczone drobinki — odfiltrowane, np. przez filtr z ekspresu do kawy. Stoją więc w ciemnych (szczególnie wywoływacz), odpowiednio oznakowanych butelkach, tak żeby ich w żaden sposób nie pomylić. Na wszelki wypadek może lepiej opisać butelki grubym czarnym flamastrem?&lt;br /&gt;Wcześniej trzeba również przygotować sobie roztwór przerywający - jeśli nie ma przerywacza wystarczy 1% roztwór octu, po ludzku mówiąc 10% spożywczy ocet (spirytusowy, nie winny) w stosunku 1:100, czyli 100 ml octu + 900 ml wody (może być demineralizowana, ale z kranu też jest nieszkodliwa pod warunkiem, że syf jakiś straszny z kranu nie leci). Jeśli nie masz octu, też nie ma tragedii, o tym niżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;No i teraz... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Upewniasz się, że wszystko będziesz mógł postawić, aby było pod ręką i niczego z niczym nie pomylisz. Zakładam, że będzie to kuchnia lub łazienka z dostępem do wody bieżącej (jeśli nie — z dużym wiaderkiem z wodą). Ja koreks stawiam w umywalce, wcześniej schłodzonej za pomocą bieżącej wody — pozwala mi to uniknąć nadmiernego skoku temperatury. Oczywiście w tej samej umywalce można przygotować kąpiel wodną o pożądanej temperaturze, czyli 20°C (słownie: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;20 stopni Celsjusza&lt;/span&gt;). Temperatura jest istotnym elementem w procesie wywoływania i należy, przynajmniej na początku drogi, trzymać się jej. Oczywiście można filmy wywoływać w innej temperaturze, ale to zadanie dla bardziej doświadczonych. W celu upewnienia się, czy temperatura będzie stała w procesie wywoływania warto zrobić prosty test. Przygotować w jakimkolwiek naczyniu, bodaj oberżniętej butelce po wodzie mineralnej, wodę o temperaturze 20°C i postawić ją w miejscu, w którym zamierzamy postawić koreks. Jeśli przez 10 minut temperatura się nie zmieni jest dobrze. Jeśli nie, temperatura spada lub rośnie, warto pomyśleć o przygotowaniu tzw. kąpieli wodnej, czyli np. nalać do miednicy czy też umywalki kilka litrów wody i schłodzić/podgrzać ją do pożądanej temperatury. Kilkulitrowa objętość płynu zapewni niezmienną temperaturę w czasie wywoływania.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotowujesz roztwór przerywacza, kontrolując jego temperaturę. Dobrze by było, gdyby nie odbiegała od 20°C.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;PAMIĘTAJ&lt;/span&gt;: przekładając termometr z roztworu do roztworu nie zapomnij o jego przepłukaniu bieżącą wodą, aby nie zanieczyścić jednej chemii drugą.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Jeśli zdecydowałeś się skorzystać z wywoływacza jednorazowego (np. wspomnianego wcześniej Rodinalu) trzeba przygotować wodę (powinna być destylowana, czy też  demineralizowana — jaką masz; w najgorszym wypadku przegotowana i odstana, przefiltrowana). Schładzasz ją do 20°C. Jeśli woda ma odpowiednią temperaturę i objętość wlewasz do niej wywoływacz Mieszasz przez chwilę zdecydowanie termometrem, sprawdzając na wszelki wypadek, czy jest 20°C. Jeśli wywoływacz jest do kilkukrotnego wykorzystania (np. ID-11) po prostu sprawdzasz temperaturę.&lt;/li&gt;&lt;li&gt; Odkładasz w bezpieczne miejsce termometr. Nie będzie na razie potrzebny. &lt;/li&gt;&lt;li&gt; Ustawiasz koreks w miejscu do tego przeznaczonym. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wlewasz przygotowany roztwór do koreksu (łatwiej przez lejek, szybko i sprawnie, nie rozchlapuje się).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Włączasz stoper/minutnik. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zdecydowanie stukasz koreksem o stół (umywalkę). Dość mocno, kilka razy. Mija jakieś 10-15 sekund od wlania wywoływacza. Patrząc na stoper kręcisz powoli szpulą aż upłynie pierwsza minuta.&lt;/li&gt;&lt;li&gt; Na początku każdej minuty obracasz szpulą przez 10 sekund.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Minutnik/stoper wybija tę minutę, w której wywoływanie powinno się zakończyć (przy założeniu standardowej pary film-wywoływacz zapewne jest to około 8-10 minut)&lt;/li&gt;&lt;li style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Zdecydowanie wylewasz wywoływacz z koreksu. Jeśli wielokrotny — zlewasz go z powrotem przez lejek do butelki, w której był przygotowany. Jeśli jednorazowy — po prostu wylewasz. Potrząsasz trochę, aby jak najwięcej się wylało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;NIE OTWIERAJ KOREKSU! &lt;/li&gt;&lt;li style="font-weight: bold;"&gt; &lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Energicznie wlewasz wodę do koreksu (może być z kranu), potrząsasz, wylewasz. Jeszcz raz to samo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;NIE OTWIERAJ KOREKSU! &lt;/li&gt;&lt;li style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Wlewasz przerywacz (ten wcześniej przygotowany) — masz dwie minuty spokoju. No prawie, spokoju, trzeba ze dwa razy zakręcić szpulą. Jeśli nie masz przerywacza (bo skończył się ocet, a jest 12 w nocy) nie ma tragedii, po prostu puszczasz dość energicznie bieżącą wodę przez 2 minuty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;NIE OTWIERAJ KOREKSU! &lt;/li&gt;&lt;li style="font-weight: bold;"&gt; &lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Wylewasz przerywacz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;NIE OTWIERAJ KOREKSU! &lt;/li&gt;&lt;li&gt;• Wlewasz utrwalacz. Czas utrwalania z zależności od tego co pisze producent, w większości raczej nie krócej niż 5 minut. Jeśli poleży troszkę dłużej - nie będzie tragedii, ale lepiej się trzymać czasów zalecanych przez producenta. &lt;/li&gt;&lt;li style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 153);"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Zlewasz utrwalacz do butelki (zakładam, że kupiłeś opakowanie do wielokrotnego użytku?).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;HURA!!! MOŻNA OTWORZYĆ KOREKS&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt; Zlewasz resztki utrwalacza do butelki i możesz zobaczyć co wyszło. Jeśli wszystko jest OK, zobaczysz ciemny film — nie próbuj go wyciągać, jest bardzo delikatny, może się załamać lub porysować. &lt;/li&gt;&lt;li&gt; Płukanie. Pod bieżącą wodą 20-25 minut (lekki strumień wody), lub 30 wymian wody co minutę. Może być kranówką. &lt;/li&gt;&lt;li style="font-weight: bold; color: rgb(0, 0, 153);"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wlewasz roztwór zwilżacza (przygotowany zgodnie z ulotką producenta; jeśli nie masz zwilżacza, a woda jest twarda, kiepska to można doraźnie temu zaradzić skorzystawszy z 2-3 kropel płynu do mycia naczyn, np. zwyczajnego Ludwika — nie polecam, ale to i tak lepsze wyjście niż fatalne zacieki po twardej wodzie), kręcisz szpulką przez chwilę... i...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;TERAZ... &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wyciągasz film ze szpul. Nie dosłownie, bo się nie da. Rozpinasz szpule i delikatnie „wysypujesz” film na rękę.&lt;/li&gt;&lt;li&gt; Trzymając mocno za jeden z końców pozwalasz filmowi się rozwinąć pod własnym ciężarem. Pamiętaj, aby robić to ostrożnie, aby przypadkiem film nie majtnął o podłogę lub inny przedmiot, bo wtedy zbierze na siebie wszystkie drobinki kurzu itp.&lt;/li&gt;&lt;li&gt; Przypinasz na jeden z końców przygotowane wcześniej klamerki/wieszaki i wieszasz, pozwalając zwisać &lt;span style="font-style: italic;"&gt;luźnym dorszem&lt;/span&gt;. Jeśli zwilżacz przygotowałeś dobrze powinien cały spłynąć nie pozostawiając zacieków. I tak powinno być. Przypinasz drugi klips/wieszak na dole filmu. Gdyby się przypadkiem zdarzyło, że nie masz specjalnych wieszaków do filmu można sobie dać radę za pomocą klamerek do prania, wygiętych spinaczy biurowych, czy też zwykłych klipsów do spinania kartek papieru. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Jeśli wszystko (a powinno) poszło OK, resztki wody spływają pomału pozostawiając czysty film. Nie dotykaj go rękami, mokra emulsja jest bardzo delikatna i można narobić więcej szkód niż się wydaje.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ostatni krok — ponapawawszy się własnym geniuszem rozsiadasz się wygodnie naprzeciwko schnącego filmu, z piwem, pijąc zdrowie wszystkich, dzięki którym powstał ten tekst*. Piwo ma być porządne, nie jakiś sikacz z dronki ;)... &lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;WITAMY W ŚWIECIE FOTOGRAFII&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po czterech godzinach, jak film dobrze wyschnie (generalnie jest to szybciej, ale 4 godziny są taką bezpieczną granicą) delikatnie ściągasz wyschnięty film, a potem - to już co tam chcesz... Tniesz na kawałki i ładujesz w koszulki, skanujesz albo robisz odbitki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby jednak - do czego nie powinno w zasadzie dojść- coś poszło nie tak, zanim zadasz pytanie „dlaczego?” przygotuj dobrej jakości, odpowiednio duże skan(y) ilustrujące problem. Bez nich będzie dużo trudniej. Zdjęcie dołączone jako ilustracja niniejszego tekstu obrazuje jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;nie powinien wyglądać skan&lt;/span&gt;. Tym bardziej, że szklane kule ostatnio bardzo podrożały na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;allecośtam&lt;/span&gt;, a jasnowidze na dobre zajęli się polityką...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Zob. &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/10/och-qtwa.html"&gt;Och qTWA!&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-7104841844098834494?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/7104841844098834494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/ciemna-strona-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7104841844098834494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7104841844098834494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/ciemna-strona-swiata.html' title='Ciemna strona światła'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/StXMRTqFgOI/AAAAAAAAAJ8/62UB-moa6TU/s72-c/Buty.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-5084000455488434520</id><published>2009-10-07T15:10:00.008+02:00</published><updated>2009-10-07T20:58:03.453+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Daj panie, daj...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SszkqLE-CeI/AAAAAAAAAJ0/YfuQZhVtxb0/s1600-h/10_Efke100_GorkiZachodnie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SszkqLE-CeI/AAAAAAAAAJ0/YfuQZhVtxb0/s320/10_Efke100_GorkiZachodnie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389934267234912738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsyVjikVB0I/AAAAAAAAAJk/6vmUovCZjnU/s1600-h/06_Efke100_GorkiZachodnie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsyVjikVB0I/AAAAAAAAAJk/6vmUovCZjnU/s320/06_Efke100_GorkiZachodnie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389847291862779714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsyVXX-6LOI/AAAAAAAAAJc/u6xJlhfaW14/s1600-h/01_Efke100_GorkiZachodnie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsyVXX-6LOI/AAAAAAAAAJc/u6xJlhfaW14/s320/01_Efke100_GorkiZachodnie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389847082863045858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie oglądam TV, a przynajmniej nie tej publicznej. Tyle tylko, że ilekroć do kogoś zajrzę, to mnie zaatakuje podekscytowany głos reportera opowiadającego o kolejnym „dramacie życiowym”. Głos, od którego nie da się uciec, wwiercający się w mózg jak — nie przymierzając — dźwięk bormaszyny u stomatologa. Empatia wyciekająca wręcz z ekranu w kolejnych odsłonach jakichś „spraw dla reportera”, albo kolejnej „interwencji” atakuje zmysły próbujące zająć się czymś innym. Bo czymże są nasze koleżeńskie dywagacje nad tym, czy czasy wywoływania dla D-76H są inne niż dla D-76, a jeśli tak, to dlaczego — w porównaniu z problemami, „rodziców” jakiejś Rózi, co to ją oddano matce po porodzie, odebrano przez sąd, a potem dzięki tymże reporterom — znowu oddano? Toż owej Rózi jest wszystko jedno, jest kolejnym owocem jakiejś pijackiej balangi brudnej baby z bezzębnym dziadem. I nie zamierzam nikogo obrażać, TV zadbała o to, żebym mógł ich dokładnie i z bliska wszystko obejrzeć. Oko fotografa wychwytuje niedostrzegalne może dla przysłowiowych „gospodyń domowych” elementy składające się na zgrzebną całość — brud, smród i beznadzieja. A ponoć było posprzątane na przyjazd reporterów? To jak wyglądało przed sprzątaniem? Wolę nie myśleć. No ale, skoro została rozpętana wojna medialna, to teraz otrzymają pomoc i nadal będą mogli zająć się tym, co lubią &lt;a href="http://megaslownik.pl/slownik/polsko_angielski/134190,pierdoli%C4%87+si%C4%99"&gt;najbardziej&lt;/a&gt;*, pozostawiając opiekę nad dziećmi innym. Tak samo, jak ten „biedak”, co to jest ponoć — zaznaczam ponoć —  inwalidą (szkoda tylko, że nie w tym konkretnym miejscu; oni tam zawsze mają wszystko sprawne). I nie to, żebym nie współczuł niepełnosprawnym, wręcz przeciwnie, ale zasłanianie się inwalidztwem powinno iść w parze z zakazem posiadania dzieci. Chociaż, z drugiej rzecz strony biorąc, radzą oni sobie świetnie. Tak jak jeden z tych meneli, co to do pracy nie chciało się wziąć, ale do „roboty” (w sensie spłodzenia dziecka) był bardzo chętny. Żyje więc „biedak” z zasiłków wszelakich i 2000 złotych (zasłyszane w TV — sic!) nie wystarcza mu na wszystkie potrzeby. Nosz kurna, ilu ja znam ludzi, wykształconych, młodych, inteligentnych, którzy pracują i żyją za mniejsze pieniądze. Fakt, chyba nie znam żadnego reportera TV, bo oni — jak sądzę — zarabiając dziesiątki tysięcy miesięcznie, 2000 złotych wydają na waciki albo jeden wieczór w knajpie. Tak więc usłyszawszy wspomnianą kwotę puszczają maszynę medialną w ruch: „Trzeba pomóc!”, „Zrobić coś!”. Taaa, jak w starym dowcipie — weźmiemy się i zrobicie. Zrobicie, pewnie — tyle tylko, że czyimiś rękami i za czyjeś (uczciwie pracujących i płacących podatki) pieniądze. No bo przecież nie pieniądze reportera. On nie jest od pomocy, on jest od &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ei33ICY3MGU"&gt;międlenia jęzorem&lt;/a&gt;, nie powiem — czasem nawet z sensem, ale często... tak jak w tej nieszczęsnej opowieści o tym, jak się &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=6QmcPi-dqrA"&gt;pociąg wykoleił&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Jednak, jakby nie patrzeć, reporterzy mają i sukcesy na swoim koncie. Menelowi (bo inne określenie nie przechodzi mi przez klawiaturę) wspomnianemu wcześniej, zostanie przydzielony konsultant. Konsultant? — do pomocy, w domu i zagrodzie, w wychowaniu dzieci, w praniu i sprzątaniu i w czym tam jeszcze menel nie daje sobie rady. A że sobie nie będzie dawał rady to pewne, przecież wszystko załatwi konsultant. Za nasze (podatników) pieniądze. Żałuję tylko, że ta instytucja — konsultanta dla meneli — nie powstała już dawno, może wykwalifikowany specjalista zareagowałby odpowiednio wcześniej, zakładając prezerwatywę w odpowiednim momencie, albo — żeby być w zgodzie z WC — wsadzając podopiecznemu łeb do wiadra z zimną wodą. To drugie rozwiązanie bardziej nawet do mnie przemawia, tańsze, a równie skuteczne. I można je powtarzać, ewentualnie — dodatkowo — wylewać tenże kubeł zimnej wody na głowę.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Konsultant...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ależ mnie to słowo urzekło; podziałało wręcz twórczo. Bo jakby to było pięknie, gdyby każdemu fotografowi przydzielić konsultanta. Taki konsultant załatwiłby mnóstwo problemów, przyniósł i ustawił statyw, wypoziomował aparat, skontrolował czas, zasugerowałby jednoznacznie: kolego, a zwiększ przysłonę o jedną działkę, albo — przestaw aparat w lewo, a obiektyw w prawo, załóż połówkę i...  teraz! wciśnij spust. Czy też nawet sam zwalniałby migawkę, żeby mieć pewność, że nasze zdjęcie będzie udane. Mielibyśmy same świetne zdjęcia, wszystkie splendory spływałyby na nas, a konsultan zadowalałby się swoją porcją owsa (przepraszam, wynagrodzeniem z budżetu). Żeby nie być gołosłownym, któregoś dnia sam miałem możliwość zostania „konsultantem”. Niestety, zaskoczony kategorycznym żądaniem: Weź mój aparat i zrób mi takie zdjęcia, żebym na tym &lt;a href="http://plfoto.com/"&gt;portalu&lt;/a&gt; miał ładne komentarze i wysokie oceny, odmówiłem zdecydowanie tłumacząc, że to wtedy będą moje zdjęcia. Nie dotarło. Zostałem potraktowany jako ten nieużyty artysta. No ale, ja nie jestem wynagradzany z budżetu. A prawdziwy konsultant — tak. I menel wie jak to wykorzystać. On chce dmuchnąć, nachlać się (tak wiem, mogłem napisać spożyć alkohol, ale to jednak nie to samo), a potem całym tym majdanem i jego skutkami obarczyć innych. Byle dzieci mu nie zabrali, bo nie będzie zasiłku (czytaj: nie będzie na wódę). Teraz będzie mu łatwiej, bo wszystko załatwi konsultant. A taki konsultant fotograficzny — cóż byłoby to za cudowne rozwiązanie problemów. Myślę, że nawet moglibyśmy sobie pozwolić na spanie do południa zamiast zrywać się o nieludzkiej porze, w środku nocy — aby ustawiając i poziomując statyw zgrabiałymi od lodowatej bryzy palcami, zobaczyć wschód słońca nad morzem. Albo — jak to by było miło, gdyby zamiast brodzenia po mokrych łąkach, wleczenia ze sobą kilogramów sprzętu, potykania się, żeby umazać całe ubranie w błocie podczas ratowania aparatu przed utopieniem — wysłać tam konsultanta, żeby on załatwił sprawę zachodu słońca nad żuławskimi wierzbami. Na pewno dotrze na czas, na pewno będzie zachód, na pewno przywiezie piękne zdjęcia. Wróci, wywoła, pokaże — zobacz, powie — jakie świetne masz zdjęcia. No bo przecież zdjęcia będą moje — on jest tylko konsultantem, a ja spiję śmietankę. Może nawet okażę mu odrobinę serca, podziękuję? Chociaż niekoniecznie, bo przecież nie za moje pieniądze będzie konsultantem, on zostanie opłacony z pieniędzy innych, takich co potrafią sobie znaleźć pracę (zob. &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/07/inzyniera-zywot-wasny.html"&gt;Inżyniera żywot własny&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;Ileż wspaniałych zdjęć mógłbym zrobić, gdyby nie brak konsultanta. On wiedziałby jak ustawić lampy w studio, jaki dobrać film, żeby &lt;a href="http://www.foto-grafik.pl/duze.php?id=10709"&gt;modelka&lt;/a&gt; po obejrzeniu efektów nie powiedziała... (nic nie powiedziała, może i lepiej?) albo jak wywołać  &lt;a href="http://www.foto-grafik.pl/duze.php?id=6138"&gt;zdjęcie&lt;/a&gt;, żeby było dobrze. A tak? Bez wsparcia, i to za darmoszkę (a jakże, bo przecież wg filozofii meneli, płacą tylko głupcy) niewiele z tego wychodzi. Przynajmniej na razie...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Znowu wymarzłem, piach dostał się we wszystkie zakamarki aparatu, woda — w chwili nieuwagi — nalała mi się do butów, zachodu nie było, światłomierz pokazywał kierunki świata zamiast poprawnych czasów, nowy eksperymentalnie zakupiony wywoływacz — D-76H — okazał się zbyt miękki do tego co zamierzałem, i tak dalej. Mógłby zapytać ktoś, po co mi te kombinacje z wywoływaczem? To proste — ja nie mam konsultanta, do wszystkiego muszę dochodzić sam (albo prawie sam, z pomocą &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/10/och-qtwa.html"&gt;kolegów&lt;/a&gt; borykających się z podobnymi problemami — oni też nie mają konsultantów) — nikt mi też nie dokłada do zabawy w fotografię. Wywoływacz do samodzielnego składania kupiliśmy hurtem, żeby było taniej, wspólnie ze Sławkiem, moim sympatycznym kolegą z portalu dla miłośników tzw. analogów, czyli &lt;a href="http://www.aparaty.tradycyjne.net/"&gt;aparatów na kliszę&lt;/a&gt;****. Bo jakoś tak... nie mamy wsparcia za państwowe pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Nie, nie chcę konsultanta, lubię (kocham to może za duże słowo) zabawę w fotografię. Cieszą mnie poranki i zachody w dobrym towarzystwie, uwielbiam narkotyczny wręcz zapach kawy z termosu o &lt;a href="http://www.foto-grafik.pl/duze.php?id=6875"&gt;wschodzie słońca&lt;/a&gt;. Lubię siedzenie w ciemni i kwaśny zapach utrwalacza. Lubię. Bardzo. A co mają z tym wspólnego menele? Oni po prostu są, może należy im współczuć braku empatii? Może. To współczuję. Ale z daleka, i niech oni też się ode mnie trzymają z daleka. Bo następny reportaż będzie o mnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* Określenie ze słownika wulgaryzmów zostało użyte nieprzypadkowo, w pewien sposób odzwierciedla moją, chyba genetyczną wręcz niechęć do takich typów, czy też stan ducha, kiedy podchodzą do mnie pod sklepem i bez żenady naciskają: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Panie, kup mi pan oranżadę albo chociaż wodę mineralną&lt;/span&gt; (heh, jeszcze mają śmiałość mieć kaprysy) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bo mnie tak okropnie suszy po wczorajszym&lt;/span&gt;. Nic dodać, nic ująć...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-5084000455488434520?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/5084000455488434520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/daj-panie-daj.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5084000455488434520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/5084000455488434520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/daj-panie-daj.html' title='Daj panie, daj...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SszkqLE-CeI/AAAAAAAAAJ0/YfuQZhVtxb0/s72-c/10_Efke100_GorkiZachodnie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-6625018764462046907</id><published>2009-10-02T12:03:00.007+02:00</published><updated>2009-10-02T12:19:20.127+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Och qTWA!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXSUZgXn0I/AAAAAAAAAJU/LQbPp6M64iE/s1600-h/09_Reala_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXSUZgXn0I/AAAAAAAAAJU/LQbPp6M64iE/s320/09_Reala_Orlowo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387943777104535362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXRM5VJMMI/AAAAAAAAAJE/rgwR1GXlNN4/s1600-h/08_ShanghaiGP3_Gniezno.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXRM5VJMMI/AAAAAAAAAJE/rgwR1GXlNN4/s320/08_ShanghaiGP3_Gniezno.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387942548696805570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXQSQBe0_I/AAAAAAAAAI8/ww_-yWxpG4s/s1600-h/12_EFKE100_Rogalin.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXQSQBe0_I/AAAAAAAAAI8/ww_-yWxpG4s/s320/12_EFKE100_Rogalin.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387941541176071154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Lubię zdjęcia. Lubię wertować stare albumy z czarno-białymi zdjęciami; szczególnie lubię grzebać w starych kopertach, w których niektórzy trzymają zdjęcia. Bo wtedy odbitki dają się wziąć do ręki i — po pierwsze — mogę obejrzeć je dokładnie z bliska, a po drugie — można poczuć (niewyczuwalny dla laika, ale jednak) zapach starego papieru, chemii, całej tej otoczki fotografii. Kolorowe też lubię, ale te starsze, robione klasycznie, pod powiększalnikiem, czasem z rozchwianymi kolorami, z bielą nie do końca białą, lekko wyblakłe, ze spełzłymi już kolorami. Jakieś takie inne są, każde jest małą indywidualnością. Nie to, co nowe, prosto z cyfrowego labu. Te nowe jakieś takie... bez serca są. Zresztą, nie tak dawno oddałem kolorowy film do jednego z labów w Gdańsku Wrzeszczu, do wywołania i zrobienia odbitek. Takich zwykłych odbitek 10 x 15 cm, bez zadęcia, dla rodziny — żeby obejrzała sobie &lt;a href="http://www.flickr.com/photos/37071676@N07/sets/72157621124418886/"&gt;MIZARA&lt;/a&gt;, pracę inżynierską mojego syna. Pamiętałem dokładnie, że część zdjęć zrobiłem z filtrem polaryzacyjnym, a część bez niego. Powinny różnić się kolorami, ich nasyceniem itp. I co dostałem? Wszystkie zdjęcia są praktycznie takie same, trochę nijakie kolorystycznie, żeby nie powiedzieć bez charakteru. A przecież prosiłem, żeby nie grzebać, nie poprawiać kolorów itd. Nic z tego, laboludki wiedzą lepiej. Zawsze tak jest, że ktoś wie lepiej ode mnie. Wszystko wie lepiej...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Żeby daleko nie szukać — oglądam też zdjęcia w galeriach internetowych; mam kilka ulubionych, zaglądam tam często. Niektórzy twierdzą nawet, że zbyt często. Ale co ja zrobię, że lubię... oglądać zdjęcia. I nie tylko, ale jednak przede wszystkim. Skoro jednak coraz mniej jest tych tradycyjnych, to oglądam ich internetowe ersatze. Też z przyjemnością. Tym bardziej, że internet ma to do siebie, iż oprócz oglądania, ma się kontakt z autorem, kontakt często niedostępny w przypadku zwykłych wystaw. Może nie ten ceniony najbardziej — bezpośredni, ale w końcu, nawet do naszego kraju zawitał XXI wiek i kontakty za pomocą komunikatorów, telefonów komórkowych itp., stały się częścią dnia codziennego (kto jeszcze pamięta, kiedy napisał ostatni list?). Rzecz jednak w tym, że rozmówki internetowe nierzadko przeradzają się w spotkania „oko w oko”. I nierzadko są przyczynkiem do nowych przyjaźni, miłości, albo bodaj tylko zwykłych znajomości w kręgu tego samego hobby. Spotykamy się, czemu nie? Tak samo jak brydżyści, wędkarze albo miłośnicy motoryzacji. Spotykamy się, pogadać o „wyższości jednego aparatu nad drugim”, nowych filmach, plenerach, albo po prostu o niczym — ot pogadać. Chociaż temat fotografii nas nie opuszcza, krąży wokół i zawsze wraca do głównego nurtu rozmowy. Miło jest się spotkać, poznać ludzi, z którymi wymieniamy się opiniami na temat własnych zdjęć. Przyjemnie jest — w ogromnej większości znajomi internetowi okazują się być jeszcze sympatyczniejszymi niż można „wyczytać” z monitora. Oczywiście — jak to w życiu bywa — nie zawsze jest pięknie; czasem się zdarzy, że ktoś przyjedzie na plener na tzw. „krzywy ryj” - wyżre nie swoje kanapki i udaje zdziwionego; albo, że winny „zniknięcia” naszych zdjęć po wystawie, oświadczy z butą: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;powinniście się cieszyć, że w ogóle mogliście gdzieś pokazać wasze gów***e zdjęcia&lt;/span&gt;”; no fakt — może i badziewne, ale nasze własne, w sensie materialnym również. Jednak to są wyjątki, oni sami odpadają, jak odrzuty. Z pozostałymi zaś miło się spotkać, a to wiśniówką poczęstują, a to kawę przytargają w termosie, pożyczą filtr albo po prostu podzielą się ostatnim papierosem...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Spotykamy się, jak najbardziej na plenerach — w grupie często raźniej, często bezpieczniej w „dziwnych” okolicach, łatwiej o pomoc koleżeńską w razie awarii samochodu, a poza tym — miło jest się po prostu spotkać i pogadać, jeśli kolejny wschód słońca nie dopisze. Kiedy już plener się skończy, pooglądamy wzajemnie swoje zdjęcia na wyświetlaczach, obgadamy je „wzdłuż i w poprzek”, pozachwycamy się jednymi, a zdołujemy inne — rozjeżdżamy się do własnych zajęć, żeby jednak, wieczorem — spotkać się internecie. Ja wspomniałem, skoro już zdążyliśmy obejrzeć nawzajem swoje zdjęcia, to czytamy opinie innych, wymieniamy się uwagami i... tu zaczyna się clou programu — często-gęsto stajemy się pożywką dla opętanych manią prześladowczą, poszukiwaczy mitycznego TWA*. Zawsze się zastanawiałem, o co im chodzi, dlaczego nie zajmą się czymś przyjemniejszym, robieniem zdjęć, ich oglądaniem, a nie szukaniem dziury w całym. No ale... statystycznie rzecz biorąc, w populacji 100.000 ludzi będzie ksiądz i zakonnica, polityk i złodziej, a także ktoś z manią wielkości lub prześladowczą. Taki jak pewni bracia, co to od niepamiętnych czasów szukają jakiegoś „układu” i oskarżają wszystkich o nepotyzm, zapomniawszy o tym, żeby najpierw spojrzeć w lustro. No to nic dziwnego, że i w portalach fotograficznych się tacy przewijają. W pewien sposób jednak tworzą koloryt życia codziennego, biegają tu i ówdzie, jak kundelki, szczekając na przechodzących; czasem nawet ukąszą w łydkę, bo wyżej nie sięgają. Ich ulubionym zajęciem jest kąsanie tych słabszych, zaczynających dopiero przygodę z fotografią. Silniejszych raczej nie ruszają, obszczekują ich z daleka, zza „płotu” firewalla. Bo w bezpośrednim spotkaniu już nie są tacy odważni. Niewiele mają do powiedzenia poza wygłoszeniem wyimaginowanego banału, że robią to „dla dobra...”. Jakiego dobra? W czym adeptowi fotografii ma pomóc, wpisane z jakąś mściwą satysfakcją, słowo „gniot” opatrzone dziwacznym znakiem interpunkcyjnym? Może i pomaga, w uodpornieniu się na chamstwo dnia codziennego. Jakby nie patrzeć, kundelki zabawne są, ale szkodliwe na dłuższą metę. Zabierają cenne klastry z dysków serwerów nic nie dając w zamian. Dziwna rzecz, ale z mniejszych portali są bezlitośnie usuwani przez moderatorów. Tylko w masie tych większych galerii mają jakieś szanse, tamci administratorzy mają zapewne dość innych zajęć. No cóż... niektórzy z moich kolegów, robiący wspaniałe, wycyzelowane LF-em zdjęcia, zmęczeni wiecznym jazgotem, usunęli się z takich portali; zamknęli się w ciemni i tam znaleźli spokój. Szkoda tylko, że pozbawili nas możliwości oglądania efektów ich wiedzy i wyobraźni. Czasem... też mam dość, ale zawsze ratuje mnie świadomość, że mogę zajrzeć do &lt;a href="http://blog.sobanek.com/"&gt;Bartosza&lt;/a&gt; w oczekiwaniu na reportaż z wyprawy do Indii, albo pooglądać zdjęcia &lt;a href="http://distantmoon.pl/"&gt;Dominika&lt;/a&gt; z Toskanii. Zresztą, takich miejsc mam wiele, i zawsze znajduję tam ukojenie fotograficznych namiętności.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Fotografia, to jest to, co nas łączy — jesteśmy TWA*. Jeśli ktoś nie chce tego zrozumieć, powiedzmy mu wprost: człowieku, idź sobie, to nie dla Ciebie, ujadaj gdzie indziej, my jesteśmy jak karawana - idziemy dalej...&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;* TWA — no tak, wypadałoby podziękować... Nie jestem w stanie wszystkich wymienić z imienia/nicka, a nie chciałbym nikogo pominąć. Dziękuję za towarzystwo na plenerach i w internecie, dziękuję za filmy, noclegi, wycieczki, obiektywy, sprzęt, chemię i wiele innych. Dziękuję za bezcenną wiedzę, którą dzielicie się ze mną. Dziękuję za bezinteresowną życzliwość. Tego nie da się kupić w żadnym sklepie. Dzięki, że jesteście...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-6625018764462046907?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/6625018764462046907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/och-qtwa.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6625018764462046907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/6625018764462046907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/10/och-qtwa.html' title='Och qTWA!'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SsXSUZgXn0I/AAAAAAAAAJU/LQbPp6M64iE/s72-c/09_Reala_Orlowo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-1337888063058602660</id><published>2009-09-22T13:09:00.017+02:00</published><updated>2009-09-22T17:10:59.429+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Starocie nie całkiem nieciekawe</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri6aHzkLrI/AAAAAAAAAI0/LFRrW7z3rBI/s1600-h/24_Delta100_Gdansk.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384258312456122034" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri6aHzkLrI/AAAAAAAAAI0/LFRrW7z3rBI/s320/24_Delta100_Gdansk.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri30_ZpCJI/AAAAAAAAAIs/XlfXoA60qcA/s1600-h/11_Delta100_Wrzeszcz.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384255475521489042" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri30_ZpCJI/AAAAAAAAAIs/XlfXoA60qcA/s320/11_Delta100_Wrzeszcz.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri2zYLj1UI/AAAAAAAAAIc/v2OAtuSqVZ0/s1600-h/31_Delta100_Sliwice.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384254348301948226" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri2zYLj1UI/AAAAAAAAAIc/v2OAtuSqVZ0/s320/31_Delta100_Sliwice.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SriyQ2oH60I/AAAAAAAAAIE/_13reshbHFk/s1600-h/13_Delta100_Wrzeszcz.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384249357132884802" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SriyQ2oH60I/AAAAAAAAAIE/_13reshbHFk/s320/13_Delta100_Wrzeszcz.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Srix-zHMKNI/AAAAAAAAAH8/3tFXrid3h7Y/s1600-h/19_Delta100_Pelplin.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384249046951798994" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Srix-zHMKNI/AAAAAAAAAH8/3tFXrid3h7Y/s320/19_Delta100_Pelplin.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Srixy38BXtI/AAAAAAAAAH0/Qb6XgLlVg-o/s1600-h/28_Delta100_Pelplin.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384248842088701650" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Srixy38BXtI/AAAAAAAAAH0/Qb6XgLlVg-o/s320/28_Delta100_Pelplin.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Zawsze mnie zastanawiało, co inni widzą w takich dziwnych miejscach. Przecież tam nie ma nic ciekawego. Brudne, zapuszczone, często grożące spadnięciem czegoś na głowę, albo... wręcz po prostu dostaniem po głowie w jakimś ciemnym zaułku. I, o ile, to pierwsze nadal jest realne, to drugie z czasem przestało być niepokojące. Bo ludzie, o ile pojawiają się w takich miejscach, na ogół życzliwi są, ciekawi, a czasem nawet wręcz niesłychanie pomocni. Pomogą, ostrzegą, a czasem nawet pomogą w znalezieniu dziury w płocie. Oczywiście zawsze pada pytanie co, i dlaczego to robię. Robię, czyli fotografuję. Zawsze odpowiadam zgodnie z prawdą, że - po pierwsze - mam takie hobby a nie inne, a po drugie - dokumentuję miejsca, które powoli przechodzą w niebyt. I to wystarcza. Może niebagatelny wpływ na traktowanie mnie jak niegroźnego szajbusa mają moje stare aparaty? Może Kijew wyglądający jak skrzyżowanie małego czołgu z wyrzutnią przeciwpancerną, a może Minolta „uzbrojona” w Tilt &amp;amp; Shift wymyślony i zrobiony przez &lt;a href="http://www.foto-grafik.pl/zdjecia/sred/8223.jpg"&gt;Konrada&lt;/a&gt; w pewien zimowy wieczór? Minolta z tym wynalazkiem w ogóle przestaje przypominać aparat, a zaczyna wyglądać jak urządzenie do nawiązywania kontaktu z obcymi cywilizacjami, a wiadomo kto się takimi rzeczami zajmuje - tak więc z wariatem lepiej nie zaczynać - traktowany jestem zatem dość łagodnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracając jednak do początku, co tam jest ciekawego? Sam nie wiem, ale...  jak popatrzeć przez wizjer aparatu to sporo ciekawych rzeczy można znaleźć. Od pewnego czasu, patrząc właśnie przez wspomniane szkiełko, zaczynam dostrzegać rzeczy, których nie widziałem wcześniej. Pewnie niebagatelny wpływ ma na to, to „dziwne” szkiełko, rysujące miękko, czasami nieostro, trochę winietujące - jednym słowem inne niż reszta obiektywów, którymi robię zdjęcia. A może po prostu - jest w tym odrobina przekory - żeby nie było zbyt pięknie, prosto, kolorowo? Żeby było tak, jak lubi jedna z moich sympatycznych koleżanek, Agnieszka - przaśnie, buro i brudno (dobrze, że fotografia nie przenosi zapachów) - wtedy dopiero jest warte zainteresowania. Może... to jest jak w tej legendzie o królu Janie III Sobieskim, który (ponoć) uganiając się za zwierzyną po Borach Tucholskich, zostawił gdzieś całą świtę i pobłądziwszy nieco, zgłodniał, a zaproszony do chaty przez mieszkańca okolicznej wsi, nakarmiony przaśnym chłopskim jadłem, tak się nim zachwycił, że w podzięce nadał wsi nazwę &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lubichowo"&gt;Lëbichòwò&lt;/a&gt;, a świcie królewskiej potem opowiadał, że jadł coś najwspanialszy posiłek na świecie. Cóż tak zachwyciło króla? Ano ziemniaki okraszone zsiadłym mlekiem - codzienny chłopski posiłek. I tak to czasami jest, że jak się całe życie jada mimry z mamrami, to nie dostrzega się urody rzeczy najprostszych. Może stąd też bierze się upodobanie, żeby czasem w balowej kiecy wejść w błoto? Sam nie wiem...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie szukam jednak miejsc z założenia „okropnych”. Raczej staram się wyszukiwać „smaczki” takich miejsc. A to stacyjka w małej miejscowości, popadająca pomału w ruinę (te stare stacyjki zresztą, jak oglądam zdjęcia kolegów, same w sobie są zaprojektowane „dla ludzi”; murowane z cegły, na dole kasy, pomieszczenia dla podróżnych, pomieszczenia bagażowe - wszystko z pomysłem, od krat na oknach poprzez duże wygodne drzwi, aż po poddasze, na którym mieszkał zawiadowca z rodziną - po prostu ładne, dużo ładniejsze niż dzisiejsze pesudomarmurowo aluminiowe wytwory; no i wytrzymują próbę czasu, czego nie można powiedzieć o nowszych konstrukcjach), a to zapomniany fryzjer w starej dzielnicy, czy też witryna sklepu mięsnego. Sporo tego jeszcze zostało pomiędzy nowo powstałymi supermarketami - z lewej, a kolejnymi bankami z prawej. Ot choćby taka Cepelia albo słup ogłoszeniowy z zeszłego wieku, czy po prostu stare, ceglane budynki osaczane bezlitośnie przez nowo powstające biurowce i &lt;a href="http://malczer.blogspot.com/2009/07/miao-byc-tak-pieknie.html"&gt;handlowe „galerie”&lt;/a&gt;. Czy może też stare Kasyno Garnizonowe pamiętające czasy świetności Niebieskich Beretów, albo smętne stoczniowe żurawie widziane z nieczynnego mostu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A może, po prostu czasem warto się przejść i wchłonąć gdzieś w siebie resztki starego porządku, obrazków zapamiętanych z dzieciństwa, żeby zostały w nas na dłużej? Może. Jutro nie będzie tego, co jest dzisiaj, czas jest nieubłagany...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-1337888063058602660?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/1337888063058602660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/09/starocie-nie-cakiem-nieciekawe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/1337888063058602660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/1337888063058602660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/09/starocie-nie-cakiem-nieciekawe.html' title='Starocie nie całkiem nieciekawe'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sri6aHzkLrI/AAAAAAAAAI0/LFRrW7z3rBI/s72-c/24_Delta100_Gdansk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-528273650529180444</id><published>2009-09-09T14:30:00.017+02:00</published><updated>2009-10-07T19:31:59.072+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>„Parszywa” dwunastka...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SqelxNkMWvI/AAAAAAAAAHk/rB8N8ZYbEDI/s1600-h/Blog_01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SqelxNkMWvI/AAAAAAAAAHk/rB8N8ZYbEDI/s320/Blog_01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379450544790985458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SqelLstuIrI/AAAAAAAAAHc/32hDHEFR0Eg/s1600-h/Blog_04.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SqelLstuIrI/AAAAAAAAAHc/32hDHEFR0Eg/s320/Blog_04.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379449900317418162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sqei71UMBBI/AAAAAAAAAHU/OMdfJ0JwDgA/s1600-h/Blog_03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sqei71UMBBI/AAAAAAAAAHU/OMdfJ0JwDgA/s320/Blog_03.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379447428725081106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czy pamięta jeszcze ktoś ten film &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f8547/Parszywa+dwunastka,1967"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Parszywa dwunastka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;? Pokazano go nam jeszcze w czasach PRL, kiedy to władza, bodaj pozornie, dbała o rozwój duchowy obywateli. Był to również okres, kiedy Polska nie prowadziła wojny z żadnym krajem. Czasy się jednak zmieniły, teraz już nie jest tak pięknie jakby się mogło wydawać, albo jak próbuje się nam przedstawić. Jakby nie patrzeć, coś mi się zdaje, że prowadzimy wojny – nie tak dawno w Iraku, a teraz w Afganistanie. Bo jak inaczej nazwać wysłanie naszych żołnierzy na terytorium innego państwa? Bo z tego co wiem, to ONZ nie prowadziła &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Misje_pokojowe_ONZ"&gt;misji pokojowych&lt;/a&gt; w tych krajach z udziałem polskich żołnierzy. Może się po prostu nie znam? Na polityce na pewno nie, ale staram się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Co myśmy (w sensie Polski i polskich żołnierzy) zgubili w Iraku? Ponoć chodziło o wsparcie (chyba duchowe) sojusznika. Sojusznika? Czyżby chodziło o tego, dla którego wysyłamy naszych chłopców na ich wojnę, a w zamian on sprzedaje nam samoloty, które nie bardzo chcą &lt;a href="http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/lecacy%3Bdo%3Bpolski%3Bf%C3%A2%C2%80%C2%9316%3Bznow%3Bmial%3Bawarie,140,0,209036.html"&gt;dolecieć&lt;/a&gt; do Polski? Czy może o tego, który sprezentował nam okręty, które dawno powinny iść na żyletki, a ich remont odbywa się tylko za pomocą części z katalogu jakiejś Navy, części oznaczonych numerem poprzedzonym dwoma zerami, czyli dziesięć razy droższych od ich cywilnych odpowiedników? A może chodzi o tego, który do naszego kraju przylatuje jak chce, robi co chce, a w zamian wprowadził dla nas wizy i pobieranie odcisków palców na dzień dobry na ich ziemi? No może, może... na tym polega polityka. Faktem jest, że politycy niewiele robią, żeby zmienić ten stan rzeczy. Rozumiem to jednak, przecież jak ktoś lot spędzi w towarzystwie &lt;a href="http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=ma%B3pka"&gt;małpek&lt;/a&gt; to potem jest mu wszystko jedno...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wspomniana wcześniej Parszywa dwunastka była „parszywa” z założenia. Drużyna składająca się z typów dość wątpliwego autoramentu, którym dano szansę opuszczenia więzienia, ale też mieli oni tylko jeden cel – wykonać zadanie. Czyli zwyciężyć. Przeżyć mogli, ale niekoniecznie. Nie był to warunek niezbędny. No cóż, wojna... Wojna rządzi się swoimi prawami. Dość niezrozumiałymi dla przeciętnego człowieka. Szkopuł w tym, że wojna nie jest filmem, wszystkie wojny są naprawdę. Ta w Iraku i ta w Afganistanie też. Źródła internetowe podają, że w Iraku zginęło 22 Polaków, w tym 18 żołnierzy. Ktoś może powiedzieć, że niewielu, biorąc pod uwagę wielkość przedsięwzięcia. Niewielu? Toż ludzkiej tragedii nie mierzy się ilością ofiar; to przecież byli czyiś bracia, mężowie, synowie i ojcowie. Niewielu? Dla kogo?&lt;br /&gt;Nasi żołnierze nie są „parszywą dwunastką”. Do zawodowej armii nie trafia się przypadkiem; trafiają tam młodzi, zdolni, sprawni, inteligentni i – co istotne – niekarani. Nie ma lekko, trzeba się zdrowo napocić żeby zostać żołnierzem. „Trochę” o tym wiem; żeby nie koleje losu to Ci, którzy zginęli na ostatnich „brudnych” wojnach mogliby być moimi kolegami. I to boli (ich śmierć) w dwójnasób. Tak samo boli, jak ktoś próbuje zbić kapitał na sprawach, o których nie ma (i nie będzie miał) zielonego pojęcia. Tak jak to było w sprawie &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,4682145.html"&gt;Nangar Khel&lt;/a&gt;. Nawet nie będę próbował się odnieść, nie było mnie tam – a tym, którzy próbowali odsądzić od czci i wiary polskich żołnierzy proponuję obejrzenie z uwagą wyjątkowo realnych scen z filmów, z których można wynieść choćby cząstkę nauki o tym, o czym próbują się wypowiadać. Zarówno w &lt;a href="http://pluton.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Plutonie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, jak i we wcześniejszym &lt;a href="http://czas.apokalipsy.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czasie Apokalipsy&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;  (notabene, dawno temu &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludowe_Wojsko_Polskie"&gt;LWP&lt;/a&gt; musiało go obowiązkowo obejrzeć) można znaleźć sytuacje obrazujące konsekwencje bezustannego napięcia psychicznego i 24–godzinnego narażenia życia. Czasem nawet drobne wydarzenie, które w codziennym życiu potrafi przejść niezauważone, w takiej sytuacji potrafi wywołać eskalację działania, które sprowadza się do prostej zasady: zabić, aby nie zostać zabitym. Bo w armii tylko żywy żołnierz jest coś warty. I niestety – co trzeba przyznać – w prawdziwej wojnie, jak i na filmie, zdarzają się błędy. To niestety nieuniknione. Wprawdzie nie po to się wylewa litry potu na poligonach, żeby w boju robić błędy, ale poligon to poligon, tam się da wszystko przewidzieć, a na wojnie nie. Jakby nie patrzeć, nasi robili to, do czego zostali wyszkoleni – do nich strzelano, to i oni strzelali. Celnie. A co niby mieli robić? Rozpłakać się, czy modlić? Zresztą, żeby daleko nie szukać, parę dni temu w Afganistanie&lt;br /&gt;&lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/2037994,12,wojna_z_talibami_nie_kosztem_cywilow,item.html"&gt;zbombardowano cysternę&lt;/a&gt;; liczba ofiar sięgnęła setki, a nikt nawet nie próbuje nikogo oskarżyć o ludobójstwo. A u nas? Lepiej nie gadać, żołnierzy spod Nangar Khel odsądzono od czci i wiary, i oskarżono o wszystko co najgorsze zanim sprawa została choćby pobieżnie rozpoznana. Tylko, że ktoś zapomniał, że to ta sama wojna...&lt;br /&gt;Zresztą, jak komuś mało polecam jeszcze jeden film o Afganistanie – rosyjski, świetny. &lt;a href="http://9.kompania.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;9 Kompania&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; z niesamowitą siłą przekazu opowiada, jak tam jest naprawdę, i z czym (z kim) trzeba się zmierzyć.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Kilka dni temu w Afganistanie zginął kolejny polski żołnierz. Dzisiaj zmarł kolejny. Pewnie (oby nie)  będzie następny* i kolejny... Może czas najwyższy się zastanowić, czy już nie wystarczy ofiar? W imię czego mają ginąć polscy żołnierze? W imię pokoju na świecie? – Na pewno, pokój jest sprawą nadrzędną, ale cały czas nie daje mi spokoju myśl, że to nie o pokój chodzi. Że ktoś – pod płaszczykiem walki z terroryzmem – ubija własny interes. No bo jak to może być, że najeżdża się inny kraj, a nie pilnuje swojego? Przecież, o ile dobrze pamiętam te wydarzenia z 11 września 2001 r. to terroryści zaatakowali w USA. Nie w Iraku, czy Afganistanie. Terroryści, których przyjęto tam z otwartymi ramionami, żeby w spokoju mogli się wyszkolić i wcielić w życie swoje mordercze zamiary. Tylko od nas, sojuszników, wymaga się wiz i odcisków palców. Ciekawe to... No tak, ale teraz wspólnie ścigamy terrorystów więc nie ma czasu na inne sprawy. Terrorystów? Może, ale, przecież te narody znajdują się na własnej ziemi, bronią (wg odwiecznych reguł) swojego terytorium. Czy to nie daje do myślenia? Przypominam tylko, że wcale nie tak dawno ktoś chciał wprowadzić swój porządek na naszej ziemi, a polskich partyzantów nazywał &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polnische Banditen&lt;/span&gt;. I nie wydaje mi się, że to naciągane porówanie. Czy ktoś z całą stanowczością potrafi mi powiedzieć, że nasza obecność w tych „misjach” (bo jakoś nikt nie chce nazwać rzeczy po imieniu jest niezbędna? Niezbędna do tego stopnia, że trzeba improwizować na tzw. żywym organizmie w kwestii uzbrojenia i wyposażenia? Cały czas słyszę i czytam, że brakuje tego i owego, że kamizelki kuloodporne nie takie, że transportery nieodpowiednio opancerzone, a wsparcia śmigłowców brak. I cały czas słyszę, że brak na to pieniędzy. To może – skoro nas nie stać finansowo – nie szafujmy życiem w imię czyichś interesów? Bo w to, że na każdej wojnie zarabia się kokosy, w to akurat nie wątpię. Przecież ktoś „musi” dostarczyć amunicję, uzbrojenie i wyposażenie – te tysiące ton śmiercionośnej stali – bo jak powszechnie wiadomo, amunicji nie robi się z ciasta na macę, a czołgów nie uzbraja się w Torę. No ale... jak to pięknie potem siedzieć w bezpiecznym fotelu i mówić, że to wszystko w imię pokoju. A my? My jesteśmy chyba w sytuacji, którą najtrafniej scharakteryzował jeden z bohaterów mojego ulubionego filmu, &lt;a href="http://hair.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hair&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;: „Biali wysyłają czarnych na wojnę z żółtymi, żeby bronili ziemi, którą oni sami odebrali czerwonym...”. Myślę, że czas już najwyższy zawołać wspólnym głosem słowa Rogera Watersa – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bring the boys back home&lt;/span&gt; – Niech chłopcy wrócą do domu... Nigdy więcej wojny!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zapomniałem o fotografii? Co tu pisać, zdjęcia są jakie są. Ich największą zaletą jest to, że w ogóle są. Takich, jak powyższe, nie będzie więcej, bo i okręty poszły na żyletki i transportery, a i ludzie się wykruszają. Ale – z drugiej strony – życzyłbym wszystkim nam, aby takie zdjęcia były tylko z poligonów, nigdy zaś z prawdziwej wojny. Myślę, że czas zamknąć listę, postawić czarną grubą kreskę i powiedzieć – nigdy więcej...&lt;br /&gt;___&lt;br /&gt;* &lt;span style="font-size:85%;"&gt;Niestety, czarny scenariusz się sprawdza. 10 września kolejny polski żołnierz poległ w Afganistanie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-528273650529180444?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/528273650529180444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/09/parszywa-dwunastka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/528273650529180444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/528273650529180444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/09/parszywa-dwunastka.html' title='„Parszywa” dwunastka...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SqelxNkMWvI/AAAAAAAAAHk/rB8N8ZYbEDI/s72-c/Blog_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-7053315845864722488</id><published>2009-09-03T12:53:00.014+02:00</published><updated>2009-11-13T13:32:58.750+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Zgasło światło, a winni są cykliści...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iYL1UiAI/AAAAAAAAAGs/qz4kSXM0eMI/s1600-h/09_EFKE100_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iYL1UiAI/AAAAAAAAAGs/qz4kSXM0eMI/s320/09_EFKE100_Orlowo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377195016480655362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iNSeplVI/AAAAAAAAAGk/NGh57fXUPh8/s1600-h/03_RR400_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iNSeplVI/AAAAAAAAAGk/NGh57fXUPh8/s320/03_RR400_Orlowo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377194829286053202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iBKJdp7I/AAAAAAAAAGc/5l9OEnS42Iw/s1600-h/10RR400_Marvolo_Reddin_Blac.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iBKJdp7I/AAAAAAAAAGc/5l9OEnS42Iw/s320/10RR400_Marvolo_Reddin_Blac.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377194620891277234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-h1P_PmEI/AAAAAAAAAGU/ibx_ql5Wti8/s1600-h/08_EFKE100_Orlowo.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-h1P_PmEI/AAAAAAAAAGU/ibx_ql5Wti8/s320/08_EFKE100_Orlowo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5377194416300595266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Stało się. Zgasło światło. 1 września 2009 r. odebrano mi ciepło domowego ogniska. Ciekawe, kto wybrał taką nieprzypadkową, zbieżną z inną ważną rocznicą, datę? Czy to miała być zemsta, czy bezmyślność? Bo to, że ktoś postanowił zrobić interes moim właśnie kosztem to pewne. Gorzej, że próbuje się mi wmówić, że to dla mojego dobra została wycofana – ciesząca moje oczy ciepłym, miękkim i przyjaznym światłem – „zwykła” &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBar%C3%B3wka"&gt;żarówka&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;„Żarówki są nieekologiczne” - tak sobie myślę, że pod tym hasłem ktoś postanowił upłynnić niesprzedane zapasy tzw. świetlówek energooszczędnych. Naprodukował ich, i zapewne teraz nieudany produkt zalega magazyny. No bo że nieudany - to pewne. Gdyby był udany, to sprzedawałby się jak ciepłe bułeczki ministra Kwiatkowskiego. No ale... „w imię ekologii” - na dźwięk tego hasła niektórzy daliby się porąbać – teraz wszystko musi być ekologiczne. Tylko ja nie chcę. Chcę żyć jak człowiek, sam decydować, co jest dla mnie dobre, co złe, a co sprawia mi przyjemność. Dziwna sprawa, ale np. papierosy - o ile produkowane przez koncern znajdujący się w „odpowiednich rękach” - są „ekologiczne”. A przecież wszyscy wiemy, że szkodliwe, nawet bardzo szkodliwe. Powinno się ich zabronić, tak jak narkotyków, ale... widocznie przynoszą takie zyski, że ich tzw. ekologia nie dotyczy.&lt;br /&gt;Ekologiczne żarówki, taaa - one są bardzo ekologiczne w moim przypadku. I bardzo oszczędne. Do tego stopnia, że w moim domu nie zużyją ani jednego wata energii. Prędzej będę siedział przy świecach. Może jestem niereformowalny, ale... przez lata przyzwyczaiłem się do ciepłej, przypominającej światło słoneczne, barwy zwykłych żarówek, i nie zamierzam z nich zrezygnować. W naszym klimacie, światło w domu pali się przez osiem miesięcy w roku. Może w Kalifornii albo Izraelu jest inaczej. Ale nie u nas. I co? - mam przez osiem miesięcy w roku siedzieć w paskudnym sinozielonym świetle? Przecież kolor światła tego wynalazku nadaje się co najwyżej do oświetlenia piwnicy, a i tak zaczyna ona (piwnica) przypominać scenerię rodem z mrocznych gier komputerowych. W domu? - Nigdy w życiu! Moja ukochana kobieta, oświetlona tym światłem zaczyna wyglądać jak zombie. Sinozielona, niebieska albo różowawa - w zależności od tego jak się trafiło ze świetlówką.&lt;br /&gt;Powiedziałby ktoś, że w zwykłych żarówkach 95% energii idzie na grzanie, a tylko 5% na świecenie. Wystarcza mi te 5%, czemu nikt nie chce tego zrozumieć. A te 95%? - wracając do naszego klimatu – u nas przez 8 miesięcy w roku jest chłodno, trzeba się dogrzewać. I chyba nieistotne czym? Bo ja na przykład uwielbiam usiąść z kawą i książką w ręku pod lampką, która i świeci i grzeje mi ręce. I nie wyobrażam sobie oglądania zdjęć w tym paskudnym zielonym świetle. Ktoś jednak zdecydował za mnie - jak to możliwe, jak to się dzieje? Tak sobie myślę, że winni są cykliści... – i tu przypomina mi się scenka sprzed paru dni.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Paniusia wybiera kalendarz, taki planszowy, duży - dla pracowników. Kręci się, robi szum wokół siebie, aby było widać, że jest „ważna”. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zażyczyli sobie z „roznegliżowaną panienką”&lt;/span&gt; - mówi. Ogląda katalog, krzywi się lekko z niesmakiem –&lt;span style="font-style: italic;"&gt; nieee, tu za dużo widać... i z twarzy taka nie bardzo&lt;/span&gt;. Próbuję zdusić gdzieś w sobie parsknięcie śmiechem - nosz kurczę, myślę, zamawiający roznegliżowaną panienkę na pewno będą najbardziej zainteresowani twarzą. Ale już podejrzewam finał. Jak zwykle ktoś zdecyduje o tym, co jest dla nas najlepsze. Tak to jest, to chyba nasza narodowa tradycja, miało być pięknie, a wyjdzie jak zwykle. Myliłem się... to jednak nie koniec...&lt;br /&gt;– &lt;span style="font-style: italic;"&gt;A panu jaka się podoba?&lt;/span&gt; - próbuje zagaić paniusia. Ta - wskazuję na panienkę z efektownym biustem - ale ona nie jest roznegliżowana. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;No przecież ona jest goła&lt;/span&gt; - paruje paniusia. Jak goła jak ma majtki - ripostuję. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nooo nie, bez majtek to pornografia!&lt;/span&gt; - z oburzeniem odpiera moje sugestie. No tak, pornografia... i co jeszcze? Eh, widzę że trafiłem na zatwardziały wytwór zaścianka. Tracę chęć do rozmowy, ale zaścianek kontynuuje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- bo wie Pan, to nie może być, żeby było wszystko widać, to przecież nieestetyczne; jak byłam &lt;/span&gt;&lt;span&gt;- tu pada nazwa kraju z zachodniej Europy&lt;/span&gt; (acha, myślę sobie, przyszedł czas na argumenty większego kalibru, żebym sobie nie pomyślał, że z byle kim rozmawiam), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak tam byłam, to na plaży chodzą takie rozebrane do pasa - okropne! I na dodatek niemłode i wcale się nie wstydzą tego, jak wyglądają. Przecież tak nie może być, żeby one pokazywały nieestetyczne biusty!&lt;/span&gt; - podnosi lekko głos - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ktoś powinien coś z tym zrobić&lt;/span&gt;. Hm, diabeł we mnie zaczął prostować rogi - a po czym Pani wnosi, że jakiś biust jest nieestetyczny? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;No przecież widzę, że mi się nie podoba&lt;/span&gt; - odpiera paniusia. No tak - mówię - ale może komuś innemu się podoba. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie! - one są brzydkie i koniec!&lt;/span&gt;  - paniusia stoi twardo na swoim. No tak - zaczynam się jej przyglądać, żeby znaleźć w niej tę piękność, która ma prawo decydować o tym, co jest brzydkie, a co nie. I cóż... lekko śniada cera, blisko siebie osadzone ciemne oczy, zerkające podejrzliwie na lewo i prawo, wydatny haczykowaty nos, duży obwisły biust na korpulentnym ciele wspartym na krótkich grubych nogach, całość opięta w ciuch, trochę jak baleron - typowa, niemłoda przedstawicielka swojej rasy, wiedźma po prostu - i ona ma czelność mówić mi, że ktoś jest nieestetyczny? Toć, gdyby iść jej tokiem rozumowania, to wszyscy wyglądający inaczej niż ona, czyli czarni, biali, żółci, czerwoni itd. powinni kryć się w mroku. Widzę już co będzie - pracownicy nie dostaną takich kalendarzy jak chcieli. Dostaną takie, jakie ona uzna za odpowiednie. Jak to się dzieje, że „paniusia” ma prawo decydować o tym, co jest ładne a co nie, co jest dobre i dla kogo? Nie chciałbym wyciągać daleko idących wniosków, ale to wygląda jak prosta droga do tej filozofii i tych czasów, które 70 lat temu wstrząsnęły Europą. Narodowy nacjonalizm nie wziął się znikąd. Niech ją i podobnych do niej diabli wezmą raz na zawsze. Albo może nie, diabli też ludzie i nie zazdroszczę im tych wiecznych problemów, tego targowania się, a to że w kotle za ciepło i szkoda paliwa, a to że za zimno i trzeba podłożyć albo że drewno do palenia nieodpowiednie. Wieczne niezadowolenie to chyba credo życiowe takich jak ona. Eh...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Co to wszystko ma wspólnego z fotografią, bo w końcu o niej miało być? Ano... dziś żarówki, jutro ryby - wprost od rybaka - ze świeżego połowu, a któregoś dnia ktoś dojdzie do wniosku, że mój stary aparat jest niekoszerny. Pomimo tego, że jest całkiem mechaniczny, nie potrzebuje baterii, nie zużywa prądu itd. Jak lobby postanowi zarobić, to nie będzie zmiłuj się. Ogłoszą światu, że stary selenowy światłomierz jest nieekologiczny i natychmiast mam go złomować, a w zamian kupić „ich” produkt - kilka/kilkadziesiąt razy droższy. Na lobby nie poradzisz...&lt;br /&gt;Widzę  jednak światełko w tunelu. Zmęczeni „energooszczędnym”, „ekologicznym” paskudztwem zapalimy świeczki, zrozumiemy wreszcie pradziadów i docenimy aurę ogniska domowego.&lt;br /&gt;No i wreszcie - chcąc nie chcąc - pójdziemy na spacer, w plener, naoglądać się światła dziennego, nawdychać świeżego powietrza; będziemy zdrowsi - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Czego wszystkim życzę.&lt;br /&gt;Wbrew tytułowi nie wszystkiemu winni są cykliści... - kto jest winny pozostawiam ocenie Czytelnika. Nie dajmy się jednak zwariować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-7053315845864722488?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/7053315845864722488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/09/zgaso-swiato-winni-sa-cyklisci.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7053315845864722488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7053315845864722488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/09/zgaso-swiato-winni-sa-cyklisci.html' title='Zgasło światło, a winni są cykliści...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sp-iYL1UiAI/AAAAAAAAAGs/qz4kSXM0eMI/s72-c/09_EFKE100_Orlowo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-4611644329501504421</id><published>2009-08-17T14:22:00.007+02:00</published><updated>2009-11-13T13:33:11.471+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Majtki i rajtki, czyli bredzenie mediów...</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolOEk54K3I/AAAAAAAAAGM/Z6jYKDgfNm0/s1600-h/03_Delta400_ZaspaCm.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370909871148903282" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolOEk54K3I/AAAAAAAAAGM/Z6jYKDgfNm0/s320/03_Delta400_ZaspaCm.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolN8jp-OqI/AAAAAAAAAGE/tfqy8F-Ii5Y/s1600-h/12a_RR400.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370909733374802594" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolN8jp-OqI/AAAAAAAAAGE/tfqy8F-Ii5Y/s320/12a_RR400.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolNtqpbYBI/AAAAAAAAAF8/Cc4QY4XBops/s1600-h/06_Delta400_ZaspaCm.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370909477553528850" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolNtqpbYBI/AAAAAAAAAF8/Cc4QY4XBops/s320/06_Delta400_ZaspaCm.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;Madonna jedzie do obozu, Madonna w obozie... większość mediów, w tym telewizja publiczna, przez pół weekendu zachłystywała się tą informacją. Panienko przenajświętsza - toż od dawna wiadomo, że Madonna śpiewać nie umie, ale żeby ją zaraz do obozu wysyłać?! Cóż komu zawiniła nienajmłodsza gwiazdka popu? Może obraziła tzw. WC? Show, w którym umięśniona jak facet artystka, prezentująca na scenie głównie &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6d/Madonna_Confessions_Tour_Boombox.jpg"&gt;majtki i rajstopy&lt;/a&gt;, wydaje dziwne dźwięki (które chyba niekoniecznie można nazwać śpiewaniem) może obrażać różne uczucia, ale żeby zaraz do obozu? No chyba, że to swoista zemsta za dawne czasy, że jako Madonna zaprezentowała &lt;a href="http://proces.blox.pl/resource/madonna198503.jpg"&gt;wizerunek niekoniecznie święty&lt;/a&gt;? Ale przecież czasy się zmieniły, artystka też już dawno przestała przypominać dawną &lt;a href="http://www.southbeachrealestateblog.com/wp-content/uploads/2007/07/madonna.jpg"&gt;Louise Veronica Ciccone&lt;/a&gt; z Playboya. Cóż, czas jest nieubłagalny, wszystko się zmienia. No może... prawie wszystko? Nie umiała, nie umie, i pewnie nie nauczy się śpiewać. Lekcje muzyki przygotowujące do Evity dały niewiele, ledwie poprawność, „naturszczik” Banderas wokalnie przyćmił Madonnę z kretesem. Ale za to też się nie skazuje...&lt;br /&gt;Uff, wyjaśniło się, chodziło tylko o to, że artystka ma (chyba) zwiedzać obóz. Więc nic jej jednak nie grozi. Informacja jednak poszła w świat. Ja rozumiem, że kanikuła, że sezon ogórkowy, ale przecież powinna obowiązywać jakaś rzetelność w informowaniu odbiorców? Czy nie? Bo na razie wyszło jak w starym dowcipie: „nie w Moskwie tylko w Erewaniu, nie samochód tylko rower, i - nie wygrał, tylko mu ukradli”. Rzecz w tym, że to ponoć impresario Madonny jest winny całemu zamieszaniu - jak to wśród impresariów bywa - postanowił zobaczyć miejsca kaźni swojego narodu. I dobrze, i chwała mu za to...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Jedno pytanie nurtuje mnie jednak bardziej niż inne. Dlaczego? Dlaczego ktoś to wymyślił, kto jest odpowiedzialny za ten zamęt informacyjny pt. Madonna w Auschwitz, skąd to się wzięło? Dlaczego nie na Wawelu, nie pod Dworem Artusa, nie w Sandomierzu ani na rynku w Poznaniu tylko właśnie w obozie koncentracyjnym? Kto jest odpowiedzialny za podtrzymywania, wykreowanego przez jakieś parchate media, wizerunku Polski jako miejsca gdzie znajdowały się &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_obozy_koncentracyjne"&gt;„polskie obozy koncentracyjne”&lt;/a&gt;? Nie chciałbym wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale czasem nasuwają się one same, bardzo oczywiste. Ciekaw też jestem, dlaczego większość znaczących wydarzeń musi się kojarzyć właśnie z obozami zagłady (a konkretnie tym jednym, bo nie zapominajmy, że było ich więcej - ale pozostałe objętę są jakąś zmową milczenia). Mają utrwalić naszą „winę” w świadomości innych narodów świata? Bo przecież przeciętny &lt;a href="http://strasznasztuka.blox.pl/resource/wpp2009h.jpg"&gt;TURYSTA W CZERWONYM DRESIE&lt;/a&gt; i tak tego zjawiska nie zrozumie. Nakarmiony medialną papką zapamięta z niej to jedno zdanie i będzie powtarzał dzieciom, wnukom, sąsiadom i innym. Nawet jeśli z wycieczką trafi w to miejsce to i tak nie zauważa, że przerażająca nazistowska precyzja służyła jednemu tylko celowi. On widzi porządek, przystrzyżone trawniki zagrabiony piasek. Baraki - jak wojskowe, stojące w szyku, a krematorium nie wzbudza większych emocji, bo tam - za oceanem - od dawna jest powszechne, tylko inaczej się nazywa. Tak, ten turysta zapamięta ewentualnie, że w „polskich obozach koncentracyjnych” mordowano Żydów. Nikt jakoś głośno nie powie, że tych &lt;a href="http://www.sciaga.pl/tekst/52516-53-obozy_koncentracyjne_w_polsce/"&gt;obozów było więcej&lt;/a&gt; i nie tylko w miejscu lokalizacji Polska.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Co to wszystko ma wspólnego ze mną? Ano ma... Niemalże za rogatkami Gdańska jest inny obóz. Stutthof. Jakoś cicho o nim, media go omijają, zarówno nasze, jak i te inne. Chyba jednak dobrze, bo z tego co pamiętam - jakichś mglistych opowieści z dzieciństwa - to potwornością istnienia równy był tym innym obozom. Stryj mojej matki - Aleksander - przeżył. Przeżył, bo uciekł. Przez całe życie nie chciał opowiadać o tym co go spotkało. Wiedzieli tylko najbliżsi, a i oni niewiele, bo ukrywać się musiał do końca wojny, a szmat czasu po wojnie też nie było najlepiej. Stryj nie chciał rozdrapywać ran, chciał żyć jak człowiek? Może to jakaś nauczka dla nas? Nie zapominajmy, bo nie można historii na to pozwolić, tak samo jak nie można pozwolić na jej fałszowanie, ale... nie rozdrapujmy ran. Oddajmy hołd miejscom pamięci, oddajmy hołd poległym i zamordowanym pamiętając jednak, że ludzkiej tragedii nie mierzy się ilością ofiar ani też ich narodowością.&lt;br /&gt;Parę kroków ode mnie, na gdańskiej Zaspie jest &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_na_Zaspie"&gt;cmentarz poświęcony ofiarom nazizmu&lt;/a&gt;: Polaków, Rosjan, Cyganów... Kamienne posągi* swoją posępną wymową przypominają te przerażające czasy. Nie pozwolą zapomnieć. Tak ma być. Nie zapominajmy również o tych, co pomału stają się bezimienni, których groby powoli zapadają w niepamięć. Ale na litość... nie róbmy szopki z miejsc kaźni i ludobójstwa. Nie mieszajmy kręcącej pupą i wypinającej biust gwiazdki pop z martyrologią narodu. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Albo wyjdzie - zawitają kolejni turyści w dresach, tym razem w kolorze tęczy, z lodami na patyku. Bezwzględnie się temu sprzeciwiam - nawet kosztem wizyty smętnych panów w czarnych garniturach. No bo, jakby nie patrzeć, zapewne naruszyłem czyjeś parchate interesy. Czyje, to pozostawiam domyślności Czytelnika...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;* Czas jakiś temu razem z ojcem uczestniczyłem w powstawaniu innowacyjnej maszyny do produkcji betonowych form (co 15 sekund gotowy do użycia blok betonu). Ojciec miał wyobraźnię przestrzenną i złote ręce - nieprzypadkowo właśnie on się tym zajmował (ja tylko pomagałem). Maszyna powstała, czego dowody można obejrzeć na cmentarzu na Zaspie. Mam też w ten sposób nieprzemijającą pamiątkę po ojcu. Bo maszyna gdzieś przepadła w mrokach dziejów. Czyżby naruszała czyjeś „żywotne” interesy?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-4611644329501504421?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/4611644329501504421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/08/majtki-i-rajtki-czyli-bredzenie-mediow.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4611644329501504421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4611644329501504421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/08/majtki-i-rajtki-czyli-bredzenie-mediow.html' title='Majtki i rajtki, czyli bredzenie mediów...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SolOEk54K3I/AAAAAAAAAGM/Z6jYKDgfNm0/s72-c/03_Delta400_ZaspaCm.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-452665664750475046</id><published>2009-08-10T13:46:00.004+02:00</published><updated>2009-11-13T13:33:33.379+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Dyskretny urok negatywu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJuuZWtfI/AAAAAAAAAEw/bVQtLSQF9CA/s1600-h/DUN_01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJuuZWtfI/AAAAAAAAAEw/bVQtLSQF9CA/s320/DUN_01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368301454158640626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJpHl8HqI/AAAAAAAAAEo/fqH8_kcIsCU/s1600-h/DUN_03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJpHl8HqI/AAAAAAAAAEo/fqH8_kcIsCU/s320/DUN_03.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368301357843095202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJksvQ7ZI/AAAAAAAAAEg/JLNFi1rz7OA/s1600-h/DUN_02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJksvQ7ZI/AAAAAAAAAEg/JLNFi1rz7OA/s320/DUN_02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368301281914973586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJgdl7_LI/AAAAAAAAAEY/5pxLN7feGpI/s1600-h/DUN_04.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJgdl7_LI/AAAAAAAAAEY/5pxLN7feGpI/s320/DUN_04.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368301209129843890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przecież nie ja wymyśliłem te podziały. Podziały na tych nowoczesnych, cyfrowych i tych tzw. analogowych (czytaj: niedzisiejszych, albo zacofanych). To tak, jakby podzielić ludzi na tych, co czytają książki na ekranie i na tych, co przewracają kartki w zwykłej, drukowanej książce. A jednak... jakaś magia jest w tych zwykłych, drukowanych książkach. Szelest papieru, zapach farby drukarskiej, dziwna woń kurzu... - po to się je bierze do ręki. Można czytać w fotelu, z kawą albo w wannie, pociągu lub w tramwaju podczas codziennej drogi do pracy. No niby laptopa też można wziąć na kolana, ale to nie to samo. Chociaż pewnie do tego dojdzie któregoś dnia, czas pędzi i nie pyta nas o zgodę. Jest tak samo jak swojego czasu z walkmanami. Kto je jeszcze pamięta? Wyparte kolejno przez odtwarzacze CD, a dziś już na dobre przez empetrójki. No właśnie, empetrójki - jak wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie widział gramofonu, że King Crimson słuchane z głośniczków komputerowych to jak lizanie czekolady przez papierek? Niby wiadomo jak pachnie, można sobie smak wyobrazić, kolor, ale... No właśnie, pozostaje to maleńkie „ale”. Cudownej głębi i miękkości tej muzyki odtwarzanej ze starej winylowej czarnej płyty, nic nie jest w stanie zastąpić. Nawet najdoskonalszy nowoczesny wschodnioazjatycki wzmacniacz z procesorem dźwięku najnowszej generacji nie pomoże. Czegoś po prostu brak. Może brakuje szumu starego wzmacniacza (praktycznie niesłyszalnego, ale...) a może brak niesłyszalnych dla nieosłuchanego ucha trzasków z płyty? Niby one powinny przeszkadzać, a jednak stanowią nierozłączną całość z magią starych płyt. Kiedyś Vangelis o tym mówił, że nagrywa płyty w techologii AAD albo ADD (kto jeszcze pamięta co oznaczają te symbole?). To proste - Analog-Digital-Digital. Oznaczało to, że materiał źródłowy jest nagrywany na klasycznej magnetycznej taśmie, niecyfrowo. Właśnie po to, żeby dźwięk był bliższy ludzkiemu uchu niż sterylne cyfrowe dźwięki.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Miało być chyba o zdjęciach? Z nimi (zdjęciami) w zasadzie jest jest tak samo. Mam/y tysiące, dziesiątki tysięcy cyfrowych zdjęć, zmagazynowanych gdzieś na dyskach, DVD czy innych nośnikach. Zdjęć poprawnych technicznie, dobrze naświetlonych, ostrych i w ogóle pięknych jak marzenie. Szkopuł w tym, że na dyskach. I szkopuł w tym, że tak samo łatwo jak się robią, tak samo „się kasują”. A zdjęcia powinny być w albumach. Takich, co to można wziąć do ręki. Na tym chyba polega cała magia fotografii, że można zatrzymać się przy każdym zdjęciu, rzucić na nie okiem, albo obejrzeć dokładnie zanim się przewróci stronę. Lepsze, gorsze, ale są. Lepszych nie będzie. A negatywy przechowuje się. Też w albumach. Żeby nie niszczały. Bo z negatywu zawsze można zrobić nową odbitkę. No niby z pliku cyfrowego też, ale komu by się chciało, skoro można obejrzeć na monitorze. A negatyw niejako wymusza zrobienie odbitek. Nawet jeśli są robiona w tzw. cyfrowym labie, te odbitki nie będą doskonałe. Bo i stare negatywy na ogół nie są doskonałe. Przynajmniej w większości. Niemniej jednak, pomimo swoich wad - ziarna, rozchwianych kolorów, rys itp. - mają jakiś niezaprzeczalny urok. Może po prostu zmęczyła nas komputerowa doskonałość i cyfrowa perfekcja? Może znowu wolimy jabłka rwane prosto z drzewa, niemyte i pachnące świeżością? Nawet jeśli te jabłka nie są idealnie gładkie i błyszczące? Może (albo na pewno) sami jesteśmy &lt;a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,6853111,Koniec_Photoshopki_.html"&gt;niedoskonali&lt;/a&gt; i szukamy swojego prawdziwego odbicia w rzeczywistości? A może prawdziwa perfekcja leży gdzie &lt;a href="http://zawsze-kwadrat.pl/2009/05/stare-jest-znowu-mlodym-180-w-fotografii"&gt;indziej&lt;/a&gt;? Wracam więc do ciemni wywołać kolejny, „niedoskonały”, ale prawdziwy, srebrny negatyw...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Jakby nie patrzeć - &lt;a href="http://www.aparaty.tradycyjne.net/"&gt;Klisze przechowuje się...&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-452665664750475046?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/452665664750475046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/08/dyskretny-urok-negatywu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/452665664750475046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/452665664750475046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/08/dyskretny-urok-negatywu.html' title='Dyskretny urok negatywu'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SoAJuuZWtfI/AAAAAAAAAEw/bVQtLSQF9CA/s72-c/DUN_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-7476782928233029942</id><published>2009-07-29T14:33:00.001+02:00</published><updated>2009-11-13T13:33:42.539+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Jarmark próżności...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCuQr459I/AAAAAAAAAEQ/jr6C0y3Gj5Y/s1600-h/04_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCuQr459I/AAAAAAAAAEQ/jr6C0y3Gj5Y/s320/04_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363860518718728146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCnbqOf8I/AAAAAAAAAEI/nLImxnEspmY/s1600-h/03_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCnbqOf8I/AAAAAAAAAEI/nLImxnEspmY/s320/03_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363860401405460418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCaGcjGII/AAAAAAAAAD4/A6f4IwYqHNg/s1600-h/06_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCaGcjGII/AAAAAAAAAD4/A6f4IwYqHNg/s320/06_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363860172372646018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Inaczej mówiąc, kupić nie kupić – potargować warto. Albo poszwędać się. Wieczorkiem. Jak już przewalą się tłumy żądnych rozrywki turystów z dziećmi (zresztą powinien być zakaz wprowadzania dzieci na Jarmark św. Dominika – aż cud, że żadnego dotąd nie zadeptali) zaczyna być całkiem sympatycznie. Nie wiem wprawdzie jak jest w samym „sercu” Jarmarku, bo tam na wszelki wypadek nie zaglądam, chociaż ponoć zlikwidowano namioty z chińskimi gaciami, ale pewnie góralskie kapcie zostały. No bo wiadomo – one właśnie (chińskie majty i biustonosze) są symbolem Gdańska i Kaszub. No ale, ceny tam i tak europejskie, a niekaszubskie, to i po co się tam zapuszczać z gdańskimi zarobkami. Tam rządzi kasa. Nie ma targowania się, nie ma dreszczyku emocji. Pomijam Mariacką, którą kocham w dzień i w nocy, całkiem za darmoszkę, i zawsze chętnie przejdę popatrzywszy na wycyzelowane dzieła ludzkich rąk i wyobraźni. Obrzeża Jarmarku jednak rządzą się swoimi prawami. Tu często można spotkać sympatycznych ludzi, okolicznych mieszkańców, sprzedających &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bógwico&lt;/span&gt;, czyli co się udało znaleźć w piwnicy swojej i sąsiadów: maskę przeciwgazową z czasów I Wojny Światowej, pół lampy naftowej, rękojeść od bagnetu niewiadomego pochodzenia, klamkę do drzwi w komplecie z popielniczką ze szklanego kafla ... i przenośny telewizor za 10 złotych. Nie wiadomo, czy sprawny. Sprzedawca obruszył się na pytanie, czy telewizor jest sprawny. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pani&lt;/span&gt; – krzyczał do kobiety, która go oglądała – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak on kosztuje 10 złotych, to skąd mam wiedzieć czy on jest sprawny. On kosztuje 10 złotych! Ale mogę go Pani sprzedać za 5 złotych...&lt;/span&gt; – chyba nie dobili targu. Pozostał na placu boju z telewizorem i wyrazem twarzy, który jednoznacznie wyrażał, co sądzi o całej tej niedoszłej transakcji.&lt;br /&gt;Tak – kupić nie kupić – potargować warto. Chyba właśnie o to chodzi. Wprawdzie czasem ktoś coś kupi, ot tak dla fantazji, np. hełm niewiadomej armii, żeby się kumplom pochwalić, ale tu – na obrzeżach – chyba nie o to chodzi. Fakt, parę groszy trza zarobić, ale bardziej pogadać, porozglądać się (czy Straż Miejska albo Policja nie nakryje na piciu piwa – zakazy działają, owszem – szkoda tylko, że pięć kroków dalej, za płoteczkiem do kolan wytyczającym granice „lokalu” można nawalić się jak szalona lokomotywa; tam zakaz nie działa) odświeżyć znajomości sprzed roku, nawdychać spalin i świeżego powietrza równocześnie.&lt;br /&gt;Fajnie tam, wbrew pozorom, można zrobić zdjęcie niekoniecznie z ukradka. Zagadawszy prawie zawsze otrzymuje się zgodę na fotografię. Czasem nawet zapytają się, jak zapozować, i wtedy można poczekać, aż się odprężą. Pewnie sobie zdają sprawę, że i tak większość turystów wali zdjęcia cyfrą korzystając z „megazumów”, więc protesty na wiele by się i zdały, ale z drugiej strony stary Kijew chyba wzbudza sympatię. Jest taki – jakby to powiedzieć – bardziej swojski. Dla mnie zaś przyjemność ze zdjęcia większa, bo robię jedną klatkę (mniej lub bardziej udaną), ale za to żegnamy się z uśmiechami na twarzy i wcale nie muszę niczego kupować. Bo przecież nie o to chodzi... Oczywiście, są i tacy, którzy od rana stoją z kwaśną miną, nie wiadomo po co, nie wiadomo z czym, więc i tak nic nie sprzedadzą – wieczorem zwijają majdan z jeszcze kwaśniejszą miną – oni niechętnie podchodzą do zdjęć. W sumie wcale im się nie dziwię, tylko po co wychodzą z ze swoich podwórek? No i – na koniec – omijam (bo i tacy są – nieliczni wprawdzie w tym miejscu) „rasowych” sprzedawców. Oni tu robią geszeft, oni z obowiązku mają marsowe oblicza. Tak, jakby uśmiech bolał. No ale... to nie moja sprawa.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Fajnie jest na Jarmarku, wieczorem. Pewnie za rok, jak co roku, wrócę w te same miejsca...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-7476782928233029942?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/7476782928233029942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/jarmark-proznosci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7476782928233029942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/7476782928233029942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/jarmark-proznosci.html' title='Jarmark próżności...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SnBCuQr459I/AAAAAAAAAEQ/jr6C0y3Gj5Y/s72-c/04_RR400_Gdansk_Jarmark.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-665626466968809675</id><published>2009-07-27T12:18:00.001+02:00</published><updated>2009-11-13T13:33:57.558+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Dobrze jest...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2B614223I/AAAAAAAAADw/OTDRgOXNP8o/s1600-h/04_RR100_NSzkoty.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2B614223I/AAAAAAAAADw/OTDRgOXNP8o/s320/04_RR100_NSzkoty.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363085579166079858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2B0ho-mJI/AAAAAAAAADo/16tgd4krnpI/s1600-h/02_RR100_Letnica.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2B0ho-mJI/AAAAAAAAADo/16tgd4krnpI/s320/02_RR100_Letnica.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363085470651553938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2Bto9TkeI/AAAAAAAAADg/m-zbgpfhHpU/s1600-h/05_RR100_NSzkoty.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2Bto9TkeI/AAAAAAAAADg/m-zbgpfhHpU/s320/05_RR100_NSzkoty.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5363085352356778466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tako rzecze Platini (Michel François). On chyba wie najlepiej. Przynajmniej tak wynika z szumnych informacji zamieszczonych przez tzw. media. Czyli przez takich, co znają tego kogoś, kto zna dobrze poinformowaną osobę. Zamotałem? No i dobrze, bo mniej więcej tak samo wygląda rzeczywistość. Nie powiem, stadion się buduje (przynajmniej tak wynika z ilości sprzętu, koparek, żurawi itp.). Ale wokół panuje klimat iście postnuklearny. I nie w tym rzecz, że to nie da się odbudować, wyremontować, pomalować itp. tylko... co nam po nowym stadionie, jak cała reszta leży i kwiczy? I nie zmienią tego nawet najpiękniejsze deklaracje. Jest jak było, czyli nic się nie zmieniło od czasów tzw. komuny. To znaczy, zmieniło się – na gorsze. I końca tego pogorszenia nie widać.&lt;br /&gt;No bo, zapytam jeszcze raz, co nam po nowym stadionie? Za te pieniądze można by wyremontować dziesiątki kilometrów gdańskich dziurawych dróg, na których codziennie rozwalam zawieszenie. Parę meczów, kibice przyjadą, pojadą i całość znowu zacznie popadać w ruinę. Ktoś powie (może jakiś lokalny patriota), że to promocja Gdańska, regionu i w ogóle całej Polski. No to pytam – jaka to promocja? Chyba, że z myślą o „kibolach”, bo im takie klimaty bliskie są. Oni chcą obejrzeć mecz, i w zależności od tego czy ich drużyna przegrała – ponaparzać kiboli konkurencyjnej drużyny, czy wygrała – ponaparzać kogo się da. Taaa, to jest w sam raz dla nich. No chyba, że trafią na naszych chłopaków z Letniewa albo Nowego Portu (a jest to całkiem prawdopodobne, bo okoliczne ulice potrafią wyprowadzić na manowce). Wtedy mają przechlapane, to oni będą naparzani.&lt;br /&gt;No ale, jakby tak zamiast kiboli przyjechali kibice? Kibic, jak to kibic, chce obejrzeć mecz, a potem wypić piwko, pośpiewać, pogadać – jak to turysta – no to ma duże szanse. Będzie mógł wrzeszczeć do woli, bo i tak nikt nie usłyszy, ale za to akustyka w pustych przestrzeniach przednia jest. A i zdrzemnąć się można, na głowę nie napada. No chyba, że napada... ale nie deszcz... Tak czy owak, jest nadzieja na napływ świeżej krwi do Gdańska, bo z opustoszałych peronów raczej nic nie odjedzie przez następne lata, ale biletu i tak się nie kupi, więc chyba zostaną (ci kibice) na dłużej? Do następnego EURO?  Nieee, nic z tych rzeczy, żadnego igrzysk naszym (mieszkańców) kosztem!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Miały być migawki z Jarmarku Dominikańskiego, ale w weekend nie udało się tam dotrzeć w cywilizowany sposób; jak zwykle skończyło się na nadętej reklamie, a organizacja w Gdańsku leży pod zdechłym azorkiem. Ciekawe, że Gdynia potrafiła dać sobie radę z Open Air i Tall Ship Races równocześnie. A ponoć było 2,5 miliona ludzi? W Gdańsku ledwie paręset tysięcy, a już paraliż kompletny. Może władze - zamiast dużo gadać - zaczęłyby dużo robić?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-665626466968809675?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/665626466968809675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/dobrze-jest.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/665626466968809675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/665626466968809675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/dobrze-jest.html' title='Dobrze jest...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Sm2B614223I/AAAAAAAAADw/OTDRgOXNP8o/s72-c/04_RR100_NSzkoty.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-327637228365602903</id><published>2009-07-24T14:39:00.001+02:00</published><updated>2009-11-13T13:34:09.222+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Niespieszne życie dworca</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmmskccjLuI/AAAAAAAAAC4/eT9jox5VJ4w/s1600-h/09_RR_400_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmmskccjLuI/AAAAAAAAAC4/eT9jox5VJ4w/s320/09_RR_400_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362006573472493282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmmsbQikQeI/AAAAAAAAACw/iyNy2an2AM0/s1600-h/07_RR_400_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmmsbQikQeI/AAAAAAAAACw/iyNy2an2AM0/s320/07_RR_400_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362006415657681378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smmr1o9aKmI/AAAAAAAAACY/AG3tv_zBaR8/s1600-h/11_RR_400_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smmr1o9aKmI/AAAAAAAAACY/AG3tv_zBaR8/s320/11_RR_400_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362005769377688162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czasem warto chwilę postać, porozglądać się. Nawet nie to, że podglądać. Ot po prostu popatrzeć - wyobrazić sobie - samego siebie w takiej sytuacji. Bo dworzec ma to do siebie, że jest tylko punktem w drodze. Na ogół nikt się nie rozgląda, po prostu dojeżdża, idzie do kas i na perony - aby zdążyć wsiąść, odjechać czy też wrócić. Ale, jak się przyjrzeć to dworce - nawet te pozornie nieciekawe, jak we Wrzeszczu - żyją własnym życiem. Wprawdzie od czasu kiedy zlikwidowano pobliskie koszary Niebieskich Beretów koloryt nieco stracił. Bo jednak wojsko to wojsko, kolorowe i malownicze. Teraz jednak jest też na co popatrzeć. Szczególnie wieczorem, kiedy życie nieco zwalnia swój bieg.&lt;br /&gt;Matki z dziećmi, w wózkach i za rączkę - wrzeszczące, jak na dzielnicę Wrzeszcz przystało - bachory, kobiety z siatami zakupów, menele - przemieszczający się chyłkiem - bo jasno jeszcze, wylezą jak światło latarni im zaświeci, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lachony&lt;/span&gt; (eh, jak mi się podoba słowo „lachonarium” wymyślone przez Kabaret Moralnego Niepokoju) - te ładniejsze i te inne. Młode i zgrabne - tych jakby trochę mniej, i te bezkrytyczne - z brzucholem jak u porządnego „piwnego” Bawarczyka, wylewającym się znad paska, którym próbowały się ścisnąć w miejscu, w którym zazwyczaj bywa talia. Czy one tego nie widzą? Nie mają luster, czy są tak zadufane w siebie? Tak samo jak te, którym udało się „złapać” faceta. Z niemowlakiem przy piersi, zapuszczone jak ostatnie niebożę, dumnie paradują obok swojej życiowej zdobyczy. Eh... lepiej nie gadać.&lt;br /&gt;No i policjanci regularnie zapuszczający się w te okolice. Nie wiem, czy taką mają trasę, czy może w barze jedzą swój dyżurny posiłek? Faktem jest, że dzięki nim jest spokojnie, chociaż z drugiej strony rzecz biorąc - może za spokojnie? Namierzyli mnie z aparatem, trudno zresztą nie zauważyć Kijewa z teleobiektywem, z którym się nie kryłem, bo i po co? Panie - zapytali - a czemu nam pan tak namiętnie zdjęcia robi? Uśmiałem się - mam 12 klatek - więc trudno mówić o namiętnym fotografowaniu, zaproponowałem sesję portretową, ale nie chcieli. Dziwne ;-) No to zrobiłem jedno, z daleka, jak stoją równo jak na musztrze. Ot, taka mała przekorność.&lt;br /&gt;Co to ja chciałem? Chciałem złośliwie, ale nie bardzo wyszło, chyba za mało się przykładam, a może samo życie jest wystarczająco złośliwe? Żeby nie powiedzieć, że wredne?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ciąg dalszy pewnie nastąpi, bo ten dworzec ma w sobie coś. Nie wiem jeszcze co, ale któregoś dnia może to odkryję...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-327637228365602903?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/327637228365602903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/niespieszne-zycie-dworca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/327637228365602903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/327637228365602903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/niespieszne-zycie-dworca.html' title='Niespieszne życie dworca'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmmskccjLuI/AAAAAAAAAC4/eT9jox5VJ4w/s72-c/09_RR_400_Wrzeszcz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-4056804550789683195</id><published>2009-07-23T12:11:00.001+02:00</published><updated>2009-11-13T13:34:20.637+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Gra muzyka...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg33nqnu3I/AAAAAAAAACM/NsdGNW5X0GM/s1600-h/04_RR_400_Gdansk.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg33nqnu3I/AAAAAAAAACM/NsdGNW5X0GM/s320/04_RR_400_Gdansk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361596785064655730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg3x_x_rII/AAAAAAAAACE/xmPzgRBpl2Q/s1600-h/03_RR_400_Gdansk.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg3x_x_rII/AAAAAAAAACE/xmPzgRBpl2Q/s320/03_RR_400_Gdansk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361596688458820738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg3thFaA_I/AAAAAAAAAB8/pxExcttGxHM/s1600-h/02_RR_400_Gdansk.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg3thFaA_I/AAAAAAAAAB8/pxExcttGxHM/s320/02_RR_400_Gdansk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5361596611499262962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czyli, jak to mówią, samograje. Nie oparłem się jednak chęci żeby mieć „swoich” grajków (i nie tylko) ulicznych. Zachowałem się jak rasowy turysta - zrobić zdjęcie, a dopiero w domu, po wywołaniu, obejrzeć i zastanowić się - po co?&lt;br /&gt;Ano, bo są. Te samograje. Wystawiają się na jarmarku ludzkiej próżności tak samo jak turyści pędzący przed siebie. Patrząc na tłum przesuwający się w iście sprinterskim tempie po Królewskim Trakcie zastanawiam się, czy oni - turyści - w ogóle cokolwiek widzą? Bo patrzą pustym wzrokiem przed siebie, niewielu zadrze głowę w górę, jakby kamieniczki kończyły się na poziomie wzroku. A może po prostu boją się zgubić w wielotysięcznym tłumie? Bo nawet niespecjalne zdjęcia robią. Nie będzie czego znajomym i rodzinie pokazać. No chyba, że opaleniznę znad Bałtyku, ale pogoda nie rozpieszcza, więc z opalenizną może być gorzej. Skoro tak, to pozostają samograje na Długiej, Mariackiej, Pobrzeżu i innych miejscach. Tak sobie myślę, że samograje chyba, wbrew pozorom, spełniają jakąś ważną rolę społeczno-turystyczną. Stanowiąc naturalną przeszkodę zmuszają do zwolnienia sprinterskiego tempa, czasem nawet (sic!) do zatrzymania się - a zatrzymawszy się, niektórzy rozglądają się wokół, podnoszą głowę - na ogół w poszukiwaniu towarzyszy, ale podniósłszy ją nagle zaczynają dostrzegać (ponad piwnymi parasolami - nienawidzę ich) oszałamiające piękno gdańskiej Starówki. I wtedy są ochy i achy. No tak, ale co ja tutaj robię? Przecież od dawna wiem, że Gdańsk piękny jest o świcie we wrześniu, październiku. Czasem nawet całą Długą można zobaczyć w pełnej krasie, bez jednego człowieczka. A jednak - gnany jakimś stadnym pędem - ciągnę jak niedźwiedź do miodu. No po co? Przecież pozorna łatwość fotografowania samograjów nie prowadzi do niczego dobrego. Nie umiem fotografować ludzi, nie mam z nimi kontaktu, więc też powstają turystyczne pstryki. No niby jest to jakieś doświadczenie, niby „trening czyni mistrza”, ale chciałoby się zrobić coś innego, mniej codziennego. No cóż, kolejny film do kosza i zaczynamy od początku.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Chyba wrócę na dworzec autobusowy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-4056804550789683195?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/4056804550789683195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/gra-muzyka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4056804550789683195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4056804550789683195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/gra-muzyka.html' title='Gra muzyka...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smg33nqnu3I/AAAAAAAAACM/NsdGNW5X0GM/s72-c/04_RR_400_Gdansk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-823092470177070501</id><published>2009-07-21T09:16:00.000+02:00</published><updated>2009-07-24T15:17:08.583+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Inżyniera żywot własny</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0PUoKcGI/AAAAAAAAADY/5PTLSDPIZjg/s1600-h/19_poziom_BW.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0PUoKcGI/AAAAAAAAADY/5PTLSDPIZjg/s320/19_poziom_BW.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362015006689488994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0I35zP_I/AAAAAAAAADQ/iwUqoqvSBlY/s1600-h/33_pion.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0I35zP_I/AAAAAAAAADQ/iwUqoqvSBlY/s320/33_pion.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362014895899623410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0D2TwzpI/AAAAAAAAADI/R0Qr0pBWFPk/s1600-h/23_poziom_BW.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0D2TwzpI/AAAAAAAAADI/R0Qr0pBWFPk/s320/23_poziom_BW.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362014809572298386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smmz9KKTEEI/AAAAAAAAADA/DEeScQ4B9L8/s1600-h/37_pion.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smmz9KKTEEI/AAAAAAAAADA/DEeScQ4B9L8/s320/37_pion.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362014694642225218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zrobić coś. Coś z sensem. Żeby miało przysłowiowe ręce i nogi. Ewentualnie, jak na mechanika przystało, niech to będę 4 kółka. Skończyć studia w inny sposób niż 3xZ (Zakuć-Zdać-Zapomnieć) i zostać inżynierem z krwi i kości. Udało się. Nie było łatwo, ale kilkanaście miesięcy ciężkiej pracy umysłowej i fizycznej (fizycznej, a jakże) przyniosło efekty.&lt;br /&gt;Per aspera ad astra. Czterech pasjonatów pokonało ciernistą drogę, zanim sięgnęli tam, dokąd zmierzali. Zbudowali własną gwiazdę, gwiazdę niepośledniej jasności - bolid, którego nazwali MIZAR. Nazwa w sam raz dla sportowego pojazdu, dźwięczna i wpadająca w ucho, a i nieprzypadkowa, bo wzięta z nieba, jak ich marzenia - Mizar to gwiazda. W parze z Alkorem podwójna, a nawet poczwórna, dobrze widoczna w każdą pogodną noc... w dyszlu Wielkiego Wozu. System &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mizar_%28gwiazda"&gt;Mizara&lt;/a&gt; składa się z czterech gwiazd – ściślej dwóch par gwiazd podwójnych. W języku arabskim nazwy tych gwiazd oznaczają rumaka i jeźdźca - czyli w sam raz dla czterech kółek (drugą życiową pasją jednego z czterech konstruktorów, serca i mózgu zespołu - Konrada - jest astronomia to on właśnie wymyślił nazwę).&lt;br /&gt;Marzenia się spełniły, na Politechnice Gdańskiej nie pamiętają, kiedy ostatni raz oglądano pracę dyplomową tego kalibru. Zainteresowanie prezentacją przerosło oczekiwania zarówno konstruktorów, jak i promotorów. &lt;a href="http://www.flickr.com/photos/37071676@N07/sets/72157621124418886/show/"&gt;POKAZ&lt;/a&gt; obejrzały setki ludzi, wykładowców i studentów, a także zwykłych przechodniów. Nie było takiego, który by się nie obejrzał za bolidem.&lt;br /&gt;Konstruktorzy doczekali się nawet artykułów w prasie i stronach internetowych. Zainteresowało się &lt;a href="http://gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/1024686.html"&gt;Nasze Miasto&lt;/a&gt;, zainteresowali się &lt;a href="http://www.furious.pl/news2009/lipiec/mizar-1-6.htm"&gt;maniacy i miłośnicy szybkich samochodów&lt;/a&gt;. Nawet &lt;a href="http://www.pg.gda.pl/?kat=maktu&amp;amp;w=20090717_samochodzik"&gt;Politechnika Gdańska&lt;/a&gt; umieściła Mizara na swojej stronie głównej. Czyli... nie w kij dmuchał, jak mawiał Tomek Sawyer. Żeby nie było zbyt pięknie, telewizja się nie zainteresowała. Ani ogólnokrajowa, ani lokalna, gdańska. Pomimo tego, że zadbano, aby informacja o pokazie dotarła odpowiednio wcześniej. No ale, telewizji nie ma się co dziwić. W końcu lepiej siedzieć w klimatyzowanych pomieszczeniach, czytając  gotowce przygotowane przez duże zachodnie serwisy. Nie trzeba się wysilać, wytężać umysłu aby przygotować reportaż, lepiej spokojnie pić kawkę - nie spoci się człowiek, nie zmęczy - a widza poczęstuje kolejnymi newsami z USA i Izraela, żeby czuł się dowartościowany wiadomościami z wielkiego świata. Na koniec dorzuci się parę informacji z Ghany i można iść spokojnie do domu. Taaa, telewizja to potęga. Tyle, że chyba w niewłaściwych rękach...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;No tak, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Zasłużone wakacje i co dalej?&lt;br /&gt;Urząd Pracy (banalna sprawa, ale z końcem studiów kończy się ubezpieczenie, więc na wszelki wypadek trzeba się zarejestrować): a co ja mam z Panem zrobić? - pyta urzędniczka. Może zdecyduje się pan na przekwalifikowanie? Ręce opadają. Wszystkie media trąbią, że w Polsce zaczyna brakować techników i inżynierów wszelkiej maści. Mało tego, studentom podejmującym naukę przydziela się 1000-złotowe stypendium, żeby tylko chcieli na kierunek techniczny, ale za to w Urzędzie Pracy proponują „posiadaczowi” stopnia naukowego i dwóch tytułów zawodowych - przekwalifikowanie. Śmiech na sali. Ale może urzędniczka nie wie, że potrzebni są inżynierowie? Może nie ogląda telewizji? Dziwne, bo jak w TV powiedzą, to przecież na mur-beton. Tak samo o zarobkach. Tylko, że urzędniczka o zarobkach też nie słyszała. Zaproponowała staż za 500 zł miesięcznie. No po prostu śmiech na sali... Przedstawicielstwo dużej firmy samochodowej z północy Europy zaproponowało stanowisko „pomocnika mechanika, czyli chłopaka do rzeczy... podawania” za podobną kwotę. Toż nawet *** (nie wymienię nazwy zawodu, bo do wszystkich mam jednaki szacunek) więcej zarabia.&lt;br /&gt;Ręce i gacie opadają. W dowolnej kolejności. No cóż, może faktycznie nie warto było się szarpać, tylko skończyć jeden z kolejnych, rozbudowywanych, „niezbędnych dla gospodarki” kierunków uniwerku, dostać dyplom metodą 3xZ i już na trzecim roku zacząć pracę?&lt;br /&gt;A może nie będzie tak źle? Trzymam kciuki, bo chciałbym aby Konrad z kolegami został w Polsce, ale... miejsca pracy w Niemczech, Belgii, Norwegii i paru innych krajach kuszą. Zarówno zarobkami jak i poszanowaniem czyjejś wiedzy, pracy - i jak tu się oprzeć? Pewnie będzie trudno, ale za to telewizja znowu będzie miała gotowy temat, że brakuje fachowców. Taaa, telewizja to potęga...&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Tu można obejrzeć, co napisano o nich: &lt;a href="http://img93.imageshack.us/img93/8636/mizarpg02800px.jpg"&gt;www.pg.gda.pl&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://img93.imageshack.us/img93/8630/mizarnm01800px.jpg"&gt;gdansk.naszemiasto.pl&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://img33.imageshack.us/img33/3131/mizarfurious01800px.jpg"&gt;www.furious.pl&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-823092470177070501?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/823092470177070501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/inzyniera-zywot-wasny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/823092470177070501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/823092470177070501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/inzyniera-zywot-wasny.html' title='Inżyniera żywot własny'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/Smm0PUoKcGI/AAAAAAAAADY/5PTLSDPIZjg/s72-c/19_poziom_BW.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-4745984359026216119</id><published>2009-07-20T13:34:00.001+02:00</published><updated>2011-04-18T12:19:08.167+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>Będzie EURO 2012</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRXIZheBfI/AAAAAAAAABc/ERJCasBX7_s/s1600-h/03_RR100_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRXIZheBfI/AAAAAAAAABc/ERJCasBX7_s/s320/03_RR100_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360505258279568882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRXDYgI6hI/AAAAAAAAABU/dlHJSE87DmY/s1600-h/04_RR100_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRXDYgI6hI/AAAAAAAAABU/dlHJSE87DmY/s320/04_RR100_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360505172106209810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRWuAwiD8I/AAAAAAAAABM/Mzz2QS3YjK4/s1600-h/05_RR100_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRWuAwiD8I/AAAAAAAAABM/Mzz2QS3YjK4/s320/05_RR100_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360504804955262914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Szwendam się... szwendam się i tu i tam, po własnej dzielnicy, która decyzją gdańskich „możnych” niemalże z dnia na dzień stała się - jakby nie patrzeć – przedsionkiem wielkiej piłki nożnej. Szwędam się, żeby nasycić oczy pięknem miejsc pieczołowicie przygotowywanych na przyjęcie kibiców z całego świata. Miejsc z pewnością pięknych skoro podjęto decyzję o pokazaniu ich całemu światu. No bo, że świat je zobaczy nie ulega wątpliwości. Leżą sobie spokojnie na przecięciu linii komunikacyjnych łączących Gdańsk z Gdynią i lotnistko ze stadionem. Nie da się ich przecież - jak to było modne swojego czasu - „zamieść pod dywan”, a ewentualnej krytyki zrzucić na karb „wrogiej propogandy”. Bo ta „wroga” propaganda dziwnym zbiegiem okoliczności stała się w części i naszą propagandą. Chcieliśmy wejść do wielkiego świata? To go mamy. Codziennie, nie tylko do święta.&lt;br /&gt;Szkopuł w tym, że kibice mogą nie zauważyć, z jaką pieczołowitością zachowano dla nich walor starych dzielnic. Jak starannie zamaskowano dworzec kolejowy i wejścia na perony. Wszystko zapewno po to, aby nie odjechali zbyt prędko po meczu, żeby emocje sportowe nie przysłoniły im innych „kulturalnych”, nieprzemijających wartości. No bo „kulturalny” kibic nie będzie szukał przecież WC? To przecież takie trywialne...&lt;br /&gt;Ciekawe, co oglądał Michel François Platini podczas kolejnych wizyt? No pewnie stadion, bo co mógłby oglądać. On i jego koledzy zapewne się nie martwią. Dowiozą ich na stadion, odwiozą i będzie po wszystkim. A kibice? Jak chcą obejrzeć mecz to muszą dać sobie radę. Taka, hm, szkoła przetrwania, prawdziwa męska przygoda – będzie o czym wnukom opowiadać...&lt;br /&gt;Czy naprawdę nikt tego nie widzi? Czy władze Gdańska chociaż raz przeszły się na piechotę przez te okolice? Albo postały w godzinnym korku, takim normalnym, wcale niespowodowanym jakimś wielkim wydarzeniem, ot takim codziennym. A może próbowały kupić bilet na pociąg? No właśnie a'propos biletów - słucham opowiadań o tym, jak to turyści szukają kas biletowych - nie chcą wierzyć, że wejście jest umiejscowione gdzieś pomiędzy kantorem, barem i sklepem z butami. Ten sklep z butami to nawet nie jest taki głupi, przecież nie od dziś wiadomo, że wygodne buty to połowa szczęścia. No i napić się można, bo chyba bez jakiejś solidnej dawki alkoholu strach zanurzyć się w ciemne, nieoświetlone przejścia na perony. Nawet w dzień tam można postradać zęby przewróciwszy się o własne nogi. A w nocy? Nawet nie próbowałem...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-4745984359026216119?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/4745984359026216119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/bedzie-euro-2012.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4745984359026216119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/4745984359026216119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/bedzie-euro-2012.html' title='Będzie EURO 2012'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmRXIZheBfI/AAAAAAAAABc/ERJCasBX7_s/s72-c/03_RR100_Wrzeszcz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1170530045919420336.post-1708642024916584527</id><published>2009-07-17T13:06:00.001+02:00</published><updated>2009-07-21T09:28:20.432+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malczer'/><title type='text'>A miało być tak pięknie...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvxpx3yZI/AAAAAAAAABE/WZvgYR8MPo4/s1600-h/11_RR100_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvxpx3yZI/AAAAAAAAABE/WZvgYR8MPo4/s320/11_RR100_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359406455390194066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvo3FV3kI/AAAAAAAAAA8/jn6SRQ5Cqpw/s1600-h/10_RR100_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvo3FV3kI/AAAAAAAAAA8/jn6SRQ5Cqpw/s320/10_RR100_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359406304342695490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvkYJc-nI/AAAAAAAAAA0/6cpwVXsGH-I/s1600-h/06_RR100_Wrzeszcz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvkYJc-nI/AAAAAAAAAA0/6cpwVXsGH-I/s320/06_RR100_Wrzeszcz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359406227318962802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Miało być pięknie, ale... wyszło jak zwykle. Co wyjdę z domu, to widzę ten koszmarek niemalże na wyciągnięcie ręki. Straszy z zewnątrz, straszy w środku. A ludzie i tak ciągną tam jak ćmy do świecy, łyknąć blichtru wielkiego świata, zapachów dobrych perfum przemieszanych z wonią potu i starego oleju do smażenia frytek.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Kręcą się jak oszalali, jakby światło neonów i błyszczących wystaw rozum im do końca odebrały.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;   Tak żałuję, że nie porobiłem zdjęć starego „Bałtyku”, może i nie najładniejszy był, ale za to z charakterem, no i zapach czekolady jednak jest bardziej miły sercu, niż swąd spalin samochodów oczekujących w kolejce, żeby wreszcie znaleźć miejsce parkingowe przed tą świątynią XXI wieku.&lt;/div&gt;   Galeria... Cóż to za nazwa? Galeria czego? Może ludzkich zachowań? A może po prostu bezmyślności? Czasem odnoszę wrażenie, że pędzą tam bezmózgowcy, którymi kieruje wózek na zakupy. Prędzej, więcej –  załadować, zapakować i przed siebie. Sztuczny marmur, szkło i neony ogłupiają.&lt;br /&gt;Naprzeciwko... była taka kamienica, przeżyła niejedno, przetrwała wielką powódź w Gdańsku, woda sięgała do połowy szyb wystawowych, do dziś można na murze znaleźć jej ślady. Na parterze był sklepik spożywczy, taki sobie, ale można było zagadać, zapytać czy ser dobry a jabłka smaczne, zostawić zakupy na pół godzinki, żeby ich nie targać po mieście... Opuszczona, wysiedlona, wkrótce będzie wydana na pastwę buldożerów. Szkoda, bo odchodzi w niepamięć klimat starej Strzyży, pomału to robi się dzielnica bankowa, tylko jakoś miejsca dla ludzi brak...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1170530045919420336-1708642024916584527?l=malczer.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://malczer.blogspot.com/feeds/1708642024916584527/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/miao-byc-tak-pieknie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/1708642024916584527'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1170530045919420336/posts/default/1708642024916584527'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://malczer.blogspot.com/2009/07/miao-byc-tak-pieknie.html' title='A miało być tak pięknie...'/><author><name>Malczer</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05195497928905368967</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SurVgRZ1b6I/AAAAAAAAAKE/FTm5If8mNlg/S220/Malczer_Kwadrat.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AHCdrDSlQC0/SmBvxpx3yZI/AAAAAAAAABE/WZvgYR8MPo4/s72-c/11_RR100_Wrzeszcz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
